

Z danych OECD wynika, że przeciętny Grek spędza w pracy co roku ponad 2 tys. godzin. W teorii oznacza to, że pracuje on ciężej niż Polak (1930 godzin), Niemiec (1371) czy Francuz (1489). Jednak w praktyce duża liczba przepracowanych godzin to za mało, by obalić mit o "leniwym Greku".
Przede wszystkim dlatego, że liczba przepracowanych godzin dotyczy tylko osób, które... pracują. Bez wątpienia ci Grecy, którzy posiadają etat, spędzają w pracy sporo czasu, chociaż od 2000 roku liczba przepracowanych godzin w ciągu roku w tym kraju spadła o 3% (w Polsce spadek wyniósł też 3%, a w OECD - 3,9%).
Niestety, wskaźnik zatrudnienia w tym kraju należy do najniższych wśród państw OECD, bo tylko 49,6%. Dla porównania w Polsce jest to 62%. Średnia OECD to 65%. Celem dla Polski jest 70% do 2020 roku.
Niski wskaźnik zatrudnienia w Grecji można tłumaczyć wysokim bezrobociem rejestrowym spowodowanym kryzysem (25,6%), ale wszystko ma swoje granice. W 2000 roku, gdy w Polsce stopa bezrobocia była podobna do greckiej, nasz wskaźnik zatrudnienia wynosił 55%, grecki - 56,5%. W 2008 roku nasz wskaźnik zatrudnienia zbliżył się do 60%, a grecki przekroczył 61%. Potem wybuchł kryzys i Grecy odnotowali poważny spadek.
| Państwo | Liczba przepracowanych godzin w ciągu roku | Wskaźnik zatrudnienia | Stopa bezrobocia | Roczny średni wzrost wydajności pracy w latach 2001-2007 | Wzrost wynagrodzeń (USD, PPS) w latach 2000-2008 |
|---|---|---|---|---|---|
| Grecja | 2042 | 49,4% | 25,6% | 3,2% | 22% |
| Polska | 1927 | 61,7% | 7,8% | 3,4% | 8% |
| Niemcy | 1371 | 73,8% | 4,7% | 1,6% | 1,5% |
| Francja | 1489 | 64,2% | 10,3% | 1,5% | 7% |
| OECD | 1770 | 65,7% | 7,3% | 2% | 6% |
| Dane OECD i Eurostat, opracowanie Bankier.pl |
|||||
Czym to było spowodowane?
Między innymi dużym wzrostem płac w Grecji w latach 2000-08, który był nieproporcjonalnie wysoki do wzrostu wydajności (mierzonej wartością wyprodukowanych dóbr i usług w jednostce czasu - nie mylić z liczbą przepracowanych godzin i przykrością pracy). Otóż w Grecji od 2000 roku do 2008 roku płace wzrosły o 22% (w Polsce o 8%). W tym czasie wydajność pracy w Polsce rosła w tempie 3,4% rocznie, a w Grecji 3,2%. Nie da się skokowego wzrostu wynagrodzeń niepowiązanego ze wzrostem wydajności pracy wyjaśnić niczym innym, niż rozdawnictwem socjalnym i nieodpowiedzialną polityką kolejnych rządów w tym kraju.
Przeczytaj także
Niskie pokrycie wydatków państwa w dochodach pogłębił brak reform emerytalnych. Efektywny wiek przejścia na emeryturę w Polsce to 62 lata. W Grecji - 61 lat. Przy niskiej stopie zatrudnienia niski wiek emerytalny to najprostszy sposób do zwiększenia zadłużenia publicznego.
Zwłaszcza, że Grecy dłużej żyją - nasza oczekiwana długość życia to 77 lat, ich blisko 80 lat. Oznacza to, że stosunkowo mała liczba pracujących Greków finansowała bardzo dużą liczbę beneficjentów różnych świadczeń przez bardzo długi czas z nieproporcjonalnie niskich podatków. Obciążenie fiskalne pracowników w Grecji wynosi ok. 40% - to mniej więcej tyle samo, co w Polsce. Kłopot w tym, że u nas otwarcie mówiło się, że budżet się nie równoważy, stąd należy dokonać reform. W Grecji zamiast tego kolejne rządy emitowały nowe partie obligacji, zadłużając ten kraj na ponad 100% PKB (obecnie blisko 180%).
Przeczytaj także
Grecy to może nie leniwy, ale na pewno rozpieszczony naród, który większość swojego zadłużenia wygenerował na własne życzenie. Taka była wtedy moda i my też się jej poddaliśmy, ale całe szczęście nie aż tak bardzo.
Grecy bez reform strukturalnych już w 2005/06 roku nie mieli szans na ograniczenie zadłużenia i każdy bank jako profesjonalny inwestor i instytucja musiał mieć pełną świadomość, że części pożyczonych pieniędzy nie będą w stanie odzyskać. Wierzyciele powinni zaakceptować część strat, ale za umorzeniem części greckiego długu muszą iść poważne reformy strukturalne.

























































