
Warszawa: Przygotowania do uroczystości pogrzebowych (Foto: Radek Pietruszka/PAP)
Druga rocznica katastrofy to czas podsumowań. Ile nas kosztował pod względem finansowym i politycznym? Za co jeszcze musimy zapłacić, aby nigdy więcej nie doszło do podobnej tragedii?
Koszty finansowe
Odszkodowania to drażliwy temat, ale niestety należy się z tym liczyć. Na razie nikt nie wskazał winnego katastrofy – partie polityczne oskarżają się nawzajem. Wiadomo na pewno, kto za to zapłacił – polski podatnik. I to niemało, bo posmoleński bilans wskazuje, że łączny koszt katastrofy rządowego Tu-154 to ponad 130 mln zł, czyli średnio 3,5 zł od każdego obywatela.
Najwięcej kosztują nas zadośćuczynienia – członkowie najbliższej rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej mogą liczyć na 250 tys. zł z budżetu państwa. Osób uprawnionych do otrzymania zadośćuczynienia jest ok. 400. Oznacza to, że na same zadośćuczynienia trzeba zabezpieczyć ok. 100 mln zł w budżecie państwa.
Do tego dochodzi ok. 28 mln zł na koszty pogrzebów sfinansowanych przez państwo. Na same uroczystości wydano ok. 19 mln zł, z tego 6 mln zł kosztowało pochowanie pary prezydenckiej na Wawelu. Pomnik ofiar na Powązkach kosztował ok. 1,6 mln zł.
Niestety to nie koniec. Każda z rodzin otrzymała od rządu jednorazowe wsparcie w wysokości 40 tys. zł, co kosztowało nas 3,8 mln zł. Ponadto wg ostrożnych wyliczeń, renty (w tym renty specjalne) przyznane członkom rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej kosztuje budżet państwa 195 tys. zł miesięcznie.
Koszty polityczne
Odszkodowania, pogrzeby i renty to nie koniec wydatków. Za pewne rzeczy jeszcze będziemy musieli zapłacić w przyszłości. Naturalnie dużym kosztem finansowym, politycznym i społecznym było zastąpienie zmarłych w katastrofie szefów poszczególnych urzędów – i nie chodzi tu tylko o zmianę pieczątek, ale także o przygotowanie i wdrożenie powołanych kierowników do nowych funkcji.

Warszawa, 13.04.2010. Polacy oddają hołd parze prezydenckiej. (Źródło: PAP/Paweł Supernak)
Niewątpliwym kosztem społecznym była utrata autorytetów dla dużej rzeszy społeczeństwa, których jeszcze bardzo długo nie da się zastąpić. Lewica straciła kandydata na prezydenta, prawica prezydenta i najważniejszych posłów. Partia Jarosława Kaczyńskiego do tej pory nie może uzupełnić „kadr”, które mogłyby zastąpić na arenie politycznej ofiary z 10.04.2010.
Do tego dochodzi pomijany fakt, że w katastrofie smoleńskiej zginęło 10 generałów, w tym 5 dowódców poszczególnych rodzajów sił zbrojnych i Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Zdaniem wielu analityków nawet atak jądrowy na "Rzeczpospolitą" nie byłby tak tragiczny dla dowództwa Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej. Niestety katastrofa w Smoleńsku ukazała Polskę jako państwo nieodpowiedzialne.
Na koniec dochodzi wielkie poruszenie narodowe na Krakowskim Przedmieściu. Sprawa z „krzyżem”, chociaż rozdmuchana przez media, wyraźnie pokazała Polskę jako kraj podzielony na dwie silnie się zwalczające frakcje, które w żaden sposób nie potrafią dojść do porozumienia, a to, co powinno je łączyć, tak naprawdę podzieliło je jeszcze bardziej.
Za co jeszcze będziemy musieli zapłacić?
Polski podatnik poniósł już spore wydatki związane z katastrofą sprzed dwóch lat. Jednak za pewne rzeczy jeszcze będziemy musieli zapłacić i to niemało. Najwięcej kosztować nas będą nowe samoloty rządowe. Na razie czarter dwóch VIP-owskich embraerów to wydatek rzędu 25 mln zł rocznie, ale rząd i tak będzie musiał kupić nowe samoloty. Praktycznie cała flota jest do wymiany, a to może kosztować ponad 200 mln zł.
Rząd niejako obawia się opinii publicznej o to, że zakup nowych samolotów zostanie źle odebrany, co niestety oznacza, że w dalszym ciągu nie wyeliminowano niebezpieczeństwa powtórzenia podobnej tragedii w przyszłości. Warto zauważyć, że nikt nie ma takich oporów, gdy wydajemy kilkaset tysięcy złotych na zakup tabletów dla posłów. Naturalnie do grupy stałych wydatków trzeba doliczyć także koszty związane z corocznymi uroczystościami upamiętniającymi katastrofę w Smoleńsku.
Na przyszłe koszty, tym razem niefinansowe, składa się również odbiór społeczny katastrofy. Bynajmniej nie chodzi tu o uroczystości i dociekanie co tak naprawdę wydarzyło się dwa lata temu w Smoleńsku. Niestety świat jest tak skonstruowany, że co jakiś czas dochodzi do mniejszej lub większej tragedii – wybitnym przykładem jest tu niedawna katastrofa kolejowa.
W mediach słychać głosy, że ofiary tragedii pod Szczekocinami, która skutkowała wprowadzeniem żałoby narodowej w całym kraju, powinny otrzymać takie same odszkodowania jak rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej. Na to jednak nie ma szans. Wybitny przykład niesprawiedliwości społecznej znajduje ujście przy urnach wyborczych. Gdy do władzy dojdą populiści, którzy wyrośli na nieodpowiedzialnych decyzjach rządu, zapłacimy jeszcze więcej.
Łukasz Piechowiak
Bankier.pl
























































