Mieszkańcy dzielnic położonych nad Tamizą złapali się za portfele, doświadczając stanu przedzawałowego. Zarząd londyńskiego portu, któremu podlega także rzeka, chce wprowadzić opłatę licencyjną od balkonów. - To szwindel - komentują mieszkańcy, na których powołuje się "Daily Mail", którzy płacą od 3 tys. do 30 tys. funtów rocznie za balkon.


Budynki położone w 17 dzielnicach stolicy Wielkiej Brytanii mają ponieść dodatkowe koszty ze względu na nowelizację prawa z 1968 roku. Wśród proponowanych zmian miałaby się znaleźć podwyżka opłat za licencje na prace na rzece, w tym instalację i prace konserwacyjne balkonów wychodzących na Tamizę. W ciągu dekady wzrosły one o 10 tys. funtów za nieruchomość, ale najwyraźniej to jeszcze nie koniec.
- Kierownictwo portu nadużywa swoich uprawnień - alarmują mieszkańcy, wskazując, że nie ma organu nadzorującego podwyżki, które ich zdaniem wprowadzane są wedle czyjegoś widzimisię bez uzasadnienia ekonomicznego. Na dodatek urzędnicy z żelazną konsekwencją traktują zalegających z opłatami, wysyłając ponaglenia i wnosząc sprawy do sądu (których koszt obsługi ponoszą pozwani podatnicy).
Port ma pobierać coraz wyższe opłaty od balkonów, odpływów deszczówki czy nieużywane szopki, ponieważ klasyfikuje je jako nieruchomości komercyjne - wyjasniają mieszkańcy w "Daily Mail". - Opłaty są tak zawyżone, że mieszkańcy z balkonami płacą teraz więcej za metr kwadratowy niż jest on wart na rynku wtórnym. Dziesięć razy więcej niż płaci się w niezwykle modnym London Eye - dodają.
Przeczytaj także
Inni mieszkańcy wskazują na absurdalność całej sytuacji. Za balkon, którego choć skrawek znajduje się nad wodą, należy płacić, mimo iż przecież nie pływa on po Tamizie. Zarząd portu twierdzi, że jest właścicielem koryta rzeki, ale brak wykładni prawnej czy może pobierać opłaty "za wtargnięcie" w jego obręb, także taki w powietrzu.
Co więcej, ostatnio Port of London Authority poinformował mieszkańców, że zapomniał przeprowadzić przeglądy, ale mają oni i tak za niego zapłacić. To oznaczało wzrost opłat o około 70 proc. Jednocześnie jak zwracają uwagę, port nie robi nic, by zmniejszyć zanieczyszczenie Tamizy, które wynika z wydawanych przez tymże port zleceń i licencji, a uzdrowienie rzeki leżało u podstaw stworzenia prawa z 1968 roku.
Jeśli trend podwyżek się utrzyma, za około 20 lat koszt balkonów nad Tamizą sięgnie 65 tys. funtów rocznie.
Spór milionerów o londyńskie mieszkania i drewnianą podłogę. "Codzienne życie to tortura"
Tupanie, krzyki, odbijanie piłki o ściany przeszkadza tak samo w PRL-owskim bloku, jak w superkamienicy w Londynie. Spór o drewnianą podłogę toczy się między dwoma milionerami w Londynie. I co rusz sądy przyznają rację drugiej stronie, a sprawa oparła się o Sąd Najwyższy.
opr. aw
























































