Agencja S&P Global Ratings obniżyła perspektywę oceny wiarygodności kredytowej Australii ze „stabilnej” do „negatywnej”, co oznacza możliwość obniżenia samego ratingu. Australia należy do elitarnego grona państw z najwyższym możliwym ratingiem kredytowym.


Póki co Australia nadal cieszy się najwyższym z możliwych ratingiem AAA. Notę AAA we wszystkich trzech głównych agencjach mają jeszcze tylko Kanada, Dania, Niemcy, Luksemburg, Holandia, Norwegia, Singapur, Szwecja i Szwajcaria. Ponadto S&P najwyżej ocenia Hongkong i Lichtenstein, a Moody’s Nową Zelandię.
Dwa tygodnie temu z tej listy wypadła Wielka Brytania, co było reakcją S&P Global Ratings na wynik czerwcowego referendum. W sierpniu 2011 roku S&P jako pierwsza z największych agencji pozbawiła ratingu AAA Stany Zjednoczone. Teraz może nadejść czas na Australię, która ostatnią recesję odnotowała w roku 1992 i chwali się najdłuższym „bezrecesyjnym” okresem wśród największych gospodarek świata.
Przyczyny obniżki perspektyw australijskiego ratingu według analityków S&P tkwią w lokalnej polityce, w której po niedawnych wyborach zapanował pat. Tymczasem „bez implementacji bardziej energicznych działań w polityce fiskalnej istotny deficyt budżetowy może się utrzymać przez kilka lat” – tłumaczy agencja. Obniżka perspektyw ratingu oznacza, że szansa na jego obniżkę w perspektywie dwóch lat jest jak jeden do trzech.
Australia jest jednym z najbogatszych krajów świata, z dochodem krajowym na mieszkańca rzędu 56,3 tys. USD. To 12. gospodarka świata, której PKB w 2014 roku sięgnął 1,34 biliona USD. Mimo surowcowej bessy kraj wciąż notuje solidny wzrost gospodarczy (3,1% w pierwszym kwartale) przy niskiej inflacji (1,3%) i niewielkim bezrobociu (5,7%). Ubiegłoroczny deficyt fiskalny wyniósł 2,4% PKB, a dług publiczny w wysokości 36,8% PKB należy do jednych z najniższych wśród krajów rozwiniętych.
Krzysztof Kolany





























































