REKLAMA

Człowiek największą wartością

2007-06-13 10:52
publikacja
2007-06-13 10:52
Wywiad z Henryką Rupik, prezesem Zarządu PZU Życie SA

Bożena M. Dołęgowska-Wysocka – Pani Prezes, jest już Pani w PZU Życie dobrych kilka miesięcy.
Henryka Rupik
– Niedługo minie rok…

…Ale ten czas leci! Przyszła Pani do naszej branży z bankowości. Jakie są Pani odczucia? Co z Pani tamtych doświadczeń bardzo się w ubezpieczeniach przydaje, co wymaga innego spojrzenia?
- Ubezpieczenia zawsze były mi bliskie. Przypomnę, że będąc w banku, konkretnie BPH, zakładałam wspólnie z Commercial Union i WBK powszechne towarzystwo emerytalne. Potem będąc w PKO BP i przewidując, że marże w bankowości będą drastycznie spadać, a dochody z odsetek tym bardziej, bo inflacja stabilizowała się wreszcie na niskim poziomie, trzeba było w bankowości szukać nowych źródeł dochodów. Zaczęłam wówczas intensywnie pracować ze swoimi współpracownikami nad koncepcją zakupu bądź utworzenia towarzystwa ubezpieczeniowego na życie, po to, aby mieć pełną możliwość kreowania bancassurance z towarzystwem, powiązanym z naszym bankiem kapitałowo. Niestety, nie dane mi było dokończyć tej koncepcji, bo po zakończeniu pierwszej kadencji nastąpiła zmiana zarządu i tego konkretnego pomysłu nie kontynuowano.

Jednak w orbicie problematyki ubezpieczeniowej Pani była.
- Tak. I kiedy otrzymałam dość nieoczekiwanie propozycję przyjścia do PZU Życie, nie wahałam się ani chwili.

Oglądałam ostatnio film pt. „Sekret”, który dostałam od jednego z doradców finansowych OVB, w którym przekonywano, że jeżeli coś bardzo chcemy i na czymś skupimy wszystkie nasze myśli, to otrzymamy – od Kosmosu, naszej Siły Wyższej, Boga – niezależnie, jak nazwiemy to w swoim sercu. Może tak było w Pani przypadku z ubezpieczeniami…
- Możliwe, chociaż aż w takim stopniu chyba tego nie pragnęłam. Niemniej także uważam, że należy marzyć, bo jeśli nie marzymy, to i nie mamy szans na spełnienie naszych pragnień. Wracając zaś do zasadniczego tematu. Chcę powiedzieć, że przychodząc do PZU Życie ubezpieczenia nie były mi obce od strony koncepcyjnej i teoretycznej. Sam sposób zarządzania nie różni się zbytnio od bankowości. Natomiast z dużą pokorą należy obserwować i zaakceptować kulturę wewnętrzną firmy. Ale ta konstatacja jest bardziej ogólnej natury, nie zależy od branży.

Jak rozumie Pani w tym kontekście słowo „pokora”?

- Rozumiem w ten sposób, że swoje ambicje trzeba podporządkować nadrzędnym celom firmy. I dopiero wówczas, gdy człowiek zorientuje się w tej kulturze wewnętrznej, może wnieść swój osobisty wkład, tworząc wartość dodaną. Ja mam właśnie taką ambicję, aby zostawić po sobie ślad w PZU - a w PZU Życie w szczególności i dodać wartość do tego, co zapoczątkowali moi poprzednicy. Przyszłam przecież w wyjątkowo ciekawym momencie.

Myślę, że było ciężko. Aura wokół PZU nie była najlepsza, by wyrazić się oględnie. Dawała o sobie znać wielka polityka.
- Ja się staram od tego dystansować. Zawsze to robiłam. Jasne, że świat zewnętrzny zawsze na nas wpływa, ale trzeba w sobie znaleźć siłę, taki wewnętrzny spokój i dystans do tego, co wokół nas się dzieje. Śmiało mogę stwierdzić, po wielu latach zarządzania finansami na różnych szczeblach, że jest to możliwe. Możliwe jest przede wszystkim dzięki temu, że ma się jednoznaczną hierarchię wartości i trzyma się jej w sposób konsekwentny.

Jaki jest zatem Pani system wartości?
- Im jestem starsza, tym staje się to dla mnie ważniejsze, a nawet najważniejsze. Moim marzeniem jest to, aby na koniec swojej drogi zawodowej, a nie ma co ukrywać, że jest to dla mnie już ostatni etap, zostawić po sobie młodych ludzi, dla których te wartości będą równie bliskie. Moja hierarchia wartości układa się bardzo tradycyjnie. Ładnie to Pani nazwała – „nasza Siła Wyższa, jak sobie ją każdy w swoim sercu nazywa”. Dla mnie to jest po prostu Bóg. Uważam, że jest to wartość na tyle uniwersalna, że nawet ludzie niewierzący, jeżeli przyjmują Dekalog (no może bez tych trzech pierwszych przykazań) to właściwie już nic więcej nie potrzeba. Po Bogu, najważniejszą wartością jest Człowiek, bo najpierw jest się Człowiekiem, a dopiero potem: matką, ojcem, córką…

…szefem..
- O, szefem to daleko, daleko potem. Jeśli ma się taką właśnie perspektywę, to człowiek zawsze wie jak się zachować, po prostu przyzwoicie. Zawsze będzie się miało świadomość, że Człowiekiem przez duże „C” się jest albo nie, a szefem się bywa; raz wyżej raz niżej, ale to nie stanowi o prawdziwej wartości Człowieka. Bycie szefem tak naprawdę nie powinno mieć wpływu na relacje z innymi ludźmi. Tak staram się postępować, aby moi współpracownicy mieli poczucie własnej godności oraz szacunku do samego siebie i innych ludzi. Te relacje wówczas układają się w sposób prawidłowy.

Lubi Pani być szefową?, bo ja też nią jestem od dawna, ale nie zawsze to lubię.
- Ja jestem szefem od 1984 roku, czyli od 23 lat. Już nawet nie pamiętam jak to jest, gdy nie jest się szefem, ale mówiąc poważnie – to w gruncie rzeczy nie miało większego wpływu na moją osobowość, było raczej odwrotnie. Tę moją osobowość, predyspozycje do przewodzenia ktoś, kiedyś dostrzegł i stwierdził, że będzie ze mnie dobry szef. I tak do dziś staram się w sposób naturalny wywiązywać ze swoich powinności zawodowych i szefowanie pojmuję jako pełnienie raczej roli służebnej niż władczej. Nigdy nie interesował mnie prestiż dla prestiżu czy wszelki blichtr i splendory władzy. Nie dla mnie targowisko próżności. Prawdę mówiąc, nigdy dłużej się nie zastanawiałam nad sobą jako szefem, widzę raczej siebie w relacjach z innymi ludźmi. Ja byłam najstarszą spośród czworga dzieci; siostrą trzech młodszych braci, i to w naturalny sposób sprawiło, iż często byłam ich opiekunką w zastępstwie mamy.

I może już tak zostało?
- Może tak zostało…

Jakie cechy w ludziach ceni Pani najbardziej?
- Najbardziej uczciwość. I to uczciwość we wszystkich aspektach. Począwszy od wypowiadanych słów i brania za nie odpowiedzialności, skończywszy na tej uczciwości jak się ją najczęściej rozumie – braku korupcji. To szalenie ważne w każdej instytucji, ale w instytucji finansowej szczególnie. Dobierałam sobie współpracowników według następującego klucza: najpierw zasady etyczne, później profesjonalizm. Bo średnio zdolnego i średnio inteligentnego człowieka z odpowiednim wykształceniem można bardzo wiele nauczyć, oczywiście, jeśli tego będzie chciał, a zasady etyczne po prostu ma się lub nie; jest się uczciwym bądź nie jest – uczciwości nie można stopniować. To zawsze powtarzam swoim współpracownikom: musimy być bezwzględnie uczciwi. Nasi współpracownicy mają do czynienia z pieniędzmi, często nie małymi i nie swoimi. Rodzi się naturalna pokusa i jeśli nie będzie wewnętrznych hamulców u człowieka, to niezależnie od armii kontrolerów i precyzyjnych procedur postępowania, to i tak „coś” może się zdarzyć. Dlatego właśnie uczciwość, jako norma nadrzędna, jest tak ważna.

Niedawno zakończył się I Kongres Sprzedaży PZU Życie w Mikołajkach. Na łamach „Gazety Ubezpieczeniowej” zamieściliśmy z tego wydarzenia obszerną relację. Obserwowałam uważnie reakcje ludzi, wzajemne relacje z szefami „z Centrali”. Byłam zaskoczona otwartością i spontanicznością reakcji.
- Wydarzenie to miało symbolizować nową jakość, nową siłę sieci sprzedaży, nowe trendy, ale przede wszystkim miało oddać należny szacunek sprzedawcom, agentom i menedżerom różnego szczebla zarządzającym siecią sprzedaży.

Podobała mi się symbolika tego spotkania.
- Symbolika Igrzysk Olimpijskich, bo w takiej konwencji odbył się kongres, miała nadać dostojny ton imprezie, ale zarazem podkreślić zdrową etyczną rywalizację zarówno między uczestnikami kongresu, ale też naszą firmą a rynkiem. Nagradzanie najlepszych miało wywołać wśród uczestników pragnienie bycia najlepszym, osobiste zobowiązanie, że właśnie j a w przyszłym roku podczas II Kongresu Sprzedaży zostanę nagrodzony. Najważniejszym jednak elementem tej uroczystości było pokazanie sieci agencyjnej, że jest niezwykle istotnym ogniwem sprzedaży, które będzie przez nas systematycznie rozwijane.

Myślę, że ten cel udało się Wam osiągnąć.
- Ludzie tego bardzo potrzebowali! Potrzebowali poczuć się wyjątkowo, potrzebowali usłyszeć z ust ludzi z zarządu firmy, jakie plany rozwojowe ma spółka, w którym kierunku zmierza w perspektywie krótko i długo terminowej. Jestem przekonana, że cele te zostały osiągnięte, a wnioski nasuwały się same. Sieć agencyjna ma ogromny, ciągle jeszcze niewykorzystany potencjał, a żeby go wyzwolić, konieczne jest właściwe zarządzanie sprzedażą. Zarządzanie takie rozumiem bardzo szeroko, nie tylko jako analizę wskaźników, ale przede wszystkim jako r o z w i j a n i e l u d z i oraz ich kompetencji na każdym poziomie w strukturze sprzedażowej. Takie spotkania jak to w Mikołajkach przygotowują doskonały grunt pod rozwój najlepszych, dlatego, że uczestnicy czują bardzo namacalnie zależność między ciężką pracą i wspaniałą nagrodą; ciężką pracą a szacunkiem innych. Jestem przekonana, że sieć agencyjna PZU Życie SA przeżywa prawdziwy rozkwit i ma szanse stać się nie tylko największą siecią w Polsce, ale także działającą według wysokich standardów etycznych i kompetencyjnych.

A samo PZU Życie SA? Jak Pani widzi firmę teraz i w przyszłości?
- PZU Życie SA w perspektywie teraźniejszości i przyszłości to przede wszystkim dynamiczny rozwój różnych kanałów sprzedaży i produktów spółki wsparty technologią i właściwą organizacją. Oczekiwania klientów ciągle rosną, dlatego też każda firma, która chce sprostać wymaganiom rynku, musi dołożyć wszelkich starań, aby klient czuł, że jest w samym centrum zainteresowania. Podkreślam to słowo: z a i n t e r e s o w a n i a , żeby klient to p o c z u ł, a nie przeczytał czy usłyszał. A poczuje to tylko wtedy, kiedy zbudujemy mocne i długotrwałe relacje z naszymi klientami, oparte na szacunku i lojalności oraz będzie otrzymywał najlepsze produkty oraz najlepszy serwis. To wszystko jest oczywiście możliwe pod warunkiem, że pracuje się z najlepszymi, dlatego też mówiąc o przyszłości, nie przypadkowo na pierwszym miejscu postawiłam relacje międzyludzkie a dopiero później kanały dystrybucyjne oraz produkty.

O ludziach słyszę zawsze i wszędzie, ale z realizacją takich postulatów bywa różnie…
- Klienci i pracownicy a u nas również pośrednicy to prawdziwy kapitał naszej firmy. W PZU Życie inwestycja w budowanie tych relacji to najlepsza inwestycja, dająca wysoką stopę zwrotu teraz i w przyszłości.

Dziękuję za rozmowę.
Bożena M. Dołęgowska-Wysocka
Źródło:
Tematy
Ile pożyczki na raty możesz uzyskać?
Ile pożyczki na raty możesz uzyskać?

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki