Lekarze rezydenci w całej Anglii rozpoczęli w środę pięciodniowy strajk, żądając m.in. zwiększenia wynagrodzeń. W związku z trwającym sezonem grypowym, dyrektorzy szpitali ostrzegają przed przeciążeniem placówek medycznych oraz licznymi utrudnieniami, które mogą dotknąć pacjentów.


Obecny strajk to już 14. protest lekarzy od marca 2023 r. Brytyjski premier Keir Starmer ocenił działanie medyków jako „nieodpowiedzialne”.
'They chose this week because they realised this week was the week in which they can inflict most damage on the NHS and patients'
— BBC Breakfast (@BBCBreakfast) December 17, 2025
Health Secretary Wes Streeting spoke to #BBCBreakfast as resident doctors start their five-day strike in Englandhttps://t.co/2BzKnWeRaR pic.twitter.com/ieeFJG0ef5
Minister zdrowia Wes Streeting odrzucił żądania płacowe Brytyjskiego Stowarzyszenia Medycznego (BMA), oskarżając związek o „szokujące lekceważenie bezpieczeństwa pacjentów”. W odpowiedzi BMA oświadczyło, że strajk był „całkowicie do uniknięcia”. Lekarze domagali się od rządu wiarygodnej oferty dotyczącej wynagrodzeń, która pozwoli uniknąć realnych obniżek płac.
W ostatnich trzech latach lekarze otrzymali podwyżkę wynagrodzeń wynoszącą 28,9 proc. Protestujący domagają się dodatkowej podwyżki płac o 26 proc., aby - jak twierdzą - zrekompensować spadek wartości zarobków wynikający z inflacji.
BMA twierdzi, że nawet po podwyżce płace lekarzy nadal są o 20,8 proc. niższe w porównaniu do płac w 2008 r.
Minister Streeting oszacował, że pięciodniowy strajk będzie kosztował około ćwierć miliarda funtów.
Według sondażu YouGov opublikowanego w ubiegłym tygodniu, poparcie społeczne dla strajków lekarzy jest niewielkie. Popiera je 33 proc. respondentów, zaś 58 proc. Brytyjczyków wypowiedziało się przeciwko takim akcjom protestacyjnym.
Z Londynu Marta Zabłocka (PAP)
mzb/ ap/



























































