REKLAMA
JANUSZ KRYPTO

60 transakcji powyżej 1 mln zł. "Złoty wiek" polskiego rynku dzieł sztuki minął?

2025-02-23 06:18, akt.2025-02-23 10:52
publikacja
2025-02-23 06:18
aktualizacja
2025-02-23 10:52

W 2024 r. odnotowaliśmy 500 aukcji sztuki - 60 dzieł sprzedano za ponad 1 mln zł. Widać powrót optymizmu na polski rynek dzieł sztuki - mówi ekspert rynku Rafał Kamecki, prezes Artinfo.pl i autor raportów „Artinfo.pl. Rynek sztuki w Polsce”.

60 transakcji powyżej 1 mln zł. "Złoty wiek" polskiego rynku dzieł sztuki minął?
60 transakcji powyżej 1 mln zł. "Złoty wiek" polskiego rynku dzieł sztuki minął?
fot. THINK A / / Shutterstock

PAP: Czy złote czasy rekordów i dynamicznego rozwoju polskiego rynku sztuki już minęły?

Rafał Kamecki: Najważniejszą konstatacją dotyczącą rynku sztuki w Polsce w roku 2024 jest odczuwalny powiew optymizmu. Po okresie niesamowitej hossy w 2021 r., kiedy obroty na aukcjach dzieł sztuki sięgnęły poziomu 630 mln zł, w kolejnych latach nastąpiły spadek obrotów i pogorszenie nastrojów na rynku.

Reklama

PAP: Czy podobnie działo się na światowych rynkach sztuki?

R.K.: Na tle europejskiego czy światowego rynku sztuki nasz wypadł najsłabiej, najmocniej ucierpiał. Nie bez znaczenia była sytuacja geopolityczna, wojna w Ukrainie i wysoka inflacja w gospodarce. Od szczytu obrotów w 2021 r. nastąpiły dwa kolejne lata spadków - o 10 proc. w 2022 r. i 23 proc. w 2023 r.

Ale właśnie rok 2024 okazał się pierwszym, w którym odnotowaliśmy wzrost sprzedaży na rynku aukcyjnym. Nie jest to jeszcze zbyt spektakularne odbicie, rok 2024 zamknął się bowiem obrotami w wysokości 449 mln zł, co stanowi wzrost o blisko 3 proc. względem poprzedniego roku, ale jest to bardzo pozytywny sygnał.

PAP: A zatem barometr idzie w górę; dzieła trafiają na aukcje, kolekcjonerzy przeglądają swoje portfele gotowi wzbogacać swoje zbiory i inwestować w sztukę?

R.K.: Tak, pojawiła się długo oczekiwana zmiana na lepsze. Do połowy 2024 r. mieliśmy duże schłodzenie nastrojów, natomiast bardzo dynamicznie wypadła druga połowa, a zwłaszcza końcówka roku. Grudniowa aktywność na aukcjach pokazała prawdziwą siłę naszego, stosunkowo młodego rynku sztuki. Te rekordowe obroty i wyniki w grudniu dały też podstawę do dobrych prognoz na przyszłość.

PAP: Czy nie jest regułą, że pod koniec roku domy aukcyjne organizują więcej wystaw zakończonych aukcjami?

R.K.: Ostatni kwartał zawsze jest najsilniejszym okresem, ale w 2024 r. zjawisko to miało wyjątkowo intensywny charakter. Podliczyliśmy grudniowe obroty i okazało się, że w ciągu jednego miesiąca przekroczyły one 100 mln zł. Takiej wartości wcześniej nie osiągaliśmy. W ciągu całego ubiegłego roku wyraźnie liczniejsze były transakcje powyżej 1 mln zł. To znamienny wskaźnik, pokazujący, że na rynek trafiają ciekawe obiekty, a kolekcjonerzy są gotowi płacić za nie znaczące kwoty.

W 2023 r. mieliśmy 22 transakcje o wartości 1 mln zł lub więcej, natomiast w 2024 r. odnotowano aż 60 transakcji na poziomie powyżej 1 mln. Oznacza to spektakularny wzrost o 168 proc. Świadczy to też o tym, że rok 2023 był czasem „zatrzymania”; na rynek nie trafiały wysokiej klasy obiekty. Zmiana nastąpiła w korzystnym kierunku. Na aukcjach zaczęły się pojawiać wyjątkowe obiekty, klasy muzealnej, i to zarówno ze sztuki dawnej, jak i współczesnej. Wiele domów aukcyjnych zanotowało imponujący wzrost obrotów.

PAP: Jacy są liderzy, najwięksi gracze na rynku sztuki?

R.K.: Wiodącą rolę ma nadal Dom Aukcyjny DESA Unicum, którego obroty wynoszą 47,8 proc. wartości całego rynku. Inne domy aukcyjne nie pozostały w tyle, nie były bierne i ubiegły rok poświęciły na znaczące podwyższenie obrotów i większą dbałość o stałych klientów.

Drugim w rankingu domem aukcyjnym jest Polswiss Art; jego obroty w ubiegłym roku wyniosły ponad 85 mln zł i względem 2023 r. był to wzrost o 25 proc. To dużo.

Wyraźnym wzrostem sprzedaży może się poszczycić Sopocki Dom Aukcyjny, który zajmuje trzecie miejsce w rankingu najsilniejszych domów aukcyjnych. Osiągnął on wynik 44 mln zł, co stanowiło wzrost o ponad 11 proc. Agra Art osiągnęła wynik 30 mln, co stanowi wzrost obrotów aż o 24 proc.

To świadczy o tym, że rynek, który wyciszył się po niesamowitej hossie, nabrał oddechu, powraca do dobrej formy. Na sytuację niesprzyjającą rynkowi sztuki wpłynęły przecież bardzo wysoka inflacja i niestabilność związana przede wszystkim z wojną w Ukrainie. A rynek dzieł sztuki potrzebuje równowagi, dobrobytu i nade wszystko spokoju.

Teraz można powiedzieć, że korektę rynku mamy za sobą. W listopadzie i grudniu ubiegłego roku dużo ciekawych obiektów trafiło na rynek, zawiązało się wiele transakcji - i tych jednomilionowych, i tych długo oczekiwanych, rekordowych.

PAP: Ile aukcji odbyło się w 2024 roku?

R.K.: Blisko 500, i jest to znaczący wynik. Liczba licytowanych obiektów nieznacznie spadła, ale nadal w Polsce sprzedaje się rocznie ponad 20 tys. dzieł sztuki na aukcjach. A blisko 40 tys. obiektów zostało wystawionych na sprzedaż. Nie jest to już niszowa branża, nasz rynek dojrzewa, dorośleje. Handel dziełami sztuki w Polsce osiągnął intensywny i dynamiczny charakter.

PAP: Co kolekcjonerzy kupują najchętniej - obrazy dawnych mistrzów malarstwa czy intrygujące prace polskich artystów współczesnych?

R.K.: Zacznijmy od pewnych stałych wskaźników: 80 proc. sprzedaży na naszym rynku sztuki stanowi malarstwo, ok. 10 proc. - rzeźba, dalsze pozycje zajmują rysunek, grafika, rzemiosło artystyczne.

Od ponad dekady na rynku utrzymywała się wyraźna równowaga: połowa obrotów dotyczyła sztuki dawnej, połowa współczesnej. W 2024 r. mocno zachwiała się ta proporcja - sztuka współczesna osiągnęła 65 proc. obrotów, spychając handel sztukę dawną do zaledwie 35 proc. udziału. To była duża nowość i zaskoczenie nawet dla analityków rynku sztuki.

Podobnie jeśli chodzi o liczbę zawiązanych transakcji: aż 68,6 proc. sprzedaży dotyczyło obiektów sztuki współczesnej, a 31,4 – dzieł sztuki dawnej. Było to zjawisko dotąd nieobserwowane.

PAP: Dlaczego tak się stało? Czy piękne dawne malarstwo polskie znalazło się już niemal w całości w rękach prywatnych kolekcjonerów i zdobi ściany prywatnych rezydencji?

R.K.: Na rynku sztuki brakuje atrakcyjnych obiektów sztuki dawnej. Mimo że domy aukcyjne nie ustają w poszukiwaniach dzieł największych mistrzów. Niewątpliwie ten deficyt stał się jednym z powodów, dla których zainteresowanie marszandów przesunęło się w kierunku sztuki współczesnej. I chodzi nie tylko o klasyków współczesności, takich jak Stażewski, Strzemiński, Wróblewski, Nowosielski lub Kantor, ale o całą grupę aktualnie tworzących artystów, odnoszących sukcesy w naszym kraju i za granicą. Mowa tu o artystach młodego pokolenia, święcących triumfy na światowych targach sztuki, reprezentowanych przez najlepsze polskie galerie.

PAP: Zapewne ceny obrazów i rzeźb artystów współczesnych są niższe, zachęcają do inwestowania w sztukę.

R.K.: Zrobiliśmy analizę struktury cen i obrotów. Z tego podsumowania wynika - co jest zawsze pewnym zaskoczeniem - że dzieła powyżej 50 tys. zł stanowią 75 proc. całorocznego obrotu. A jest to zaledwie 5 proc. sprzedaży w sensie liczby transakcji.

Dokładnie odwrotnie jest z obiektami do 5 tys. zł; takich transakcji na rynku było bardzo dużo, bo blisko 75 procent. Natomiast stanowią one zaledwie 5 proc. całorocznego obrotu i w niewielkim stopniu wpływają na poziom całorocznego wyniku.

Niezmiennie w stolicy znajduje się centrum rynku aukcyjnego – w Warszawie wypracowano 86 proc. obrotów rynkowych. Prężnym ośrodkiem jest także Trójmiasto, a już niewielki udział w rynku mają Kraków i Łódź. Co ciekawe, Poznań i Wrocław pozostają praktycznie bez reprezentacji domów aukcyjnych.

PAP: Na mapie aukcji zastanawia odległa pozycja Krakowa.

R.K.: Kraków zawsze był bogaty w dzieła sztuki, jest miastem o długiej historii kolekcjonerstwa. Od lat silnie współpracuje ze stołecznymi domami aukcyjnymi - to właśnie z Krakowa pochodzą często te najcenniejsze obiekty na krajowych aukcjach. Można powiedzieć, że Kraków stał się miejscem zasilania rynku aukcyjnego i jest to dość jednostronny kierunek.

PAP: Dzieła których artystów są najbardziej poszukiwane i osiągają rekordowe ceny?

R.K.: W ubiegłym roku najdrożej sprzedanym dziełem był obraz Andrzeja Wróblewskiego z 1948 r. „Zatopione miasto II”. Olej na płótnie o wymiarach 90 na 120 cm wystawiony przez Desę Unicum uzyskał wraz z opłatą aukcyjną cenę 6 mln 480 tys. zł. Na drugim miejscu – rzadkość na naszym rynku – znalazła się praca malarza zagranicznego Georga Baselitza.

Rynek sztuki w Polsce jak dotąd skupiał się na polskich twórcach i nie było żadnego stałego dopływu wysokiej klasy dzieł artystów zachodnich. W 2024 r. Polswiss Art podjął ciekawą próbę sprowadzenia i wprowadzenia na rynek dzieł artystów zagranicznych z najwyższej półki światowej. Właśnie taką pracę uznawanego za największego współczesnego malarza niemieckiego Georga Baselitza sprzedano za rekordowe 5 mln 880 tys. zł. Na tej samej aukcji była zaproponowana rzeźba innego znanego artysty Tony’ego Cragga. Rzeźba „Solo” z brązu patynowanego została sprzedana za pond 684 tys. zł. To wyraźny sygnał rosnącego zainteresowania światową sztuką w naszym kraju. Zjawisko to nie miało miejsca w latach poprzednich. Trzecią pracą, sprzedaną na aukcji w Polswiss Art za rekordową cenę 5 mln 160 tys. zł, była ponaddwumetrowa rzeźba Igora Mitoraja „Centurion”. Można to uznać za spektakularny wynik nawet na tle światowych aukcji.

Kolejne miejsca rekordowych sprzedaży zajmuje Roman Opałka. W ubiegłym roku na aukcjach pojawiło się sporo jego prac, najdroższą z nich był obraz z cyklu prac liczonych, jedna z wcześniejszych prac artysty, tytułowy „Detal” zaczynający się od numeru 400 tys. Została ona sprzedana za kwotę 5 mln 40 tys. zł. Dwie pozostałe prace Opałki także znalazły amatorów, a nabywcy zapłacili około 4 mln zł za każdą.

Niezmiennie dużym zainteresowaniem cieszą się prace Wojciecha Fangora; odbyło się kilka transakcji w granicach 2-3 mln zł. Trzymetrowa rzeźba z juty Magdaleny Abakanowicz natomiast została sprzedana na aukcji w Desie Unicum za 2 mln 100 tys. zł.

PAP: A jak na tym tle sytuują się młodzi artyści?

R.K.: Rośnie popularność twórców młodego i średniego pokolenia, takich jak Ewa Juszkiewicz; jej praca z 2016 r. pt. „Bez tytułu (za Antonym Einslem)” w Polswiss Art została sprzedana za 3 mln 720 tys. zł. Inna duża praca tej artystki, „Nasza klasa”, również wystawiona przez Polswiss, uzyskała cenę 3 mln 300 tys. zł.

To ciekawe, że dzieła takich artystów, jak Paulina Ołowska, Ewa Juszkiewicz, Agata Kus, Karolina Jabłońska, Karol Palczak czy Agata Słowak osiągają najwyższe pułapy wycen, zazwyczaj zarezerwowane dla artystów i dzieł klasy muzealnej. To wskazuje na przesuwający się obszar zainteresowań kolekcjonerów, ale też na pewne niedoszacowanie cen klasyków względem dzieł współczesnych twórców.

PAP: Do niedawna ich prace można było oglądać zazwyczaj na wystawach lub w galeriach.

R.K.: Ci młodzi artyści są na ogół związani bardziej z renomowanymi galeriami niż z rynkiem aukcyjnym. Mają też często swoich agentów za granicą. Ewa Juszkiewicz jest na przykład reprezentowana przez światowego potentata, galerię Gagosian, oraz przez Almine Rech Gallery, a Paulinę Ołowską promuje równie ważna galeria Pace.

PAP: Dawne malarstwo polskie cieszy się zarówno zainteresowaniem kolekcjonerów, jak i osób traktujących sztukę jako dobrą lokatę kapitału. Jak zatem były wyceniane dzieła Gierymskiego, Matejki, Malczewskiego?

R.K.: Od lat liderem na rynku sztuki dawnej jest Jacek Malczewski, wiodący prym także pod względem liczby ponadmilionowych transakcji. Jeśli chodzi o rekordy na aukcjach, można powiedzieć, że 2024 był rokiem Jacka Malczewskiego. Zarówno „Autoportret z czaszką” sprzedany na aukcji Desy Unicum za 4 mln 200 tys. zł, jak i praca „Autoportret z Gorgonami” za 3 mln zł, z kolei „Orfeusz i Eurydyka” w Agrze Art osiągnął cenę 2 mln 400 tys. zł.

Ciekawie potoczyła się grudniowa licytacja w Desie Unicum - za obraz Maurycego Gotlieba zapłacono 3 mln 600 tys. zł. Dla odmiany w Sopockim Domu Aukcyjnym za obraz „Śnieg” Juliana Fałata kolekcjoner zapłacił 2 mln 400 tys. zł, co należy uznać za rekord dla dzieł tego artysty.

PAP: Sztuka dostarcza estetycznych doznań, emocji, prowokuje do namysłu, w końcu jest też przyjemnością. Co kształtuje jej siłę i pozycję poza rynkiem aukcyjnym?

R.K.: Ważne wydarzenia w 2024 r., które tworzyły pozytywny obraz rynku i wpłynęły na polepszenie nastrojów, a nie były bezpośrednio związane z aukcjami, z transakcjami, mówiąc wprost z handlem - to obecność polskich artystów za granicą.

Na międzynarodowych targach sztuki współczesnej Art Basel w Grand Palais w Paryżu silnie zaakcentowała swoją obecność Fundacja Galerii Foksal. Na stoisku znalazły się prace m.in. Moniki Sosnowskiej, Pawła Althamera, Wilhelma Sasnala oraz obrazy Małgorzaty Mirgi-Tas i Karola Palczaka. Galeria Piktogram również pokazała tam prace młodego artysty Jana Eustachego Wolskiego. Równolegle nad Sekwaną odbywały się satelitarne wydarzenia względem targów ArtBasel – Paris Internationale, na których Polskę reprezentowały aż cztery galerie: Dawid Radziszewski, Turnus, Stereo oraz Gunia Nowik. W Paryżu miały też miejsce targi nowojorskiego zrzeszenia marszandów NADA (The New Art Dealers Alliance), na których obecna była galeria LETO z Warszawy, prezentując prace Kai Gadomskiej i Marty Nadolle.

PAP: Pojawianie się polskich galerii w świecie staje się zauważalne i dynamiczne.

R.K.: Za chwilę rozpoczną się targi sztuki współczesnej w Madrycie ARCO; tam po latach nieobecności polskich galerii zadebiutuje Marta Kołakowska prowadząca LETO. Są też inne ambitne projekty. Fundacja Krupa 14 lutego otworzyła w Londynie swoją stałą filię. Program Krupa Gallery będzie się opierał na dialogu między placówką z Wrocławia a Londynem. To szeroko zakrojona promocja polskich artystów na dojrzałym ryku brytyjskim.

Zazwyczaj nasz rynek nie obfitował w takie wydarzenia, a przecież one budują szczególną atmosferę, siłę, wyznaczają pewne drogowskazy na przyszłość. To stanowczo zachęca kolekcjonerów, miłośników sztuki.

Dobry klimat wokół sztuki powstaje też za sprawą takich okoliczności jak spektakularny akt donacji Teresy i Andrzeja Starmachów, którzy swoją kolekcję liczącą kilkaset wybitnych dzieł, m.in. takich artystów jak Magdalena Abakanowicz, Tadeusz Kantor, Władysław Hasior, Mirosław Bałka, Edward Krasiński, Jerzy Nowosielski, przekazali do Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK i Muzeum Fotografii (MUFO) w Krakowie.

Warto też wspomnieć o kolekcji Wojciecha Fibaka, który w Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki czasu” w Toruniu zaprezentował swoje zbiory, zarówno dzieła artystów współczesnych, jak i młodszego pokolenia. To z pewnością była inspirująca wystawa dla początkujących kolekcjonerów. Silnym akcentem zaznaczenia obecności polskiej sztuki za granicą była również wystawa Andrzeja Wróblewskiego podczas Biennale w Wenecji, przygotowana przez Fundację Rodziny Staraków na placu św. Marka. Wcześniej w miejscowości Sibiu w Rumunii dzieła Andrzeja Wróblewskiego, tematycznie związane z Tatrami i Karpatami, były pokazane w Muzeum Narodowym Brukenthala na wystawie „Tatry. Wróblewski, Karłowicz, Wyczółkowski”.

PAP: Polska sztuka współczesna doczekała się wreszcie swojego domu, mówiąc nieco górnolotnie.

R.K.: Otwarcie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie było długo wyczekiwanym momentem. To muzeum zostało postawione nie dla nas, ale dla przyszłych pokoleń. Z tym stwierdzeniem architekta Thomasa Phifera zdecydowanie trzeba się zgodzić.

Chciałbym też wskazać na pewien nowy moment w historii naszego rynku. Jak dotąd większość kolekcjonerów w Polsce budowała kolekcje, gromadziła zbiory, nabywała dzieła sztuki, teraz dla wielu z nich przyszedł czas zastanowienia, co dalej z tymi kolekcjami. Myślę że w niedługim czasie powstanie kilka prywatnych muzeów, może usłyszymy o następnych donacjach do zbiorów publicznych.

PAP: Wspomniał pan już o donacjach…

R.K.: Część zbiorów można przekazać do muzeum, gdzie skorzysta na tym szeroka publiczność sympatyków sztuki, ale – uwaga - można też wybudować prywatne muzeum, jak to uczynił np. pan Marek Roefler, tworząc Villę La Fleur w Konstancinie, która od 14 lat prowadzi bogatą działalność wystawienniczą. Każdego roku otwiera się tam interesująca wystawa tematyczna, zawsze z ogromnym sukcesem. Wystawę Tamary Łempickiej obejrzało blisko 80 tys. osób. Aktualnie do końca marca trwa ekspozycja Mojżesza Kislinga.

Wkrótce w te ślady pójdzie Fundacja Rodziny Staraków, która planuje wzniesienie muzeum według projektu Renzo Piano, jednego z najsłynniejszych włoskich architektów i laureata Nagrody Pritzkera. Zbiory Fundacji Staraków są na tyle cenne i atrakcyjne, iż można założyć, że prywatna placówka muzealna będzie w stanie sama się utrzymać. Coś pięknego!

Rozmawiała Anna Bernat (PAP)

Rafał Kamecki (ur. 1975) – ekspert rynku dzieł sztuki. Prezes i załoz˙yciel portalu Artinfo.pl, najważniejszego i najstarszego przedsięwzie?cia w sferze informacji o rynku dzieł sztuki w Polsce. Absolwent Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, członek zarządu Stowarzyszenia Antykwariuszy i Marszandów Polskich oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy RP. Uhonorowany odznaka? „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, przyznana? przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. W 2021 r. otrzymał nagrodę im. Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego za popularyzacje? idei kolekcjonerstwa w Polsce. Kolekcjoner dzieł sztuki.

abe/ miś/ dki/

Publikacja zawiera linki afiliacyjne.
Źródło:PAP
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Black Red White zamyka produkcję w Zamościu. Pracę tracą setki osób
Tematy
Weź udział w promocji i zgarnij premię
Weź udział w promocji i zgarnij premię

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Kultura i sztuka - kina, teatry, muzea, galerie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki