Mieszkańcy osiedla na Kole apelowali o pomoc w sprawie roszczeń dotyczących gruntów, na których stoją spółdzielcze bloki i miejskie placówki edukacyjne. Nowy właściciel gruntu proponował mieszkańcom oddanie terenu w dzierżawę za symboliczną opłatą.


Chodzi o teren osiedla spółdzielni Koło na Woli przy ul. Górczewskiej i Księcia Janusza. Na tym terenie stoją bloki mieszkalne z lat 70. Mieszka w nich około 1,5 tys. osób. Ten teren Ulrychowa został przyłączony do miasta w 1951 r. Wcześniej na podstawie reformy rolnej grunt należący do przedwojennej spółki C. Ulrich, założonej w 1805 r. w Warszawie z siedzibą w Gdyni, został upaństwowiony.
Dziedzictwo ogrodniczego imperium C. Ulrich
W 1994 r. na podstawie dawnych akcji (przez część osób uznawanych za kolekcjonerskie) pojawiły się roszczenia majątkowe do części gruntów, na których od lat 70. XX w. stoją m.in. bloki mieszkalne, szkoła, przedszkole i drogi publiczne.
Wskutek m.in. orzeczenia Sądu Okręgowego w Warszawie z 2025 r., w którym oddalony został wniosek o zasiedzenie gruntów przez Skarb Państwa, reprezentowany przez prezydenta Warszawy, sytuacja się skomplikowała, otwierając drogę do roszczeń o wypłatę odszkodowań za korzystanie z tych gruntów.
Burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski zaznaczył, że dzielnica nie zgadza się z taką sytuacją, kwestionując m.in. prawidłowość reaktywacji spółki C. Ulrich, a także poprawność wydania decyzji zwrotowej przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi z 2012 r.
Protest pod ministerstwem i petycja do Waldemara Żurka
W ubiegłą środę pod Ministerstwem Sprawiedliwości zgromadzili się mieszkańcy osiedla, którzy zanieśli do ministra Waldemara Żurka petycję w swojej sprawie. Zaapelowali, aby zaangażował się w sprawę i objął nadzorem ministerialnym toczące się postępowania sądowe. Minister analizuje sytuację i obiecuje pomoc. Spółka C. Ulrich sprzedała teren spółce Lokaty Budowlane, która we wrześniu 2025 r. złożyła wniosek o wpis do ksiąg wieczystych.
Nigdy celem Lokat Budowlanych nie było przejęcie terenów pod budynkami. Proponowaliśmy oddanie terenu w dzierżawę spółdzielni za symboliczną opłatę, pod warunkiem podjęcia wspólnych starań o zawarcie ugody ze Skarbem Państwa, na mocy której dojdzie do zamiany lub wykupu gruntu od Lokat Budowlanych – napisała spółka w odpowiedzi na pytania PAP.
Zaznaczyła, że dzięki tej propozycji SM Koło miała zyskać użytkowanie wieczyste gruntów, na których są zabudowania.
„Zakładaliśmy, że możliwość, jaką daje porozumienie, czyli uzyskanie przez mieszkańców możliwości założenia ksiąg wieczystych do lokali, jakie zajmują, będzie na tyle atrakcyjne, że wspólne działania będą dla SM Koło priorytetem” – dodała spółka.
Głos właściciela: Symboliczna opłata i wspólna droga do wykupu
Podkreśliła, że z nieznanych jej przyczyn wszelki dialog został zerwany i – jak się domyśla – możliwość uregulowania własności lokali mieszkalnych poprzez założenie ksiąg wieczystych została przed mieszkańcami zatajona.
„Z nieznanych nam przyczyn, zamiast prowadzić rozmowy i wspólne działania, zarząd SM Koło zdecydował się na zorganizowanie konferencji prasowej i – jak rozumiemy – zerwał lub zawiesił rozmowy w tej sprawie” – czytamy w stanowisku.
Spółka przekazała, że według jej informacji SM Koło mogła kupić za tę samą kwotę teren, z czego nie skorzystała mimo posiadanego pierwszeństwa w ramach prowadzonych rozmów w tej sprawie ze spółką C. Ulrich.
„Zawsze chcieliśmy polubownie rozwiązać spór i nadal jesteśmy gotowi. Jesteśmy jednak zaskoczeni obecnymi działaniami SM Koło i analizujemy dostępne dla nas opcje” – podkreśliła spółka.
Widmo 55 milionów odszkodowania
Mieszkańcy podczas ubiegłotygodniowej konferencji przekazali, że, jak obliczyli, Lokaty Budowlane chcą od spółdzielców 55 mln odszkodowania wraz z odsetkami.
„Nigdy scenariusz, w którym SM Koło płaci odszkodowanie spółce, nie był rozpatrywany przez Lokaty Budowlane jako pożądany, zaś kwota, jaka została zawarta w pozwie przeciwko Skarbowi Państwa złożonym w 2015 r., wynikała z obowiązujących przepisów” – odpowiedziała spółka.
Podkreśliła, że samo złożenie pozwu było konieczne – w innym przypadku istniało ryzyko, że to zaniechanie może zostać przez akcjonariuszy zinterpretowane jako działanie na niekorzyść spółki przez zarząd.
W sprawach gruntów zapadły niekorzystne dla miasta wyroki, a prokuratura odmówiła wniesienia skargi kasacyjnej, wskazując na brak realnych podstaw do skutecznego podważania wyroków. (PAP)
mas/ joz/






















































