Ranking najgorszych rzeczników prasowych instytucji państwowych i publicznych

Rzecznik musi bohatersko bronić swojej instytucji przed natrętami i przyjmować ciosy zdesperowanych dziennikarzy. Główne zadanie to zniechęcanie do zadawania pytań. A jeśli już padną, trzeba umieć je skorygować albo zignorować.

Taki portret zbiorowy antyrzecznika nakreślili dziennikarze największych polskich mediów, którzy wzięli udział w piątym już rankingu „Press” najgorszych rzeczników prasowych instytucji państwowych i publicznych.

W porównaniu z nimi rzecznik poprzedniego premiera Kazimierza Marcinkiewicza – Konrad Ciesiołkiewicz – wyrasta na niedościgniony wzór. To m.in. dzięki niemu premier miał tak dobre kontakty z mediami i tak wysokie w nich notowania. Ostatnio jednak zdaje się, że politycy upatrują klucz do sukcesu w osobistym kontakcie z dziennikarzami. Nie znaczy to, że zrezygnowali z rzeczników. Przeciwnie. Rzecznicy pozostali, choć – jak skarżą się dziennikarze – jako pasy transmisyjne z nieustannymi zakłóceniami.

Przedstawiciele ogólnopolskich redakcji prasowych, telewizyjnych i radiowych wytypowali 19 antyrzeczników. W naszym rankingu znaleźli się tylko ci, których wskazały co najmniej trzy osoby.

Gawędziarz

Fot. PAP/Andrzej Rybczyński
Andrzej Sadoś, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, telefon odbiera rzadko. Wymaga, by każde pytanie dotyczące funkcjonowania resortu zostało przesłane na piśmie. Aby na nie odpowiedzieć, wyznacza dziennikarzowi spotkanie za kilka dni.

W kontaktach z dziennikarzami wpada w poufały ton. Zwierza się, że musi się bronić przed mediami, które się zawzięły na MSZ. Skarży się, że chcą mu zrobić krzywdę, bo działają na zlecenie wrogich sił.

Rozmowę lubi zaczynać od niezobowiązującej pogawędki: – Czy mają państwo w redakcji klimatyzatory? Bo my w ministerstwie nie mamy – zagaja, wystawiając na próbę cierpliwość rozmówcy, który chce przejść do konkretów. Próbuje być przyjazny. Czasem zaczyna od komplementu. – Piękną ma pani fryzurę. Taką symetryczną. Taka teraz moda? Niestety, skomplementowana dziennikarka, która stawiła się na zaproponowane przez rzecznika spotkanie, niewiele ponad to od niego usłyszała, bo po pięciu minutach Sadoś wybiegł na inne spotkanie. Podczas rozmowy bez skrępowania odbiera telefony. Czasem bezradnie rozkłada ręce. Obiecuje, że na pytania nadesłane na piśmie jeszcze tego samego dnia odpowiedzą służby prasowe. Oddzwaniają, ale po dwóch dniach.

Kiedy rzecznik jest nieobecny, nikt nie jest w stanie go zastąpić. Podlegający mu pracownik zapytany o to, ilu ambasadorów brakuje w polskich placówkach, tłumaczy: – Jestem za krótki.

Sadoś często podkreśla swoje kompetencje, przypominając, że jest zawodowym dyplomatą. Z kompetencjami różnie jednak bywa. Zdarza mu się, że nie zna treści własnych komunikatów lub nie umie ich powtórzyć. Raz poproszony przez dziennikarza radiowego o wypowiedź, odparł: – Niech pan sobie wybierze fragment komunikatu, a ja to przeczytam.

Asekurant

Fot. PAP/Radek Pietruszka
Tomasz Skłodowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, jest zazwyczaj nieobecny lub zbyt zajęty, by odebrać telefon. Sekretarki informują, że: a) wyszedł na spotkanie, b) jest w budynku, ale nie można go znaleźć, c) je obiad, d) rozmawia z ministrem, wiceministrem lub szefem departamentu. Nawet wiadomość nagrana na sekretarce kilka razy z rzędu pozostaje bez odpowiedzi. Zdarza mu się odsyłać dziennikarzy do kogoś innego. Zapytany o planowane w związku z dziurą budżetową oszczędności w resorcie, odparł, że to pytanie do wróżki, i odłożył słuchawkę. Jeśli zdarzy mu się odpowiedzieć z większym sensem, żąda autoryzacji. Zmiany nanosi, używając urzędniczego języka i asekuracyjnych wtrętów.

Brakuje mu dystansu do pełnionej funkcji, nie potrafi powściągnąć emocji. Szczególnie impulsywnie reaguje na krytykę pod adresem swojego szefa, wicepremiera Ludwika Dorna. Po niepochlebnym dla Dorna tekście potrafi zadzwonić do autora z pretensjami. – Nie tak się umawialiśmy, zostałem oszukany – wykrzykuje. Zdarzyło mu się nawet grozić, że postara się, żeby dziennikarz więcej już o MSWiA nie pisał.

Skłodowski lubi podkreślać, że sam był dziennikarzem (pracował w TVP) i wie, na czym ta praca polega. Kiedyś rozżalony tekstem, który ukazywał resort w niekorzystnym świetle, żalił się autorowi, że z jego powodu straci pracę. – To wróci pan do zawodu – odpowiedział mu dziennikarz.

Przerażony

– Trzeba o to zapytać premiera – lubi wykręcać się od odpowiedzi rzecznik rządu Jan Dziedziczak. Problem w tym, że to on ma być ustami Jarosława Kaczyńskiego. Oficjalny i niepewny siebie ogranicza się do przekazywania suchych komunikatów. Wygląda na to, że boi się powtórzyć premierowi pytania, które mogłyby go wyprowadzić z równowagi. W takiej sytuacji do dziennikarza nie oddzwania.

Dziennikarze mają nieodparte wrażenie, że Dziedziczak nie ma stałego dostępu do Kaczyńskiego i nie jest wtajemniczany w plany rządu. Pytany o reakcję premiera na bulwersującą wypowiedź wiceministra obrony Antoniego Macierewicza, który oskarżył byłych szefów MSZ-etu, że byli sowieckimi agentami, powtarzał ciągle to samo: – To dobrze, że polityk, który wyraża się nieprecyzyjnie, potrafi przeprosić.

Na swoje nieszczęście Dziedziczak ciągle porównywany jest ze swoim poprzednikiem Konradem Ciesiołkiewiczem, który nie dość, że był mistrzem medialnej komunikacji, to jeszcze miał szefa mniej trudnego w kontakcie.

Bezradny

Przemiły i świetnie wychowany Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej, zawsze odbiera telefony. Na pytania najczęściej nie zna jednak odpowiedzi. Pytany o konkrety polityki resortu używa stale tych samych formułek: „No comment”, „Minister w tej sprawie się nie wypowiada”, „Nie mam kontaktu z ministrem”. W chwili gdy wiceministrem MON-u został Antoni Macierewicz, Paszkowski nie był w stanie ustalić, gdzie minister urzęduje, i odsyłał po informacje do jego rzecznika Piotra Bączka. Kiedy w Iraku zostali ranni polscy żołnierze, o czym media już poinformowały, nic o tym nie wiedział. A potem przygotował tak zdawkową wypowiedź, że więcej można było przeczytać w Internecie.

Czuje się w obowiązku chronić szefa przed dziennikarską zarazą. Na konferencjach prasowych nie dopuszcza do głosu dziennikarzy, po których spodziewa się pytań niewygodnych dla ministra Radosława Sikorskiego.

Pytany o możliwość umówienia spotkania z Sikorskim niezmiennie odpowiada: – O! To będzie trudne! Za jakieś dwa tygodnie, bo minister jest bardzo zajęty. Tymczasem minister udziela wywiadów zagranicznym mediom w czasie, kiedy polskie muszą czekać na zorganizowanie spotkania przez Paszkowskiego.

Przytłumiona

Edyta Żyła nie jest formalnie rzeczniczką Ministerstwa Sprawiedliwości, pełni funkcję specjalisty w Wydziale Informacji Biura Ministra. To jednak właśnie ona została wyznaczona do kontaktów z mediami. Perfekcyjna w zniechęcaniu dziennikarzy. Całkowicie przytłumiona osobowością swojego kochającego kamery szefa, ministra Zbigniewa Ziobry. Uprzejmie notuje pytania dziennikarzy i obiecuje, że oddzwoni. Ale nie oddzwania.

Przełożeni nie bardzo się z nią liczą. Konferencję wiceministra Andrzeja Kryżego zorganizowała dokładnie w porze konferencji trenera polskiej reprezentacji piłkarskiej Pawła Janasa tuż przed mundialem. Kryże zapewne świadomy tego, że ekipy telewizyjne pojechały do trenera, na własną konferencję po prostu nie przyszedł. Kiedy po półgodzinnym oczekiwaniu dziennikarze zaczęli wychodzić, Edyta Żyła wreszcie sięgnęła po komórkę. Po rozmowie telefonicznej oświadczyła w końcu: – Pan minister przeprasza, ale coś mu wypadło i właśnie odwołał konferencję.

Milcząca

Nie wypowie się, bo i tak zrobi to za nią szef. Funkcja Magdaleny Stańczyk, rzeczniczki Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, właściwie straciła sens, odkąd minister Zbigniew Wassermann postanowił w sprawie służb specjalnych wypowiadać się tylko osobiście. Jej sztandarowe odpowiedzi to: – Nie możemy nic na ten temat powiedzieć, lub: – Muszę się skonsultować. Na pytania o zagrożenie terrorystyczne kraju odpowiada zdawkowo: – ABW kontroluje sytuację.

Nie wysyła już nawet oficjalnych komunikatów. Trudno obarczać ją za to winą, tylko po co ABW milczący rzecznik?

Nieświadoma

Kaja Małecka, rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej, nie próbuje nawet ukryć braku wiedzy na temat działań resortu. – Nie wiem, ale się dowiem – obiecuje i ginie bez śladu. Pytania zawsze ją dziwią: nie wie, kiedy resort zamierza wprowadzić obowiązkowy język angielski w pierwszych klasach podstawówki, choć sprawę właśnie rozpatrywała sejmowa komisja edukacji. Do Małeckiej nie docierają nawet bulwersujące informacje szeroko cytowane przez media. Tak było z głośną wypowiedzią rzeczniczki izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, która stwierdziła, że jej kraj nie chce, by przyjazdy żydowskiej młodzieży do Polski organizował MEN kierowany przez Romana Giertycha, szefa partii krytykowanej za antysemityzm. Małecka nie potrafiła ustalić, która komórka MEN-u odpowiada za wymianę młodzieży, co gorsza, nie wiedziała nawet, czy odpowiada za nią MEN.

Jeśli słowa nie dotrzyma, nie przeprasza. Powodów nie wyjaśnia. Jeden z dziennikarzy przez ponad dwa tygodnie zabiegał o dane, które właśnie zebrały kuratoria w całym kraju. Małecka obiecała mu, że dostanie je pierwszy. Po kilku dniach usłyszał, że umowa już nie obowiązuje, bo dane zostaną zaprezentowane na konferencji prasowej.

Skrzywdzony

Michał Kocięba, rzecznik Polskiego Związku Piłki Nożnej, dla dziennikarzy nie ma czasu. Telefonów przeważnie nie odbiera, na spotkania umawiać się nie chce. W sytuacjach, w których jest najbardziej potrzebny, znika i wyłącza komórkę. Kiedy wiosną tego roku miały się połączyć dwa kluby piłkarskie Amica Wronki i Lech Poznań, dziennikarze pytali, jak PZPN chce do tego doprowadzić, nie łamiąc swoich przepisów. W ciągu pół roku rzecznik nie zrobił nic, by sprawę wyjaśnić. Lubi za to zadzwonić do dziennikarza i zrugać go, jeśli materiał mu się nie podoba.

Odpowiedzi, jeśli ich w końcu udzieli, są zdawkowe. Najbardziej zdeterminowani próbują zastać go w biurze. Rzecznik ma wtedy skrzywdzoną minę, widać, że pytania sprawiają mu przykrość.

Nauczyciel

Wie lepiej od dziennikarzy, o co powinni go pytać. Maciej Łopiński, rzecznik prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, pytanie o inną sprawę niż zapowiedziana odbiera jako atak na siebie. – To nie jest przedmiotem naszej rozmowy, zadaje pan pytania z tezą – denerwuje się.

Kiedyś dziennikarz poprosił go o komentarz do prognozowanej przez „Newsweek Polska” dymisji szefa Kancelarii Prezydenta Andrzeja Urbańskiego. I został złajany nie tylko za zadawanie niewłaściwych – zdaniem rzecznika – pytań, ale i za publikację „Newsweeka”, mimo że nie był pracownikiem tej redakcji.

Na jego korzyść świadczy obowiązkowość: zawsze ma włączoną komórkę, nie unika kontaktu. Szkoda tylko, że jego wypowiedzi przeważnie składają się z ogólników.

Dziennikarze lubią obserwować Łopińskiego, kiedy przebywa w towarzystwie prezydenta Kaczyńskiego. Niektórymi jego wypowiedziami bywa wyraźnie zażenowany. Choćby tą niedawną o określonych środowiskach, z których wywodzi się sędzia Małgorzata Mojkowska (orzekała w procesie lustracyjnym Zyty Gilowskiej). Gwałtownie skłania wtedy głowę i kontempluje czubki swoich butów.

Ochroniarz

Utrudnić mediom kontakty z marszałkiem Sejmu Markiem Jurkiem – tak zapewne swoją rolę rozumie Szymon Ruman, asystent marszałka, wyznaczony przez swojego szefa do kontaktów z dziennikarzami. Ten 23-letni człowiek zazwyczaj informuje, że: – Marszałek Jurek jest bardzo zajęty i nie będzie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Zwłaszcza w sytuacjach, kiedy pytania mogą być dla władzy niewygodne. Ruman odmówił np. kontaktu z marszałkiem, kiedy ten odwołał swoją obecność na dorocznym Zgromadzeniu Ogólnym Sędziów Trybunału Konstytucyjnego, co było powszechnie interpretowane jako reakcja na zakwestionowanie części przepisów forsowanej przez PiS ustawy o KRRiT.

Kiedy dziennikarzom już uda się namówić marszałka Jurka na wypowiedź na korytarzu Sejmu, Ruman potrafi przerwać słowami: – To nie jest pytanie do marszałka Sejmu. Bez zakłopotania protekcjonalnym tonem poucza też dziennikarzy dużo od siebie starszych stażem i wiekiem.

Ma za to talent mistrza autokreacji – zawsze wie, gdzie i za kim należy stanąć, żeby pokazać się w telewizji.

Znudzona

Katarzyna Sokolewicz-Hirszel, rzeczniczka prasowa Trybunału Konstytucyjnego, jest elegancką i zadbaną kobietą. Miło byłoby na nią popatrzeć, gdyby nie jej znudzona mina i to, że gościom każe na siebie czekać w sąsiednim pokoju. Rozmowę prowadzi zza biurka, aby od dziennikarza dzielił ją należny dystans. Mało przyjemnym tonem wyjaśnia na wstępie, że raczej nie będzie mogła pomóc. Zadanie umówienia dziennikarza z kilkoma sędziami Trybunału Konstytucyjnego jest dla niej niewykonalne. Dziennikarze docierają więc do sędziów na własną rękę, co budzi frustrację pani rzecznik. – Gdy chciałam się umówić z prezesem Trybunału Konstytucyjnego Markiem Safjanem, przez miesiąc byłam przez panią Sokolewicz-Hirszel zwodzona. Potem okazało się, że prezes Safjan nic o mojej prośbie nie wiedział – mówi dziennikarka jednego z tygodników.

Ściemniacz

Aby dotrzeć do Piotra Bączka, rzecznika Antoniego Macierewicza, wiceministra Ministerstwa Obrony Narodowej, trzeba pokonać długą drogę. Kiedy dziennikarz dzwoni do biura prasowego MON-u, słyszy, że powinien wykręcić numer centrali resortu. Komórka Bączka milczy. Wielokrotne nagrywanie się na sekretarkę i wysyłanie SMS-ów nie pomagają. Kiedy dziennikarz ma wyjątkowe szczęście, żeby dodzwonić się do rzecznika, spotyka się ze zrozumieniem. Bączek solennie obiecuje, że komentarz Macierewicza załatwi, a potem znów wyłącza komórkę.

Flegmatyk

Uprzejmy, ale na odpowiedź potrzebuje dużo czasu. Sławomir Mazurek, rzecznik Ministerstwa Środowiska, życzy sobie, by pytania przesyłać e-mailem. Jednak najprostszych nawet kwestii wyjaśnić nie potrafi. Tłumaczy, że odpowiedź musi zostać potwierdzona merytorycznie przez departament prawny, dlatego trzeba długo na nią czekać. Departament ma zwyczaj sprawdzania uzasadnienia ustaw. Bywało, że to właśnie uzasadnienie ustawy było całą odpowiedzią. Nadchodziła dopiero po dwóch tygodniach, kiedy informacja przestała być już potrzebna.

Dyskretny

Trudnych pytań nie lubi też Paweł Wiśniewski, rzecznik ministra sportu Tomasza Lipca. Zdobycie od niego informacji o tym, co postanowi minister w sprawie Marka Różyckiego, szefa gabinetu politycznego w resorcie, podejrzewanego o wyłudzenie mieszkania, zajęło jednemu z dziennikarzy dwa miesiące. Odpowiedź brzmiała: „Pan minister zapozna się ze sprawą, kiedy dostanie wszystkie dokumenty”. W tym czasie do akcji wkroczyła prokuratura i podwładny zakończył karierę.

Na e-maile nie odpisuje lub odpisuje nie na temat. Zdarza mu się także wybierać pytania, na które udzieli odpowiedzi. Z całej listy pytań do dyrektora Ministerstwa Sportu Tomasza Wawrzkowicza podejrzewanego o nielegalne korzystanie z samochodów służbowych Wiśniewski wybrał tylko jedno: „Czy pan X wciąż jest zatrudniony w ministerstwie?”. Odpowiedź Wiśniewskiego zawierała jedno słowo: „Nie”.

Nie zawsze jednak udaje mu się trzymać język za zębami. Zapytany o to, czy minister Lipiec wiedział, że jego bliski współpracownik Andrzej Parzęcki, szef Centralnego Ośrodka Sportu, rozbijał w latach 70. opozycyjne Latające Uniwersytety, zdziwił się: – A skąd pan to wie? – Ze wspomnień Jacka Kuronia i z pism Jana Józefa Lipskiego – wyjaśnił dziennikarz. Na to Wiś-niewski się ożywił i zapytał, czy chodzi o Lipskiego, tego założyciela PPS-u. I od razu skomentował, że ten stary socjalista musiał dobrze znać materię, o której pisał. Swoich słów rzecznik jednak wykorzystać dziennikarzowi w tekście nie pozwolił.

Małgorzata Wyszyńska

Opiniami na temat najgorszych rzeczników podzielili się z nami dziennikarze: Tomasz Bielecki („Super Express”), Ernest Bodziuch (Radio Eska), Wojciech Cieśla („Rzeczpospolita” ), Agnieszka Czajkowska (TVN 24), Jacek Czarnecki (Radio Zet), Wojciech Czuchnowski („Gazeta Wyborcza”), Dominika Długosz (TVP), Wiktor Ferfecki („Życie Warszawy”), Mariusz Gierszewski (Radio Zet), Anna Godzwon (IAR), Beata Grabarczyk (Polsat), Jacek Karnowski (TVP), Michał Karnowski („Newsweek Polska”), Bertold Kittel („Rzeczpospolita”), Sławomir Krenczyk (Radio Zet), Łukasz Kuligowski („Gazeta Prawna”), Tomasz Machała (Polsat), Aleksandra Majda („Rzeczpospolita”), Przemysław Marzec (RMF FM), Maciej Mazur (TVN), Małgorzata Naukowicz (IAR), Eliza Olczyk („Dziennik”), Andrzej Olejniczak („Gazeta Wyborcza”), Konrad Piasecki (RMF FM), Paweł Płuska (TVN), Szymon Rojek („Super Express”), Agnieszka Rybak („Polityka”), Ewa Siedlecka („Gazeta Wyborcza”), Jakub Stachowiak („Dziennik”), Tomasz Sygut („Super Express”), Paweł Szaniawski („Życie Warszawy”), Piotr Śmiłowicz („Rzeczpospolita”), Paweł Wroński („Gazeta Wyborcza” ), Agnieszka Zagner („Polityka”), Dominik Zdort („Newsweek Polska”), Mariusz Zielke („Puls Biznesu”)
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
3 0 ~Stoik

Co z tego że się nie nadają. Pensje biorą. A o to w polityce chodzi.

! Odpowiedz
0 0 ~Tomek

Tu akurat nie zgodzę się, takie artykuły powinny mieć miejsce bo widać jak nas olewają!

! Odpowiedz
0 0 ~roma

Jaki rząd i władza tacy rzecznicy. Najbardziej udani to chyba ten z MSZ w klasie pani minister, oraz Lopiński od pana prezydenta, który często stawia go w trudnej sytuacji.

! Odpowiedz
0 0 cyklotron

co to za badziewie tutaj
nie macie juz o czym pisac???

!