Przykładem takiego podejścia jest „otwarty” model biznesowy, gdzie twórcy produktu są jednocześnie jego odbiorcami. Stale usprawniają narzędzia, szukają błędów, rozwijają nowe funkcjonalności, formy i warianty stworzonego przez nich produktu. Dzieje się to jednocześnie w opozycji do głównego nurtu rynkowego, do głównych graczy i ich strategii.
Flagowym przykładem jest oczywiście open source i Linux, któremu poświecono już mnóstwo opracowań.
Innym przykładem takiego podejścia jest OpenMoko. OpenMoko to projekt informatyczny, którego celem jest stworzenie platformy, dla telefonów GSM typu smartphone, zgodnej z ideą FLOSS - Otwartego/Wolnego Oprogramowania. Dystrybucja powstaje w oparciu o platformę OpenEmbedded - systemu operacyjnego GNU/Linux. Osoby zaangażowane w ten projekt zakładają, że dzięki OpenMoko będzie można instalować nowe, pojawiające się na rynku oprogramowanie do starego telefonu, by go sobie w pełni spersonalizować i dostosować do specyficznych potrzeb.
Podejście Open Source zawitało też do branży motoryzacyjnej. Mowa o OScar. OScar (Open Source car) to pierwsza próba stworzenia projektu kompletnego samochodu opartego na zasadach open source. Nie chodzi o stworzenie złożonego, wyrafinowanego technologicznie samochodu, ale raczej o prosty i funkcjonalny pojazd. Zgodnie z zasadą open source - bez patentów, każda fabryka będzie mogła wytwarzać go niskim kosztem, bez żadnych opłat licencyjnych.
Szczególnie ciekawie wygląda projekt OpenCola
Wiadomo jak bardzo zarówno Coca Cola jak i Pepsi chronią recepturę swoich napojów. Tymczasem OpenCola to pierwszy na świecie napój gazowany na licencji GPL, smakiem przypominający Coca-Colę lub Pepsi. Tak jak to jest w świecie open source - producent udostępnia każdemu zainteresowanemu recepturę napoju. Każdy może też wyprodukować ten napój, dowolnie modyfikować recepturę pod warunkiem, że sam przepis pozostanie jawny.
Pierwotnie chodziło o akcję promującą ideę oprogramowania open source, ale potem OpenCola zaczęła żyć własnym życiem, a firma zasłynęła jako producent właśnie napoju, a nie oprogramowania.
Siłą samej idei, poza tym, co stanowi o sensie open source, są ludzie, którzy kładą nacisk na swobodę wymiany idei, a negatywnie oceniają ideę "własności intelektualnej" i prywatnego dostępu do wiedzy. Podejście to oczywiście zyskuje też uznanie wśród przeciwników polityki wielkich korporacji.
Oczywiście OpenCola nie jest żadnym zagrożeniem dla takich potentatów jak Coca-Cola czy Pepsi. Jak dotąd sprzedano około 150 000 puszek napoju. Ciekawa jest jednak sama idea, która otworzyła drzwi do nowych dróg dla innowacyjności, zarządzania wiedzą i promocji produktu.
/Wymiatacze.pl
Szczególnie ciekawie wygląda projekt OpenCola
Wiadomo jak bardzo zarówno Coca Cola jak i Pepsi chronią recepturę swoich napojów. Tymczasem OpenCola to pierwszy na świecie napój gazowany na licencji GPL, smakiem przypominający Coca-Colę lub Pepsi. Tak jak to jest w świecie open source - producent udostępnia każdemu zainteresowanemu recepturę napoju. Każdy może też wyprodukować ten napój, dowolnie modyfikować recepturę pod warunkiem, że sam przepis pozostanie jawny.
Pierwotnie chodziło o akcję promującą ideę oprogramowania open source, ale potem OpenCola zaczęła żyć własnym życiem, a firma zasłynęła jako producent właśnie napoju, a nie oprogramowania.
Siłą samej idei, poza tym, co stanowi o sensie open source, są ludzie, którzy kładą nacisk na swobodę wymiany idei, a negatywnie oceniają ideę "własności intelektualnej" i prywatnego dostępu do wiedzy. Podejście to oczywiście zyskuje też uznanie wśród przeciwników polityki wielkich korporacji.
Oczywiście OpenCola nie jest żadnym zagrożeniem dla takich potentatów jak Coca-Cola czy Pepsi. Jak dotąd sprzedano około 150 000 puszek napoju. Ciekawa jest jednak sama idea, która otworzyła drzwi do nowych dróg dla innowacyjności, zarządzania wiedzą i promocji produktu.
/Wymiatacze.pl






















































