WAŻNE

Ekonomiści: RPP chce słabszego złotego, ale może to być negatywne dla gospodarki

2020-06-30 11:26
publikacja
2020-06-30 11:26
fot. whitelook / Shutterstock

RPP prawdopodobnie chętnie widziałaby słabszego złotego, jednak mogłoby to rodzić negatywne konsekwencje dla gospodarki - oceniają ekonomiści. Wzmiankowanie przez RPP o kursie PLN rodzi pytania o drożność walutowego kanału transmisji, co może w przyszłości skutkować niskimi długoterminowymi stopami procentowymi.

Rada Polityki Pieniężnej zaczęła odnosić się w ostatnich tygodniach w komunikacji z rynkiem do kurs złotego. W minutes z posiedzenia RPP z 28 maja, na którym wbrew oczekiwaniom rynku po raz trzeci w cyklu obniżono stopę procentową, Rada wskazała, że takich ruch "ograniczy ryzyko dalszej aprecjacji złotego wobec głównych walut, która w sposób procykliczny wzmacniałaby negatywny wpływ silnego spadku popytu zagranicznego na dochody eksporterów, a przez to oddziaływałaby negatywnie na aktywność i zatrudnienie w polskiej gospodarce".

"W konsekwencji, a także wobec oczekiwanej niskiej aktywności oraz dynamiki cen za granicą, dalsza aprecjacja złotego zwiększałaby ryzyko deflacji, co przy wyższym niż przed pandemią poziomie bezrobocia byłoby niekorzystne dla stabilności makroekonomicznej" - dodano. Z kolei w komunikacie po czerwcowym posiedzeniu RPP oceniła, że "tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez brak wyraźnego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP".

Ekonomiści oceniają, że Rada prawdopodobnie preferowałaby słabszego złotego, choć nie są do końca zgodni, jakie cele Rada chciałaby tym sposobem osiągnąć i jakimi środkami. "Ze względu na brak konferencji po posiedzeniach RPP i braku możliwości zapytania o doprecyzowanie tego zapisu, trudno do końca wywnioskować, co RPP miała na myśli. Osobiście wydaje mi się, że zapis miał odzwierciedlać pewne niezadowolenie czy rozczarowanie Rady tym, że złoty jest na obecne warunki zbyt silny. Ze względu na sytuację gospodarczą i fakt, że eksport w okresach gorszej koniunktury w Polsce +pomagał+ w przeszłości z niej wychodzić, Rada prawdopodobnie chętnie widziałaby nieco słabszego złotego. Nie traktuję jednak tego zdania w komunikacie RPP jako zapowiedzi ewentualnych działań mających na celu osłabienie PLN" - powiedziała PAP Biznes główna ekonomistka Banku Pocztowego Monika Kurtek.

W poniedziałek na zamknięciu EUR/PLN wyniósł 4,4592, a USD/PLN 3,9642. Starszy ekonomista Banku Pekao Adam Antoniak odbiera komunikację Rady jako "wyraźną sugestię", że preferowany byłby "nieco słabszy" od obecnego poziom kursu PLN względem walut obcych. Jego zdaniem, w przypadku umocnienia PLN z aktualnych poziomów, nie można wykluczyć interwencji słownych ze strony członków RPP, a nawet działań NBP na rynku walutowym nakierowanych na ograniczenie nadmiernego umocnienia krajowej waluty. "Strefa 4,39-40 będzie zapewne istotnym wsparciem. Nie można przy tym wykluczyć, że rynek będzie wcześniej czy później chciał przetestować te poziomy, aby sprawdzić czy aprecjacja złotego wywoła reakcję w postaci interwencji rynkowej NBP" - powiedział PAP Biznes Antoniak.

W ocenie ekonomisty PKO BP Marcina Czaplickiego RPP nie powinno jednak zależeć na osłabieniu złotego z obecnego poziomu. "W styczniowej ankiecie Szybki Monitoring (kwietniowa edycja badania nie ukazała się w terminie - PAP) wskazywano, że granicą opłacalności eksporterów jest kurs 3,98 EUR/PLN i 3,45 USD/PLN. Obecnie te poziomy są bardzo dalekie, co sugeruje, że kurs nie jest tym czynnikiem, który przeszkadza eksporterom. Jest nim niezależna od NBP recesja na świecie (i jej konsumpcyjny charakter) oraz spadek popytu na polskie towary i usługi" - powiedział PAP Biznes Czaplicki.

"Widać, że polska gospodarka traktowana jest przez inwestorów coraz bardziej jak gospodarka rozwinięta, co oznacza, że skup papierów wartościowych przez NBP oraz bardzo niskie stopy procentowe nie przełożyły się na tak gwałtowne osłabienie kursu jak w 2008. Może to wynikać z czynników fundamentalnych (redukcji ekspozycji walutowej, długu zagranicznego w relacji do PKB, czy zbilansowania obrotów bieżących), a więc nie powinno to martwić NBP/RPP, tym bardziej że dalsze osłabienie waluty nie musi pomóc, a mogłoby nawet zaszkodzić" - dodał.

Zdaniem Czaplickiego, dalsze osłabienie złotego miałoby szereg negatywnych konsekwencji:

  • podnosiłoby nominalną wartość w złotych kredytów walutowych, co sztucznie podbijałoby wymóg kapitałowy banków, ograniczając i tak małą przestrzeń do ich ekspansji kredytowej;

  • zwiększałoby koszt obsługi długu dla przedsiębiorstw (lub rządu), które posiadają dług denominowany w walucie obcej oraz zwiększałoby nominalny poziom tego długu, co w przypadku przedsiębiorstw mogłoby mieć to przełożenie na spełnianie tzw. kowenantów kredytowych.

Dopóki kurs EUR/PLN nie będzie zbliżał się do poziomów opłacalności eksportu, nie jest konieczne wprowadzanie "podłogi" kursowej (zobowiązania do obrony kursu na określonym poziomie) przez NBP. "W długim terminie ze względu na postępującą konwergencję gospodarczą oraz umacniającą się pozycję handlową polski złoty będzie wykazywał tendencje aprecjacyjne. Będzie się wtedy także zmieniał poziom wyznaczający granicę opłacalności eksporterów. Dopóki nie będziemy się do niego zbliżali, dopóty wprowadzenie +podłogi+ dla kursu EUR/PLN nie będzie potrzebne, tym bardziej że wciąż wysoki poziom długu zagranicznego jest +z automatu+ ograniczany przez umacniającą się walutę krajową" - uważa Czaplicki.

Dodaje, że warunkach wysokiej konkurencyjności eksportu korzyści ze spadku zadłużenia zagranicznego, np. dla ratingu, czyli też dla kosztu obsługi długu, mogłyby przeważyć nad ew. korzyściami dla eksporterów.

Długoterminowe wyzwania

Część rynku odebrała czerwcowy komunikat RPP (ukazał się wcześniej niż minutes z maja) jako werbalną interwencję walutową, co wywołało pytania o drożność walutowego kanału transmisji polityki monetarnej w Polsce. "Kanał kursowy nie zadziałał, albo raczej zadziałał w bardzo ograniczonym zakresie, bo sytuacja kryzysowa dotknęła nie tylko Polski, ale całego świata. Nagle i ze wszystkich stron spadać zaczął popyt na polskie towary i usługi. Osłabienie złotego o powiedzmy około 7 proc. rdr, w sytuacji kilkudziesięcioprocentowego spadku eksportu rdr, nie jest w stanie zbilansować tak dużej straty. Z kolei jeszcze większe osłabienie złotego stało się też mało możliwe w sytuacji, w której na wartości traciło większość aktywów, i to wszędzie, a zatem - można powiedzieć – wszędzie działo się to samo" - powiedziała Kurtek z Banku Pocztowego.

W ocenie głównego ekonomisty mBanku Marcina Mazurka, jeśli RPP uznała, że kanał kursowy jest martwy, a taka może być jedna z interpretacji komunikatu Rady, to oznacza, że inne kanały wpływu polityki pieniężnej na gospodarkę będą musiałby działać trochę mocniej, żeby RPP osiągała swoje cele. "Nie jest to pewnie historia na ten cykl, ale generalnie. Potrzeba poluzowania teraz jest już naprawdę niewielka, być może jakieś +drobiazgi+ się pojawią, niewielkie interwencje na rynku jeśli złoty będzie się umacniał, natomiast ta potrzeba interwencji jest mała. W kolejnych cyklach będzie już ciekawiej – być może ujemne stopy, być może zupełnie inna formuła QE czy jakieś inne narzędzia" - powiedział Mazurek.

Martwy kanał walutowy - zdaniem Mazurka - może skutkować w przyszłości niskimi długoterminowymi stopami procentowymi. "Stwierdzenie, że kanał kursowy jest martwy, to stwierdzenie na dość długi okres, że tak naprawdę Polska może mieć – jakkolwiek będą się wyceniać cykle poluzowania i zacieśniania polityki – długoterminowe stopy procentowe na niskim poziomie. Jeśli kanał kursowy nie działa, to kolejne recesje będą przynosiły tak naprawdę stały trend w obniżaniu stopy do poziomu, do którego Rada będzie musiała zejść, żeby dostymulować gospodarkę. To jest trochę przypadek Fed, kiedy długoterminowa stop procentowa dryfowała w dół. Ale to historia na przyszłość" - wskazał.

Ograniczenie QE mało prawdopodobne

Zdaniem Kurtek, ewentualne istotne osłabienie złotego byłoby równoznaczne z dalszym pogarszaniem się sytuacji polskiej gospodarki. Ekonomistka obawia się, że w takich okolicznościach RPP i NBP rozważyliby nieograniczenie skupu aktywów, ale jego poszerzenie i prawdopodobnie także dodatkowe narzędzia niestandardowe w polityce monetarnej. "(...) Jeśli przez świat przetaczałby się druga fala pandemii, która niosłaby kolejne negatywne skutki dla gospodarek, nie można wykluczyć że NBP i RPP sięgną po kolejne narzędzia. W takim scenariuszu nie można wykluczyć, że RPP obniży jeszcze bardziej stopy, choć raczej spodziewałabym się czegoś na wzór EBC, czyli np. ujemnej stopy depozytowej. Prawdopodobna w takiej sytuacji wydaje się także, mimo wskazywanego obecnie przez poszczególnych członków RPP braku możliwości prawnych, wprowadzenie na polski grunt TLTRO lub czegoś bardzo podobnego" - powiedziała Kurtek.

Zdaniem Czaplickiego ewentualne osłabienie złotego z bieżących poziomów nie wydaje się wystarczającą przesłanką dla reakcji Rady w postaci rozważenia ograniczenia skali skupu obligacji przez NBP. "Z treści czerwcowego oświadczenia RPP wynika, że takie osłabienie, z jakim mieliśmy do czynienia (tj. przejściowo w okolice 4,60 EUR/PLN) zostało uznane za +niewyraźne+ i potencjalnie ograniczające tempo dostosowania kursu PLN. Rodzi to paradoksalnie przeciwne pytanie – czy NBP mógłby skupować więcej. Tu odpowiedź jest jednak negatywna, jeżeli utrzymane miałyby być obecne warunki skupu. Ostatnie aukcje pokazały, że skupowane są papiery dopiero co wyemitowane, a banki (czyli główni posiadacze obligacji skarbowych) niechętnie się ich pozbywają z bilansu, bo kosztowałoby to je dodatkową opłatę podatku bankowego" - powiedział.

Rafał Tuszyński (PAP Biznes)

tus/ ana/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (5)

dodaj komentarz
cichutki
Trolle PSIowe minusują. Ale nic nie zatrzyma prawdy. Polska waluta runie. Frank po 4.50 na dzień dobry już wkrótce. Sądzę że można śmiało spoglądać na 5 z przodu. Wtedy trolle będą mieć "okazję podziękować" swoim.
bonvivant
Jak to słaby złoty szkodliwy? Zaraz inflacyjno-demograficzne trolle wytłumaczą że własna waluta to coś co ratuje nas przed katastrofą. Nie wspomną tylko tylko że PLN to nie EUR, nie GBP, nie DKK, nie SEK, nawet nie CZK.
samsza
Zdecydowanie powinni teraz obniżyć o 0,09 punktu %
and-owc
Słabsza złotówka to okradanie społeczeństwa polskiego. Jak nie stać na polską walutę mocną to kupować badziewie z zachod (byle jakie). Cinkciarze się cieszą z polskiej słabej waluty (jak dawniej). Chciałym aby w Polsce było "euro" (może $) nie pasuje rządowi i RPP (bankom). Będę miał łatwe porównanie Słabsza złotówka to okradanie społeczeństwa polskiego. Jak nie stać na polską walutę mocną to kupować badziewie z zachod (byle jakie). Cinkciarze się cieszą z polskiej słabej waluty (jak dawniej). Chciałym aby w Polsce było "euro" (może $) nie pasuje rządowi i RPP (bankom). Będę miał łatwe porównanie cen i bogactwa danego państwa (uwzględniam przymusowe podatki nie giełdę).
specjalnie_zarejestrowany2
Wreszcie pis przyznaje że chce puścić Polaków w skarpetkach.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki