SAFE – Security Action for Europe, czyli Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy – w ostatnich tygodniach stał się przedmiotem gorącej debaty publicznej. W dużej mierze zupełnie niepotrzebnie. Trudno wskazać rozwiązanie równie korzystne dla Polski, a powtarzane w dyskusji tezy krytyczne nie znajdują potwierdzenia w faktach - pisze Mikołaj Raczyński, wiceprezes PFR-u.


O co chodzi? Najczęściej słyszymy trzy argumenty: że Polska mogłaby finansować wydatki obronne równie dobrze samodzielnie poprzez emisję własnych obligacji, że różnica kosztu finansowania jest niewielka lub niepewna, a także że SAFE niesie dodatkowe ryzyka – na przykład walutowe. Z innej strony pojawia się sugestia, że program w praktyce będzie przede wszystkim wzmacniał przemysł innych państw.
Problem polega na tym, że wszystkie te tezy opierają się na błędnych punktach odniesienia. SAFE nie jest wyłącznie instrumentem finansowym. To decyzja o tym, czy Polska w nadchodzącej dekadzie największych inwestycji obronnych w Europie pozostanie głównie importerem uzbrojenia, czy stanie się współtwórcą nowego potencjału przemysłowego i technologicznego.
Różnica zaczyna się od kosztu kapitału
Najczęściej powtarzany argument brzmi: Polska mogłaby przecież pożyczyć te środki sama. Tak – ale drożej. W publicznej debacie często pomija się fakt, że wydatki obronne tego typu nie są finansowane bezpośrednio z budżetu państwa. W praktyce finansują je fundusze celowe, takie jak Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych obsługiwany przez Bank Gospodarstwa Krajowego.
Dlatego właściwym punktem odniesienia nie jest koszt obligacji Skarbu Państwa, lecz koszt finansowania BGK. Dziś koszt długoterminowych euroobligacji BGK znajduje się w okolicach około 4,4 proc. I to przy założeniu, że skala emisji pozostaje ograniczona. Gdyby BGK miał emitować na rynku dodatkowe miliardy euro rocznie, koszt finansowania byłby jeszcze wyższy. SAFE oznacza finansowanie bliżej 3–3,2 proc.
Skąd bierze się ta różnica? Unia Europejska – za pośrednictwem Komisji Europejskiej – finansuje się taniej niż większość państw członkowskich, ponieważ inwestorzy uznają jej dług za bezpieczniejszy i wymagają niższej premii za ryzyko. Przy skali kilkudziesięciu miliardów euro różnica ta przekłada się na dziesiątki miliardów złotych w całym okresie finansowania. Ekonomiści Citibanku oszacowali potencjalną korzyść dla Polski na około 48 mld zł. Szacunki Ministerstwa Finansów mieszczą się w przedziale 36–60 mld zł.
Pojawia się czasem argument, że ostateczny koszt SAFE nie jest jeszcze znany. W praktyce nie zmienia to logiki porównania. Jeżeli w momencie emisji koszt SAFE byłby wyższy, oznaczałoby to po prostu, że równocześnie wyższy byłby koszt emisji BGK na rynku. Kluczowa jest różnica w premii za ryzyko między emitentami – i to ona działa na korzyść SAFE.
Stabilność zamiast rolowania ryzyka
Drugi element rachunku jest mniej widoczny, ale równie istotny: ryzyko refinansowania. Model proponowany przez krytyków SAFE opiera się na emisji obligacji i ich odnawianiu co kilka lat. Oznacza to w praktyce jedno: państwo bierze na siebie pełne ryzyko przyszłych stóp procentowych. Dziś finansowanie może kosztować około 5 proc. Za dekadę równie dobrze może to być 7 proc. albo więcej. SAFE pozwala w dużej mierze zamknąć koszt finansowania na wiele lat do przodu. W finansach przedsiębiorstw takie zabezpieczenie ryzyka jest standardem przy finansowaniu dużych inwestycji infrastrukturalnych czy przemysłowych. W przypadku wydatków na bezpieczeństwo państwa argument za stabilnością kosztu jest jeszcze silniejszy. Ma to znaczenie także w kontekście struktury polskiego długu. Polska ma relatywnie krótką średnią zapadalność zobowiązań. Oparcie dużej części finansowania na pięcioletnich emisjach dodatkowo zwiększa wrażliwość finansów publicznych na przyszłe cykle stóp procentowych.
A co z ryzykiem walutowym?
Często pojawia się również argument ryzyka walutowego. W praktyce opiera się on na uproszczeniu. Jeżeli alternatywą dla SAFE miałoby być finansowanie poprzez emisję euroobligacji BGK – ryzyko walutowe jest identyczne. Jeżeli natomiast ktoś zakłada finansowanie wyłącznie w złotych i odnawianie obligacji co kilka lat, problem wcale nie znika. Gdyby w tym czasie doszło do silnego osłabienia złotego – na tyle dużego, by zniwelować korzyści z niższego oprocentowania – koszt refinansowania i tak wzrósłby wraz z pogorszeniem warunków rynkowych. Trudno też mówić o istotnym ryzyku walutowym w gospodarce, która posiada bardzo duże rezerwy walutowe. SAFE nie tworzy więc nowego rodzaju ryzyka. Przede wszystkim stabilizuje koszt finansowania w czasie.
Gospodarka, nie tylko finanse
Redukowanie SAFE wyłącznie do kosztu pieniądza byłoby jednak poważnym uproszczeniem. Program ma również – a w dłuższym horyzoncie być może przede wszystkim – wymiar przemysłowy. Europa wchodzi dziś w okres największych inwestycji obronnych od dziesięcioleci. Wydatki na bezpieczeństwo rosną w niemal wszystkich państwach NATO, a skala inwestycji liczona będzie w setkach miliardów euro. Jeżeli takie środki mają być wydawane przez wiele lat, naturalne jest pytanie: gdzie powstanie wartość dodana. SAFE zwiększa prawdopodobieństwo, że znacząca część tych wydatków pozostanie w Polsce – a szerzej w Europie.
Program w oczywisty sposób tworzy nowe możliwości dla polskich firm. Jednocześnie kierunek „kupuj europejskie” zachęca globalnych producentów do lokowania produkcji, technologii i kompetencji na naszym kontynencie. Już dziś widać, że firmy z sektora obronnego analizują różne formy przenoszenia produkcji i technologii do Europy – od wspólnych przedsięwzięć po inwestycje przemysłowe.
Historia gospodarcza zna wiele takich momentów. W podobny sposób rozwijał się przemysł motoryzacyjny w Chinach, gdzie dostęp do rynku był powiązany z transferem technologii i budową lokalnych zdolności produkcyjnych. Po latach widać, jak skutecznie chińskie firmy przekuły ten model w budowę własnych przewag konkurencyjnych i ekspansję na światowym rynku.Jeżeli podobny mechanizm zadziała w Europie w sektorze obronnym, będzie to ogromna szansa najpierw dla Polski, a szerzej dla całej europejskiej gospodarki.
Impuls dla nowych technologii
Historia gospodarcza pokazuje jeszcze jeden ważny mechanizm. Duże programy obronne bardzo często stawały się katalizatorem przełomowych innowacji. Wiele technologii, które dziś stanowią fundament współczesnej gospodarki – od internetu po systemy satelitarne – powstało pierwotnie w sektorze bezpieczeństwa. Wynika to z prostego faktu: inwestycje obronne często finansują rozwój najbardziej zaawansowanych technologii, które dopiero później znajdują szerokie zastosowanie w gospodarce cywilnej. Polska w ostatnich latach zbudowała coraz silniejszy ekosystem firm technologicznych działających w obszarach takich jak systemy bezzałogowe, cyberbezpieczeństwo, technologie kosmiczne czy zaawansowana analityka danych. W części tych segmentów polskie spółki już dziś odnoszą sukcesy na rynkach międzynarodowych.
SAFE jest przede wszystkim instrumentem finansowania klasycznego przemysłu obronnego. Jednak duże inwestycje w tym sektorze niemal zawsze uruchamiają rozwój również w innych branżach technologicznych – od elektroniki i oprogramowania po technologie kosmiczne czy przetwarzanie danych. W ten sposób powstaje nowa część gospodarki o wysokiej wartości dodanej – oparta na technologiach, które początkowo rozwijają się na potrzeby bezpieczeństwa, a z czasem znajdują szerokie zastosowanie w gospodarce cywilnej.
Okno możliwości
Europa wchodzi dziś w okres największych inwestycji obronnych od dziesięcioleci. Polska znajduje się w szczególnej sytuacji: jest państwem frontowym NATO, szybko rosnącą gospodarką i jednym z największych inwestorów w bezpieczeństwo w całej Unii. W takich momentach pojawiają się rzadkie okna możliwości. Wykorzystanie SAFE pozwala z tego okna skorzystać pełnymi garściami – taniej, stabilniej i w sposób, który buduje polskie kompetencje przemysłowe i technologiczne.
Bez SAFE ryzykujemy, że znaczna część ogromnych wydatków obronnych pozostanie wyłącznie importem technologii i sprzętu, a finansowanie tych inwestycji będzie droższe i bardziej podatne na przyszłe wahania rynku. Dlatego SAFE nie jest jedynie decyzją finansową. To decyzja o tym, czy w nadchodzącej dekadzie ogromnych inwestycji obronnych Polska będzie jedynie rynkiem zbytu, czy jednym z krajów, w których powstanie nowy europejski przemysł bezpieczeństwa.
Mikołaj Raczyński
Mikołaj Raczyński jest wiceprezesem Polskiego Funduszu Rozwoju, gdzie odpowiada za inwestycje. Ma tytuł CFA i licencję doradcy inwestycyjnego. Wcześniej związany m.in. z Noble Funds TFI oraz WOOD & Company. Dwukrotny laureat Złotego Portfela oraz dwukrotnie wyróżniony tytułem Najlepszego Analityka Makroekonomicznego Gazety Giełdy i Inwestorów „Parkiet”.











































