Malwina Wrotniak, Bankier.pl: Czy z Pana obserwacji wynika, że zakłady ubezpieczeń przyjmują dziś na siebie ryzyka, o jakich jeszcze kilka lat temu nie myślały?
Piotr Sochacki: Tak, ale odpowiedź widziałbym w dwóch aspektach. Pierwszy z nich łączy się w naturalny sposób z rozwojem technologicznym na świecie, który wymusza pojawienie się nowych, odpowiednio dopasowanych produktów oferujących rozszerzony zakres ochrony ubezpieczeniowej. Dla przykładu zaliczyłbym do obecnych wyzwań ryzyka z zakresu „cyber risk”, które przy rozwoju szeroko rozumianej informatyzacji staną się w przyszłości niezbędnym elementem ochrony ubezpieczeniowej.
Drugi aspekt to zwiększająca się świadomość klientów co do możliwości otrzymania coraz to szerszej ochrony ubezpieczeniowej idąca w parze z walką rynkową pomiędzy ubezpieczycielami. Jeszcze kilka lat temu to co było w standardowych „wyłączeniach” od odpowiedzialności, dzisiaj jest oferowane niemalże w standardzie. Typowym przykładem jest ryzyko związane z terroryzmem, które weszło na stałe na nasz rynek.
Za przykład mogą też pewnie posłużyć coraz bardziej gwałtowne i zaskakujące warunki atmosferyczne?
Zagrożenia związane z ryzykami naturalnymi, zjawiskami atmosferycznymi zawsze towarzyszyły ludzkości i były jedną z głównych przyczyn dla których powstały ubezpieczenia. W związku z tym uważam, że wachlarz zakresu ochrony ubezpieczeniowej nie ulegnie zasadniczym zmianom. Zakłady ubezpieczeń skupią się raczej na lepszej identyfikacji i ocenie ryzyka w tym zakresie co może zaowocować proponowaniem wybiórczej ochrony ubezpieczeniowej lub zróżnicowaniem stawek.
Właściwa identyfikacja, o której Pan mówi, wymaga nie lada wiedzy i doświadczenia. Jakich kwalifikacji oczekuje się od underwritera - osoby podejmującej takie decyzje?
Kwalifikacje underwritera powinny zależeć od rodzaju ubezpieczeń, którymi się zajmuje. W przypadku ubezpieczeń majątkowych i technicznych bez wątpienia powinna to być osoba o wykształceniu inżynieryjnym najlepiej z doświadczeniem wyniesionym z pracy w różnych zakładach. Nie zawsze jednak musi to być specjalista z branży, którą ubezpiecza. Czasem spojrzenie osoby spoza branży jest bardziej wartościowe. Praca underwritera jest też interdyscyplinarna i wiele zależy od „otwartości” danej osoby. Jeszcze inne kwalifikacje powinni posiadać underwriterzy ryzyk z zakresu ubezpieczeń na życie, ryzyk odpowiedzialności cywilnej itd.
Ryzyko często ma charakter subiektywny. Czy ostateczna decyzja o jego przyjęciu przez ubezpieczyciela powinna być wypadkową opinii kilku osób, czy decydujące zdanie powinna wypowiadać jedna osoba?
Decyzję o przyjęciu danego ryzyka powinien podejmować underwriter mający do dyspozycji inżyniera oceny ryzyka i jego opinię. Niestety obecnie, bardzo często, decyzje podejmowane są przez osoby odpowiedzialne za sprzedaż, które nie posiadają odpowiednich kwalifikacji underwritera i dla których liczy się umowny „przypis”, a nie jakość ryzyka i profesjonalne podejście do klienta. Podjęcie odpowiedzialnej decyzji przez underwirtera jest często trudne biorąc pod uwagę pracę pod presją czasu. Wydaje się często, że należałoby dogłębniej poznać ryzyko i zadać dodatkowe pytania – jednak w praktyce nie zawsze jest to wykonalne.
Kiedy towarzystwa ubezpieczeniowe stosują ilościową, a kiedy jakościową metodę oceny ryzyka?
Każdy ubezpieczyciel indywidualnie wybiera stosowane przez siebie metody oceny ryzyka, które można kwalifikować jako ilościowe lub jakościowe. Z metod ilościowych można korzystać jeżeli przynajmniej potencjalnie jest to przyjęcia duża ilość pojedynczych ryzyk, które najlepiej da się także ocenić pod kątem aktuarialnym, gdy istnieje historia tzw. szkodowości.
W przypadku ryzyk jednostkowych, które nie dają się ująć w statystyczne prawidłowości, w pierwszej kolejności odwołujemy się do metod indywidualnej oceny ryzyka. Dotyczy to w szczególności ryzyk klientów korporacyjnych.
Na wypadek jakich „nowych” zagrożeń będzie można w Pana opinii ubezpieczyć się już niedługo w Polsce?
W tym miejscu dobrym przykładem są ubezpieczenia zwane umownie „cyber risk”. Jest to pojecie dosyć szerokie ale w skrócie można je ująć jako ubezpieczenia włączające wszelkie straty jakie może wywołać np: atak hakera, bomba logiczna, etc. Szczególnie ważne jest to dla firm, które są wysoko zinformatyzowane i trudno wyobrazić sobie ich funkcjonowanie bez IT. W pierwszej kolejności wymieniłbym banki oraz firmy, których sprzedaż i kontakt z klientami opiera się na sieci internetowej. W chwili obecnej ubezpieczenie to, poza małymi wyjątkami, nie jest jeszcze oferowane na rynku polskim. Pierwsze „próby” takich ubezpieczeń mają miejsce głównie na rynku londyńskim.
Inny przykład to ubezpieczenie skutków porwań i szantażu. Wymuszenia, groźby, porwania, szantaż zanieczyszczeniem produktu oraz wzięcie zakładników to zdarzenia uruchamiające złożone i bardzo dynamiczne procesy decyzyjne. W przedsiębiorstwie pojawia się zagrożenie powstania wysokich strat finansowych i utraty wizerunku firmy. Coraz częstszym przedmiotem ataków oprócz przedsiębiorstw stają się także osoby prywatne. Szczególnie narażone są na to osoby i firmy uważane za zamożne, dysponujące poufnymi danymi, wrażliwe na utratę dobrego wizerunku, osoby często podróżujące, zwłaszcza do Rosji, Ameryki Południowej i Azji oraz firmy skonfliktowane z obecnymi i byłymi pracownikami. Dla przykładu HDI-Gerling oferuje dla swoich klientów ubezpieczenia skutków porwań i szantażu pokrywające koszty pomocy w zakresie zabezpieczenia przed aktami kryminalnymi, a w razie ich wystąpienia pokrycie kosztów wsparcia w rozwiązaniu sytuacji kryzysowej świadczone przez specjalistów w tym zakresie jakimi są tzw. doradcy kryzysowi.
Dziękuję za rozmowę.
Malwina Wrotniak
Bankier.pl
Informacji na temat ubezpieczeń szukaj w Dziale Ubezpieczenia Portalu Bankier.pl.

























































