Jeszcze przed jej powstaniem, eksperci określali ją mianem najważniejszego przedsięwzięcia ekonomicznego od czasów wstąpienia Chin do WTO. Miała dać nowy impuls do rozwoju chińskiej gospodarki i wyznaczać ścieżkę reform dla całego Państwa Środka. Szanghajska Pilotażowa Strefa Wolnego Handlu kończy rok. Na razie obiecywanego przełomu nie widać.
Z jednej strony płyną apele o cierpliwość i odwoływanie się do tradycyjnego i powolnego, ale nieustępliwego wdrażania reform otwierających Chiny na świat. Z drugiej widać ogromny zawód światowej finansjery, która wciąż nie może dobrać się do chińskiego tortu.
29 września 2013 została uruchomiona strefa wolnego handlu w Szanghaju, najbardziej "kapitalistycznym" i otwartym mieście kontynentalnych Chin. Strefa obejmuje powierzchnię 29 km2 i łączy cztery specjalne obszary w dzielnicy Pudong.
Z otwarciem strefy wiązano wielkie nadzieje. Chińskie władze obiecywały kamień milowy na drodze reform wewnętrznych i szersze otwarcie się na światowe rynki. Zakładanie i prowadzenie działalności gospodarczej miało być prostsze (także dla firm spoza Państwa Środka), podobnie jak procedury handlu międzynarodowego. Postulowano także poluzowanie kontroli przepływów kapitałowych i liberalizację stóp procentowych, czyli "urynkowienie" wciąż pozostającego pod ścisłym nadzorem Pekinu sektora finansowego.
Nie ma się co dziwić, że szczególnie ostatni punkt został entuzjastycznie przyjęty przez zagranicznych komentatorów. Chiński sektor finansowy jest zmonopolizowany przez instytucje należące do państwa, a wymiana juana reglamentowana przez rząd - kurs waluty jest ustalany w Pekinie, a napływ i odpływ środków z Państwa Środka podlega ścisłym restrykcjom. Zainicjowanie zmian status quo w Szanghaju otwierałoby drogę reform dla całego kraju, a w konsekwencji przełom na skalę światową.
Niestety w tej kwestii niewiele się przez ostatni rok zmieniło. I dlatego wielu ocenia strefę jako niewypał. Czy słusznie?
Tysiące nowych firm, sprawniejsza biurokracja i złoto
W ciągu ostatniego roku powstało 12 tysięcy nowych firm, czyli więcej niż zarejestrowano na tym terenie przez poprzednie 20 lat. Założenie działalności gospodarczej zajmuje zaledwie 4 dni, podczas gdy średnia dla całego kraju to 29 dni. Rozwiązania ułatwiające założenie przedsiębiorstwa (m.in. ograniczenie wysokości minimalnego kapitału założycielskiego i znane z Polski "jedno okienko") są już wcielane w życie w innych zakątkach Chin.
Przeczytaj także
Mimo że sytuacja firm zagranicznych starających się rozwijać biznes w strefie nie wygląda już tak różowo, warto podkreślić, że to właśnie tam po raz pierwszy wprowadzono "listę negatywną", czyli spis obszarów, w których inwestycje zagraniczne są ograniczone. Działalność w pozostałych sferach jest dozwolona, a formalności ograniczone do minimum. Obecnie lista obejmuje 139 obszarów w porównaniu do 190 rok temu, a Pekin obiecuje dalsze cięcia. W strefie zainwestowali już tacy giganci jak Amazon czy Microsoft.
Od lutego korporacje międzynarodowe mają możliwość korzystania ze specjalnych kont bankowych ułatwiających przewalutowanie i transfer środków między spółkami zależnymi i centralą, co pozwala na korzystniejsze zarządzanie firmowymi finansami. Chiński bank centralny zezwolił również na częściową liberalizację oprocentowania depozytów walutowych o wartości do 3 milionów dolarów.
We wrześniu Szanghajska Giełda Złota uruchomiła w strefie międzynarodową platformę obrotu kontraktami na królewski metal. Handel ma się odbywać w juanie, a do złota mają wkrótce dołączyć także ropa i inne najważniejsze towary. Ten krok ma się przyczynić nie tylko do zwiększenia wpływu największego producenta i konsumenta na ceny kruszcu, ale także do popularyzacji chińskiej waluty.
Niezadowoleni bankierzy, niechętne firmy zagraniczne i brak przestrzeni
Na Szanghajskiej Pilotażowej Strefie Wolnego Handlu suchej nitki nie zostawiają bankierzy:
- Rozwój strefy jest zdecydowanie wolniejszy od oczekiwań rynku, szczególnie w sektorze finansowym - komentuje Zhu Harbin z JP Morgana.
- Nie dostrzegamy istotnego postępu - dodaje Peng Zhenwei z CEBM Group.
- Wierzymy, że korzyści z reform wprowadzanych w strefie mogą pojawić się później niż oczekiwano. Do tej pory nie dostrzegliśmy ich pozytywnego wpływu - pisze Hino Lam z Goldman Sachsa.
Do chóru zawiedzionych dołączyły także firmy zagraniczne. A w czasach gwałtownie rosnących kosztów pracy w Państwie Środka i spowalniającego wzrostu gospodarczego Pekin nie może sobie pozwolić na odpływ inwestorów. Szanghajska strefa nie ma im jednak wiele do zaoferowania. Kierownictwo Amazona przekonała podobno jedynie bliskość wielkiego rynku zbytu.
Spółki zagraniczne stanowiły zaledwie 12% nowo zarejestrowanych w strefie. Gdyby odrzucić firmy pochodzące z Hongkongu i Tajwanu jest to już tylko 6% (643 przedsiębiorstwa).
Przeczytaj także
Strefa boryka się także z innymi poważnymi problemami - niedawno jej szef został zatrzymany w ramach wielkiej kampanii antykorupcyjnej i zrezygnował ze stanowiska. Firmy narzekają także na brak przestrzeni do rozwoju dużych projektów i rosnące jak na drożdżach ceny nieruchomości.
Czy premier Li dopnie swego?
Szanghajska strefa była od początku mocno promowana przez premiera Li Keqianga. Sztandarowy projekt rozwija się jednak zbyt wolno, co pokazuje, że frakcja reformatorska w KPCh nie uporała się do końca z partyjnym betonem. Li stara się ponaglać lokalnych urzędników - przed tygodniem odwiedził strefę i zapowiedział szybsze reformy, m.in. możliwość rozszerzenia działalności firm zarejestrowanych w strefie na pobliskie tereny. Obiecał także, że zagraniczne przedsiębiorstwa będą traktowane na równo z chińskimi, zarówno państwowymi jak i prywatnymi.
Wydaje się jednak, że reformy wprowadzane w Szanghaju skupiają się na mniej istotnych i mniej bolesnych kwestiach. Reforma rynku finansowego stojącego w obliczu rosnącego zadłużenia, ochładzającego się rynku nieruchomości i bilansowania gospodarki przez zwiększanie konsumpcji może okazać się kluczowa dla utrzymania chińskiego kolosa na nogach. A gdzie ostrożni, chińscy politycy mają sprawdzić granice dopuszczalnej liberalizacji jak nie w Szanghaju?
Maciej Kalwasiński




























































