Przed tygodniem napisałem, że jeżeli program 500+ nie doprowadzi do trwałego wzrostu dzietności, to jego losy są przesądzone. W odpowiedzi dostałem wiele głosów sprzeciwu, które wskazywały, że beneficjenci tak mocno przyzwyczaili się do tego programu, że jego likwidacja jest absolutnie niemożliwa, bez względu na jego efekty. Należą się zatem z mojej strony pewne wyjaśnienia.


Co oznacza, że losy 500+ są przesądzone w razie porażki programu na froncie demograficznym? Nie to, że transfer pieniężny zostanie zlikwidowany. Ale to, że jego rola jako głównego narzędzia, które miało odwrócić negatywny trend demograficzny, zostanie zanegowana, a program wtopi się w politykę społeczną zmierzającą do redukcji ubóstwa. Będzie ulegał przeobrażeniom w taki sposób, by tę ogromną sumę pieniędzy można było wykorzystać efektywniej do celów społecznych.
To, że głównym celem 500+ było pobudzenie dzietności, nie podlega żadnym wątpliwościom, mimo że dziś wielu polityków i publicystów próbuje stawiać inną tezę. W programie z 2014 roku, czyli roku przedwyborczego, Prawo i Sprawiedliwość otwarcie pisało: „Polska ma jeden z najniższych wskaźników dzietności w krajach UE. Chcąc to zmienić, musimy wspierać rodziny z dziećmi, szczególnie rodziny wielodzietne. Wprowadzimy zatem comiesięczny dodatek rodzinny w kwocie 500 złotych na każde drugie, trzecie i kolejne dzieci w rodzinie”. Dyskusja o tym, co było celem programu, nie ma zatem sensu, bo to jest oczywiste.
Prawdą jest natomiast, że transfer pieniężny przyczynił się do obniżenia ubóstwa. W 2017 roku stopa ubóstwa i wykluczenia społecznego wśród osób do 16 roku życia wyniosła tylko 17 proc. i należała do najniższych w Unii Europejskiej. Widać to na wykresie poniżej. Spadek stopy ubóstwa jest wynikiem zarówno dobrej koniunktury i niższego bezrobocia, jak też programu 500+. Ogromną zaletą tego programu jest to, że dał wielu rodzinom szanse na podniesienie standardu życia i możliwość inwestycji w rozwój dzieci. Trudno negować, że transfer ma ogromne zalety.
Jeżeli jednak okaże się, że główną zaletą 500+ jest podniesienie standardu życia i inwestycji w dzieci, a prawie zupełnie nie odgrywa on roli w pobudzaniu dzietności (słowo „jeżeli” jest tutaj bardzo ważne), to otwarta zostaje droga do głębokich zmian programu, przede wszystkim rozszerzenia go na każde dziecko, co w długim okresie może wymagać niewaloryzowania transferu (inflacja obniży realny ciężar fiskalny, pozwalając na wprowadzenie transferu również na pierwsze dziecko). Otwarte pozostanie też pytanie, czy jakaś część z kwoty transferów nie powinna być przeznaczona bezpośrednio na cele związane ze służbą zdrowia lub edukacją, które również mają ogromny wpływ na standard życia dzieci.
Co z tego wynika? Moja teza sprzed tygodnia, że w razie braku wpływu programu 500+ na dzietność jego losy będą przesądzone, mogła być postawiona zbyt kategorycznie. Tu przyznaję moim krytykom rację. Ale głębokie przeobrażenia w tym programie, zmieniające jego społeczny i polityczny wydźwięk, są w perspektywie dekady jak najbardziej możliwe.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


























































