Prezydent USA Donald Trump chce udowodnić, że ma „dobre relacje” z Władimirem Putinem, a kwestię wojny w Ukrainie traktuje jak biznesową transakcję. Ale dla rosyjskiego dyktatora sama propozycja dealu i liczne oferty są oznaką słabości - oceniają publicyści amerykańskiego magazynu „Atlantic”.


Trump od dawna robił wiele, by dowieść, że ma świetne stosunki z Putinem; zapraszał go na szczyty, aranżował długie rozmowy telefoniczne, inicjował kontakty dyplomatyczne, a nade wszystko nie krył podziwu dla rosyjskiego dyktatora. Nazwał go „geniuszem”, chwalił jako twardego przywódcę, a nawet powiedział, że w każdej sytuacji był on w stanie „przechytrzyć” Amerykę. Tymczasem dla Putina był to sygnał, że w relacji z Trumpem to on jest stroną dominującą - pisze Andrew Ryvkin w najnowszym wydaniu magazynu.
W kwestii porozumienia, mającego zaprowadzić pokój w Ukrainie, Trump jest skłonny oferować Putinowi liczne ustępstwa, byle zamknąć tę transakcję. Amerykański prezydent nie rozumie jednak, że oferty te „liczą się mniej, niż sam fakt ich składania; w świecie Putina zabieganie o deal jest oznaką słabości. W chwili, gdy Trump wyciąga do niego dłoń, ustawia się w pozycji podrzędnej i przyzwala, by Putin żądał więcej” - wyjaśnia autor.
Lepszą strategią byłoby wywierać presję i czekać, aż Putin zrobi pierwszy ruch. Jednak Trump nie rozumie kodu, zgodnie z którym postępuje rosyjski dyktator.
Niestety nic się nie zmieni tak długo, jak Trump będzie zakładał, że kolejne ustępstwa, oferty, propozycje oddania Donbasu, czy amerykańskich inwestycji zmienią coś w postępowaniu Putina. Prezydent USA nie rozumie, że Putin chce po prostu zniszczyć Ukrainę - podkreśla Ryvkin.
We wcześniejszym wydaniu magazynu „Atlantic” Robert Kagan, jeden z najbardziej znanych amerykańskich politologów, napisał, że Trump ustępuje Putinowi we wszystkim, co powinno być wyraźnym sygnałem, że nigdy nie zależało mu na Ukrainie, a teraz zabiega nie o gwarancje pokoju i bezpieczeństwa, lecz o „przyzwoity interwał” spokoju, zanim Kijów będzie musiał się poddać.
Kagan przypomina, że Henry Kissinger, sekretarz stanu i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Richarda Nixona, stworzył w tej materii precedens; otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla za negocjacje pokojowe z Wietnamem, wiedząc, że nie opóźni to znacząco upadku Sajgonu. Jak powiedział Nixonowi, chodziło o to, by porozumienie pokojowe utrzymać „przez rok lub dwa”, zaś potem Wietnam stanie się dla wszystkich sprawą odległą, która „nikogo nie obchodzi”.
A teraz, jak pisze Kagan, „wielu doświadczonym analityków założyło, że Putin może wyświadczyć Trumpowi przysługę” i zgodzić się na porozumienie, by zaczekać spokojnie na moment, w którym „dokończy podboju Ukrainy”. (PAP)
fit/ mal/
























































