REKLAMA
ZŁOTY BANKIER 2026

Bangkok: Wieczny klejnot

2006-01-02 14:01
publikacja
2006-01-02 14:01


Wielki Pałac z licznymi świątyniami
Fot. A. Olej / K. Kobus – TravelPhoto
Już sam nazwa tego miasta jest imponująca: Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit.

Pełna nazwa Bangkoku w wolnym tłumaczeniu brzmi: Miasto aniołów, wielkie miasto, wieczny klejnot, niezdobyte miasto boga Indry, wspaniała stolica świata wspomaganego przez dziewięć pięknych skarbów, miasto szczęśliwe, obfitujące w ogromny Pałac Królewski, który przypomina niebiańskie miejsce, gdzie rządzi zreinkarnowany bóg, to miasto dane przez Indrę, zbudowane przez Vishnukarna.

Skąd wziął taki amalgamat? Podczas koronacji w 1782 roku król Rama I nadał swej stolicy nazwę składającą się z 43 sylab. W kolejnych latach następni władcy dodali do niej kolejnych 21 sylab, tak że obecnie pełna nazwa Bangkoku znajduje się w Księdze Rekordów Guinnessa jako najdłuższa nazwa geograficzna na świecie!

Tajlandczycy używają, na szczęście, nazwy skróconej: Krung Thep. Bangkok - mówią tylko cudzoziemcy. Oryginalnej nazwy nie wymówiłby żaden obcokrajowiec, bo trudność języka tajskiego polega na jego tonalności. Słowa tak samo pisane, a sylaby wymawiane różnym tonem znaczą zupełnie coś innego. Jedną sylabę można wymawiać na siedem różnych tonów.

Nie ma jednak problemu z porozumieniem się. Tajowie nie tylko powszechnie znają angielski, lecz także są bardzo uprzejmi: zawsze spokojni, nie podnoszą głosu, nie kłócą się, z uśmiechem powtarzają „mai peu rai” - „nic nie szkodzi”. Nie lubią, gdy w ich obecności ktoś hałasuje, krzyczy, denerwuje się (niestety, powoli się do tego przyzwyczajają, bo właśnie tacy są na ogół turyści). Nie kradną - jeżeli coś ginie, to raczej za przyczyną turysty. Są bardzo tolerancyjni i nie gorszą ich zachowania ani ubiory turystów - wymagają tylko dwóch rzeczy: poszanowania swojej religii i króla.

Harmonia wyznań

Przy wejściu do Pałacu Królewskiego, w którym znajdują się liczne świątynie, strażnicy bardzo dokładnie kontrolują ubiory: długie spodnie u mężczyzn, u kobiet długie spódnice lub spodnie, zakryte ramiona, żadnych dekoltów. Nawet buty muszą być pełne, nie wolno wejść do świątyni w klapkach. Można w niej usiąść, ale nie należy wyciągać nóg w stronę ołtarza, nogi są bowiem „najpodlejszą” częścią ciała, trzeba więc właściwie klęczeć. Kobiety nie mogą dotykać mnicha, jedzenie mogą mu podawać za pośrednictwem mężczyzny. Nie powinno się też głaskać małych dzieci po główkach, bo dotyk zabiera im dobrą energię.

Tajlandia - mimo iż zamieszkują ją różne narodowości i wyznawcy różnych religii: Laotańczycy, Chińczycy, Malajowie, Hindusi, Khmerowie, Wietnamczycy - nie zna walk religijnych i etnicznych. Wszyscy zgodnie koegzystują i wspólnie obchodzą swoje święta.

Złote lata Syjamu

Historia dzisiejszej Tajlandii sięga 1238 roku. Wtedy właśnie powstało królestwo Sukhothai, które stało się zalążkiem przyszłego imperium. W 1350 roku król Ramathibodi I, uciekając przed epidemią pustoszącą północne tereny dzisiejszej Tajlandii, wybrał na stolicę swego państwa małą, leżącą w dolinie rzeki Chao Phray osadę, która odtąd zaczęła się nazywać Ayutthaya. Nazwę wybrano na cześć jednego z głównych centrów buddyzmu (w Indiach), religii, która już w dziesięć lat po ustanowieniu nowej stolicy stała się oficjalnym wyznaniem królestwa. Przez kolejne cztery wieki to właśnie tam sprawowali rządy kolejni władcy królestwa Syjamu. Dzięki licznym podbojom i zwycięskim potyczkom toczonym z sąsiednimi monarchiami Khmerów, Kampów i Birmańczyków Ayutthaya dość szybko stała się największym organizmem państwowym na terenie Azji Południowo-Wschodniej.

Fot. Świątynia Wat Arun
stojąca w tym miejscu już za czasów królestwa Ayutthaya
Kraj przez długie lata jawił się jako kraina płynąca mlekiem i miodem. Sprzyjały temu liczne reformy administracyjne i socjalne, a zwłaszcza przyjazne nastawienie kolejnych władców do spraw handlu zagranicznego. W czasie swojej świetności Syjam prowadził zaawansowaną wymianę handlową z Chinami, Indiami, Japonią i Persją, a także, w latach późniejszych, z europejskimi kolonizatorami: Portugalią, Hiszpanią, Holandią, Anglią i Francją.

Szczęście i dobrobyt trwały przeszło cztery wieki. Niestety, w 1765 roku Syjam najechały wojska birmańskie, które okrążyły stolicę. Kilkumiesięczne oblężenie doprowadziło do zdobycia i splądrowania Ayutthayi. W potężnym pożarze, którzy wzniecili zdobywcy, bezpowrotnie zginęły między innymi tysiące ksiąg gromadzonych przez lata w królewskiej bibliotece i cenne kolekcje porcelany.

Po sromotnej porażce król Taksin przeniósł stolicę na południe, do Thonburi (obecnie w granicach administracyjnych Bangkoku). Jego następca, w obawie przed dalszymi napadami, przeniósł stolicę na drugi brzeg rzeki Chao Phray i w 1871 roku mała wioska rybacka Bang Makok, zwana później Bangkokiem, została syjamską metropolią.

Targ na wodzie

Wchodząca w skład Bangkoku dawna stolica Thonburi zachowała jeszcze charakter starego miasta. Zamiast ulic są tam kanały, chociaż wiele z nich już zasypano i stały się miejskimi arteriami. Wśród zieleni palm, bananowców i bugenwilli stoją drewniane domy na palach, malownicze świątynie buddyjskie i wiele pięknych rezydencji. Po kanałach nieustannie krążą łodzie, na drewnianych pomostach funkcjonuje wiele sklepów, straganów i punktów gastronomicznych. Codziennie po szóstej rano rozpoczyna się targ, kanały robią się jeszcze bardziej zatłoczone setkami łodzi z tropikalnymi owocami, jarzynami i specjałami kuchni tajskiej. Łodzie są prowadzone przez kobiety w wielkich, plecionych kapeluszach.

Najsłynniejszy pływający targ
znajduje się w Damnoen Saduak
Fot. Jarosław Tondos
W Tajlandii na ogół nie ma kuchni w mieszkaniach, biedniejsze rodziny właściwie cały dzień spędzają przed domem, gotują, jedzą, piorą, odpoczywają. Powszechne jest kupowanie gotowych dań w plastikowych pojemnikach i zabieranie ich do domu. Wprawdzie najsłynniejszy pływający targ znajduje się w Damnoen Saduak, 60 kilometrów od Bangkoku, ale i ten w Thonburi jest ciekawym widowiskiem.

Świątyń bez liku

W Thonburi znajduje się sławna i piękna Świątynia Świtu Wat Arun, stojąca w tym miejscu już za czasów królestwa Ayutthaya, spełniając funkcję kaplicy królewskiej, w której przechowywano Szmaragdowego Buddę. Tę najcenniejszą dla Tajów relikwię przeniesiono w 1785 roku do świątyni Wat Phra Keo, obecnej kaplicy królewskiej. Wat Arun ma pięć wież i 67 metrów wysokości, a pokryta jest porcelaną chińską w postaci mozaiki wyobrażającej kwiaty i liście. Porcelanę przywożono z Chin w zamian za ryż, często jednak się tłukła w czasie sztormów na morzu, stłuczki wykorzystywano więc do ozdabiania świątyni.

Wat Phra Keo
Świątynia Szmaragdowego Buddy
Fot. A. Olej / K. Kobus – TravelPhoto
Stary Bangkok Królewski to przede wszystkim Wielki Pałac z licznymi świątyniami, ale na obszarze 30 hektarów mieszczą się także instytucje świeckie: narodowe muzeum, teatr i galeria, uniwersytet, urzędy królewskie.

Najbardziej okazała w zespole różnych obiektów jest Wat Phra Keo - Świątynia Szmaragdowego Buddy. Jest nieprawdopodobnie bogato zdobiona złotem i półszlachetnymi kamieniami i ma wielką wartość sakralną i kulturową. Wejścia do Wat Phra Keo strzeże sześć par demonów - strażników świątyni. Ich twarze zwrócone są w stronę jedenastometrowego ołtarza, w którym przechowywany jest mierzący 66 centymetrów wysokości wykonany z nefrytu posążek Szmaragdowego Buddy, czczonego przez cały świat buddyjski. Figurka przez całe wieki wędrowała po Syjamie, chroniona przed napadami i wojnami. Trafiła nawet na pewien czas do Laosu. W XVIII wieku powróciła do Thonburi i wreszcie do Wat Phra Keo, gdzie trzy razy do roku ubierana jest przez króla w koronę i złote szaty królewskie.

Wiele pięknych świątyń i budynków zwiedza się lub tylko ogląda z zewnątrz - Panteon Królewski, bibliotekę świętych pism buddyjskich, chedi, w którym znajdują się królewskie prochy, replikę słynnej khmerskiej świątyni Angkor Wat w Kambodży. W czasach, kiedy Kambodża była państwem wasalem Syjamu, świątynia należała do Tajów. Nieco dalej jest kaplica z ogromnym posągiem Leżącego Buddy.

Miasto gigant

Ogromna, ośmiomilionowa stolica Tajlandii poraża ruchem, hałasem, tłokiem i spalinami. Ruch uliczny Bangkoku, autobusy, samochody najnowszych marek, tuk-tuki, riksze, kolejka naziemna Skytrain sprawiają, że można się zagubić. Piękna nowoczesna architektura, 50-piętrowe drapacze chmur, przeszklone biurowce, banki, giełdy, rzędy najdroższych hoteli. Wielki port morski, stocznie, przędzalnie, łuszczarnie ryżu, a obok niepozorna ulica ze świątynią Wat Traimitr, w której znajduje się największy złoty posąg Buddy - trzy metry wysokości, pięć i pół tony czystego złota. Stał on kiedyś w portowej świątyni, zabezpieczony przed kradzieżą powłoką gipsową. Przy przenoszeniu posągu gips zaczął odpadać i ukazało się złoto. Potem zniszczono bezpowrotnie wiele posągów Buddy, licząc na to, że pod przykryciem będą one złote.

Niedaleko świątyni rozciąga się wesołe ruchliwe China Town, z pięknym targiem kwiatów, ale najsłynniejszą w Bangkoku dzielnicą rozrywki jest Patpong. Od dawna była to dzielnica klubów i restauracji dla zamożnych Tajlandczyków, ale dopiero kiedy w czasie wojny w Wietnamie stworzono tu kluby dla amerykańskich żołnierzy, nastąpił ogromny rozwój Patpongu. Teraz to centrum knajpek, restauracji, salonów masażu. Nocny targ z ciuchami i różnymi podróbkami jest tak zatłoczony, że turyście trudno się przecisnąć. Wszędzie ogłuszający hałas, zza otwartych drzwi wydobywa się głośna muzyka, wędrowni muzycy walą w bębny, na niewielkich pustych przestrzeniach prezentują się zespoły muzyczne, taneczne, chóry dzieci. I tak trwa to do białego rana.

Łatwo, tanio, smacznie

Tajlandia to nie tylko wspaniały Bangkok, liczne kurorty, plaże, ciepłe morza, lecz także smaczne i łatwo dostępne jedzenie.

W Bangkoku co kilka metrów wzdłuż ruchliwych ulic stoją wózki opalane węglem drzewnym, na których pieką się i gotują tajskie specjały. Jest także mnóstwo barów, knajpek i drogich restauracji.

W tajskim menu nietrudno się doszukać wspólnych cech z kuchnią chińską, malajską i hinduską. Podstawą jest ryż w różnych zestawach z jarzynami, rybami, krewetkami, wieprzowiną i drobiem. Do wywaru z mięsa i jarzyn dodaje się sos rybny, co tworzy ciekawy efekt gastronomiczny. W droższych restauracjach można zjeść homara, ślimaki, ostrygi, nie mówiąc już o różnych mięsach. Tajowie nie używają ziemniaków, mleka, serów - mają za to raj przypraw, bardzo słodkie desery, własną whisky i piwo. Do każdego posiłku je się świeży ananas, melony i arbuzy. Jedzą mało (stąd są szczupli do starości), ale często i jest to zawsze nasze „drugie” danie.

Tajlandia to taki szczęśliwy kraj, w którym nie ma klęski głodu, walk etnicznych i religijnych.

Tekst: Bożena Żakowska, Jarosław Tondos

----------

Buddyzm, wyznawany przez 90 procent mieszkańców Tajlandii, wycisnął swoje pozytywne piętno na ich mentalności, charakterze i obyczajach. Nie jest to religia w ścisłym tego słowa znaczeniu, jak na przykład chrześcijaństwo, ale sposób życia, rodzaj psychoanalizy i psychoterapii. Budda uważał, że całe zło, które jest przyczyną ludzkiego cierpienia, tkwi w samym człowieku i tylko on może się od niego uwolnić. Budda nie jest bogiem, a więc jego wyznawcy nie modlą się w takim sensie, jak to jest w innych religiach. Oddają cześć Buddzie w ogromnych, przepięknych świątyniach i w małych domowych kapliczkach. Palą świeczki, trociczki, klęczą, składają ręce i rozmyślają. Wierzą, że umieranie to przechodzenie w inną postać, stypy wyglądają więc jak wesela, a na groby przychodzą całe rodziny z obiadem, zostawiając zmarłemu dania, które lubił.

Źródło:
Tematy
Konto firmowe to nie tylko opłata za rachunek. Te koszty też mają znaczenie
Konto firmowe to nie tylko opłata za rachunek. Te koszty też mają znaczenie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Podróże

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki