Dotychczas wybierali go wspólnie minister finansów z prezesem NBP. Także do odwołania szefa giełdy potrzebne były dwa podpisy pod wnioskiem. Teraz, zgodnie z projektem, do powołania i odwołania wystarczy tylko wniosek ministra finansów. Co prawda ma się on porozumiewać z prezesem NBP, ale taki zapis w praktyce oznacza, że minister nie musi się liczyć z ewentualnym sprzeciwem szefa banku centralnego i może decyzję podjąć samodzielnie. "To kolejny zamach SLD na ważne stanowisko w państwie - powiedział Gazecie Wyborczej były minister finansów, Wiktor Osiatyński.
"To jest przerażające, jak nowa ekipa chce zawładnąć krajem - dodał. Według niego zapis ten działa dwutorowo - z jednej strony pozwala wymienić szefa giełdy na "swojego" człowieka, z drugiej na odebranie kawałka władzy Balcerowiczowi, czyli zadać kolejny cios "nie swojemu" prezesowi NBP. Nie wiadomo, która z tych korzyści jest dla SLD ważniejsza.
Źródło:IAR




















































