Prezydent USA Donald Trump zasugerował, że ustawa o sankcjach przeciwko Rosji i cłach na towary z państw kupujących rosyjską ropę wkrótce zostanie przyjęta przez Kongres. Potwierdził też, że wbrew twierdzeniom Władimira Putina, Ukraina nie zaatakowała jego rezydencji.


Donald Trump mówił o nowych cłach podczas spotkania z dziennikarzami w niedzielę na pokładzie Air Force One, w którym uczestniczył też senator Lindsey Graham, autor ustawy o sankcjach przeciwko Rosji. Trump powiedział, że cały czas rozmawia z Grahamem o legislacji dotyczącej sankcji i zaprosił go do opowiedzenia o „świetnym projekcie legislacyjnym, który nadchodzi”.
Jeśli chce się zakończyć ten konflikt, to trzeba wywrzeć nacisk na klientów Putina - powiedział Graham.
Z kontekstu wypowiedzi Grahama wynikało, że chodzi o zalegający w Kongresie od kwietnia ub.r projekt jego autorstwa, przewidujący dodatkowe sankcje na Rosję, w tym na firmy naftowe oraz „flotę cieni”, a także cła w wysokości do 500 proc. na towary z państw kupujących rosyjskie surowce.
- Mam nadzieję, że projekt zostanie poddany pod głosowanie i on (prezydent) wybierze liczbę od zera do 500 - prezydent wybierze, nikt inny nie wybierze. Ale jeśli ktoś kupuje tanią rosyjską ropę, podtrzymuje machinę wojenną Putina, to staramy się, żeby prezydent miał możliwość uczynienia tego trudnym wyborem poprzez cła - oświadczył senator Graham.
Mimo poparcia przez 85 ze 100 senatorów, projekt Grahama utkwił w senackiej komisji ze względu na brak zgody Donalda Trumpa w tej sprawie. Jeszcze w grudniu politycy w obydwu partii w Izbie Reprezentantów zapowiedzieli, że w styczniu wymuszą głosowanie nad analogicznym, choć zmienionym projektem ustawy sankcyjnej. Wersja w Izbie nie mówi o 500 proc. cłach, lecz o obowiązkowych sankcjach. Nowy pakiet miałby zakazywać Amerykanom inwestowania w Rosji i zawierania transakcji z rosyjskimi podmiotami oraz zamknąć lukę w sankcjach pozwalającą na import rosyjskiej ropy przetwarzanej przez rafinerie w innych krajach, m.in. w Indiach.
Podczas konferencji prasowej na pokładzie Air Force One Trump odniósł się też do sprawy twierdzenia Rosji o rzekomym ukraińskim ataku dronowym w nocy na 29 grudnia na rezydencję Władimira Putina w Wałdaju. Trump potwierdził doniesienia amerykańskich służb, że do takiego ataku nigdy nie doszło.
- Było coś, co zdarzyło się dość blisko, ale nie miało nic z wspólnego z tym (atakiem na rezydencję) - powiedział Trump. Prezydent USA dodał, że początkowo uwierzył w słowa Putina, bo nie miał innych informacji, ale po sprawdzeniu sprawy nie sądzi, by do takiego ataku doszło. Ponownie wyraził przy tym nadzieję, że uda mu się doprowadzić do zakończenia wojny w Ukrainie.
Minister Sikorski: Dalsze osłabienie rosyjskiej gospodarki zmusi Putina do negocjacji pokojowych
Przywódcę Rosji Władimira Putina do negocjacji w sprawie zakończenia wojny na Ukrainie zmusi osłabianie rosyjskiej gospodarki – ocenił wicepremier i minister spraw zagranicznych Polski, Radosław Sikorski, w opublikowanym w niedzielę wywiadzie dla TVP World.
- To, co zmusi Rosję do negocjacji pokojowych to dalsze osłabienie jej gospodarki, dzięki czemu Putin zrozumie, że nie będzie w stanie osiągnąć swoich celów, kontynuując wojnę – powiedział Sikorski.
Szef polskiego MSZ zauważył, że biorąc pod uwagę postępy wojsk rosyjskich na Ukrainie w ciągu ostatniego roku, zajęcie tego państwa zajmie Putinowi dekady. – Ale to jest problem z dyktatorami, bo kiedy jesteś u władzy przez 20 lat, to niewiele osób powie ci, jak naprawdę wygląda rzeczywistość – dodał polityk.
Odpowiadając na pojawiającą się krytykę, że strona polska nie uczestniczy we wszystkich spotkaniach międzynarodowych dotyczących Ukrainy, Sikorski przypomniał m.in. niedawną obecność premiera Donalda Tuska na szczycie w Berlinie. Zauważył jednocześnie, że istnieją różne formaty i argumenty za i przeciw uczestnictwu w nich Polski.
Sikorski wyraził obawę o zamrożenie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na lata. Według niego wraz z zakończeniem wojny Ukraina nie tylko musi być zdolna do integracji z Unią Europejską, ale również do obrony swoich granic. – W innym wypadku mamy przepis na kolejną wojną – przestrzegł.
- Będziemy mieli sprawiedliwe rozwiązanie tylko wtedy, kiedy rosyjskie elity uznają, że pierwotna inwazja była błędem oraz że odbudowa rosyjskiego imperium jest niemożliwa – podkreślił szef dyplomacji.
Jak zauważył, żądając „wyłącznie” Donbasu Putin zapewne myśli, że robi ustępstwo, jednak taki scenariusz oznaczałby nagrodzenie agresora. Z kolei Ukraina z 90 mld euro, jakie otrzyma od Europy w ciągu następnych dwóch lat, jest zdeterminowana do oporu i kontynuowania walk.
Według Sikorskiego niezależnie od wyników kolejnych wyborów w USA Europa musi odbudować swój przemysł obronny, aby móc odstraszać Rosję niezależnie od polityki sojusznika zza oceanu.
- Jeśli USA zostaną zaangażowane w wojnę w Azji, czego nie możemy wykluczyć, być może nie będą w stanie nam pomagać. Dlatego do końca dekady musimy dysponować takimi siłami zbrojnymi, których Putin nie odważy się przetestować – powiedział szef MSZ.
Jak dodał, w sprawie obecności wojsk amerykańskich w Polsce wszystko wskazuje na to, że USA zamierzają dokonać w przyszłości wartych setki milionów dolarów inwestycji w amerykańskie bazy.
- Stany Zjednoczone mają bardzo korzystne porozumienie dotyczące statusu wojsk (obecnych w Polsce). Płacimy 15 tys. dolarów rocznie na każdego amerykańskiego żołnierza. Dla USA jest taniej utrzymywać i ćwiczyć żołnierza w Polsce niż w Stanach Zjednoczonych. Dlatego mówimy o korzyściach dla obu stron – dodał wicepremier.
Według Sikorskiego USA nie wycofają się całkowicie z Europy, ale będziemy mieli do czynienia z innego rodzaju sojuszem niż dotychczas, który „może być bardziej trwały na dłuższą metę”.
- Prezydent Trump miał rację od początku, że Europa zbyt długo korzystała z dywidendy pokojowej. Usłyszeliśmy go i podwoiliśmy nasze wydatki (na cele wojskowe) - powiedział w wywiadzie dla TVP World szef polskiego MSZ Radosław Sikorski.
mrf/ san/
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ san/

























































