Władze Syrii mogą pozwolić Rosji na zachowanie baz wojskowych, jeżeli będzie to służyło interesom Damaszku - powiedział syryjski minister obrony Murhaf Abu Kasra w wywiadzie dla "Washington Post". Szef resortu podkreślił, że rząd będzie działał pragmatycznie.


Abu Kasra zauważył, że stosunek Rosji do nowych władz Syrii, których oddziały w grudniu obaliły reżim prezydenta Baszara al-Asada, sojusznika Kremla, "znacząco się poprawił". Do niedawna ówcześni rebelianci, którzy obecnie zasiadają w fotelach ministrów, byli bombardowani przez rosyjskie lotnictwo - przypomniał amerykański dziennik.
Abu Kasra: W polityce nie ma stałych wrogów
Obecny minister walczył przeciwko oddziałom Asada od 2013 roku; wojna domowa w Syrii toczyła się od 2011 r. między siłami wiernymi Asadowi, a ugrupowaniami zbrojnej opozycji. Moskwa udzielała Damaszkowi decydującej pomocy militarnej od 2015 r.
Teraz jednak, zauważył amerykański dziennik, władze Rosji mogą zaoferować nowemu syryjskiemu rządowi coś, czego ten bardzo chce: obalonego prezydenta, który uciekł do Rosji przed niespełna dwoma miesiącami.
"Asad wyjeżdżając z kraju nie sądził, że będziemy w stanie dojść do porozumienia z Rosją" - powiedział Abu Kasra. "Może jednak relacje zostaną przywrócone w taki sposób, by służyły przede wszystkim interesom Syrii, a potem Rosji" - dodał.
Abu Kasra nie chciał jednoznacznie potwierdzić informacji, że tymczasowy prezydent Syrii Ahmed al-Szara, który w styczniu spotkał się z delegacją rosyjskiego MSZ, zażądał ekstradycji Asada. Powiedział jednak, że podczas spotkania została poruszona kwestia pociągnięcia byłego prezydenta do odpowiedzialności.
Ekstradycja Asada? Dla Moskowy temat nie istnieje
"Washington Post" przypomniał, że po spotkaniu Rosjan z nowym liderem Syrii także delegacja z Moskwy pominęła milczeniem temat ekstradycji Asada. "Wyraziliśmy wdzięczność za to, że nasi obywatele i obiekty nie poniosły strat w wyniku wydarzeń z ostatnich tygodni" - stwierdził wówczas szef rosyjskiej delegacji wiceminister spraw zagranicznych Michaił Bogdanow, dodając, że porozumienie w sprawie utrzymanie rosyjskich sił w Syrii "wymaga dodatkowych negocjacji".
Na razie Rosja, która miała w Syrii szereg placówek, wycofała personel wojskowy i sprzęt z nich wszystkich poza dwiema bazami: w Tartusie (baza marynarki wojennej) i Latakii (baza lotnicza) - przypomniał "WP".
Rząd w Damaszku negocjuje również kwestię amerykańskiej i tureckiej obecności wojskowej w Syrii. Abu Kasra stwierdził, że nowe umowy wojskowe z Ankarą mogą obejmować redukcję lub relokację tureckich żołnierzy.
Kwestia utrzymania obecności wojskowej USA w północno-wschodniej Syrii jest nadal "przedmiotem negocjacji" - powiedział szef syryjskiego MSZ. Wojska amerykańskie wkroczyły do Syrii w 2015 roku w ramach walki z terrorystycznym Państwem Islamskim (IS) - ugrupowaniem, które wykorzystując chaos w regionie usiłowało zbudować fundamentalistyczne państwo rządzone przez szarijat. USA wspierało walczące z IS Syryjskie Siły Demokratyczne dowodzone przez Kurdów. Obecnie w Syrii stacjonuje nadal ok. 2 tys. żołnierzy amerykańskich.
"Wszyscy czekali, aż Trump dojdzie do władzy" - powiedział Abu Kasra o rozmowach z USA. "Ta sprawa między administracją USA, a nowym rządem syryjskim wymaga czasu" - powiedział minister o negocjacjach. (PAP)
os/ ap/























































