Sąd Gospodarczy w Łodzi umorzył postępowanie upadłościowe wobec Zbigniewa Smyczka, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Usługowo-Handlowe Zbigniew Smyczek But-S w Konstantynowie Łódzkim, ale kłopoty pozostały.
- Muszę się zająć długami, a poza tym daję sobie czas, żeby dojść do siebie - powiedział nam Zbigniew Smyczek. - Dlatego nie podejmuję działalności gospodarczej.
W połowie ubiegłego roku fabryka butów Smyczka w Konstantynowie zaprzestała produkcji, wymówienia dostało 400 pracowników. Zniknął także duży salon sprzedaży przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi. Smyczek tłumaczył, że przyczyną krachu jest kontrolowany zalew tandetnego, ale taniego chińskiego obuwia. W Centrum Targowym "Ptak" na poczet długów Smyczka zajęto w ubiegłym roku buty, którymi handlował na terenie centrum w Rzgowie.
- Wzywaliśmy pana Smyczka do uregulowania długu, ale bez skutku - mówi Paweł Babski, dyrektor Centrum Targowego "Ptak". - W końcu, zgodnie z zapisami w umowie, wystawiliśmy buty na licytację i za drugim razem udało się je sprzedać. W tej chwili pan Smyczek nie jest naszym dłużnikiem.
Rozeszły się pogłoski, że biznesmen z Konstantynowa zamierza ulokować produkcję butów w Chinach. - Byłem w Chinach, ale nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji - mówi Zbigniew Smyczek.
Dziennik Łódzki
(sow)




























































