Restauracja to biznes jak każdy inny. Aby zachęcić klienta, trzeba wyróżnić się na konkurencyjnym rynku. Jedni w tym celu stawiają na walory smakowe oraz wysoki standard - inni znajdują zupełnie nowe sposoby na dotarcie do klienta.


Myśląc o restauracji, oczami wyobraźni widzimy gustowny lokal z miłą obsługą i dobrym jedzeniem. Niektórzy właściciele postanowili jednak przełamać szablonowy obraz lokalu gastronomicznego. Oto 5 dowodów na to, że w biznesie restauracyjnym jest miejsce na innowacje i kreatywność.
Płać za spędzony czas
Rosjanin Ivan Meetin z powodzeniem rozwija sieć restauracji Ziferblat. Klienci odwiedzający lokal mogą się poczuć dosłownie jak w domu. Każdy gość staje się kimś w rodzaju mikronajemcy przestrzeni, którą może wykorzystywać na wiele sposobów. Można pracować, czytać książki, grać na pianinie, zapoznać się z dobrymi ludźmi, uczestniczyć w wydarzeniach, a także pić tyle darmowej kawy lub herbaty, ile się zechce. Klienci Ziferblat płacą bowiem tylko za czas spędzony w lokalu. Pierwszy lokal Ziferblat został uruchomiony w 2011 roku w Moskwie. Dziś Ivan Meetin ma także restauracje m.in. w Petersburgu, Kazaniu, Kijowie oraz Londynie.

Podniebna restauracja
Kto powiedział, że jedynym miejscem na restaurację jest lokal przy ruchliwym deptaku, w rynku czy odnowionej kamienicy. „Lokale” sieci Dinner in the Sky obsługiwane są przy stole zawieszonym na wysokości 50 metrów nad ziemią. Wszystko za sprawą dźwigu, który może stanąć w dowolnym miejscu zgodnie z życzeniem klienta. W ten sposób obiad przy 22 osobowym stole można zjeść nad brzegiem morza, polem golfowym czy w aurze zabytkowych murów. Warunkiem jest oczywiście zgoda właściciela terenu oraz 500 metrów kwadratowych wolnej powierzchni (gdyż tyle potrzeba na umieszczenie dźwigu). Posiłek w chmurach można zjeść obecnie w ponad 30 miejscach na całym świecie.

Restauracja „Atak serca”

W dobie promocji zdrowej żywności i dietetycznych posiłków na brak klientów nie narzekają właściciele restauracji „Heart Attack”. Lokal reklamowany jest jako najbardziej niezdrowa, tłusta i przyprawiającą o natychmiastową miażdżycę naczyń krwionośnych restauracja. W jej menu próżno szukać lekkich sałatek, chudego mięsa czy delikatnych kremów.
Cała karta oparta jest na najbardziej kalorycznych i tłustych produktach, dlatego królują w niej piętrowe burgery, słodzone napoje oraz papierosy bez filtra. Ze specyficznym menu w parze idzie równie osobliwy pomysł na marketing. – Zdaniem lekarzy ciągłe wahania wagi ciała bardzo źle wpływają na zdrowie człowieka. Z naszą kuchnią pomożemy utrzymać masę, a nawet stopniowo ją zwiększać - czytamy na stronie lokalu. Właściciele restauracji w żartobliwym tonie nawołują także do walki z anoreksją.
Zapłacisz, jeśli nie zjesz wszystkiego
Cena to jeden z ważnych czynników mających wpływ na wybór restauracji. Są jednak takie miejsca, w których za obfity posiłek nie trzeba nic płacić. Warunek jest jednak jeden – czysty talerz bez grama pozostawionego jedzenia. Jeśli klientowi uda się zjeść cały posiłek, wówczas z lokalu wychodzi zaspokojony darmową strawą. Za portfel lub kartę płatniczą musi jednak sięgnąć, jeśli okaże się, że przecenił możliwości i nie dał rady górze jedzenia. Taki model swoim klientom proponuje amerykańska restauracja „The Big Texan”. Oprócz dań z tradycyjnego cennika w menu znajduje się ogromny, wołowy stek. Śmiałek, któremu nie uda się w całości zjeść kotleta płaci za posiłek 72 dolary.
Klientka „The Big Texan” bije rekord w szybkości spożycia całego steka.
Restauracja w ciemnościach
„Oczy także jedzą” – ta prawda towarzyszy każdemu ceniącemu się restauratorowi. Inne zmysły, podczas spożywania posiłku, postanowili jednak uruchomić założyciele restauracji Onoir. Kanadyjski lokal, jako jeden z pierwszych na świecie, zaprosił klientów do spożywania żywności, napojów i rozmowy w całkowitych ciemnościach.
Dzięki niecodziennemu otoczeniu gość może w zupełnie inny sposób zasmakować potraw i odświeżyć kulinarne doznania. Procent zysków Onoir przekazywany jest na wsparcie lokalnych stowarzyszeń, które służą niewidomym i niedowidzącym w każdym wieku. Idea znalazła swoją kontynuację także w Polsce. Posiłek podawany przez kelnerów wyposażonych w noktowizory można zjeść w poznańskim lokalu „Dark restaurant”.



























































