Rozbicie w Turcji gangu odpowiedzialnego za fałszowanie dokumentów urzędowych, w tym dyplomów uniwersyteckich, uderzyło w czuły punkt państwa, podważając zaufanie publiczne do jego instytucji - napisał dziennik „Financial Times”.


Minister spraw wewnętrznych Turcji Ali Yerlikaya ogłosił w ubiegłym tygodniu, że w operacjach wymierzonych w gang podrabiaczy dokumentów zatrzymano dotąd 197 podejrzanych. „Śledztwo ujawniło 57 fałszywych dyplomów uniwersyteckich, 108 fałszywych praw jazdy i cztery podrobione dyplomy ukończenia szkoły średniej. Jesteśmy zdeterminowani, aby kontynuować nasze działania, aby żadne przestępstwo ani przestępca nie pozostał bezkarny” – napisał minister na platformie X.
Zgodnie z aktem oskarżenia grupa oszustów zinfiltrowała e-Devlet, portal usług rządowych online, i wykorzystała elektroniczne podpisy wysokich rangą urzędników do produkcji dziesiątek fałszywych dyplomów uniwersyteckich i innych dokumentów urzędowych w zamian za płatności sięgające nawet 2,5 mln lir tureckich (61 tys. dol).
Skandal rozpalił tureckie media społecznościowe, które zapełniły się memami i wzmożoną kontrolą kilku wysoko postawionych urzędników. Najbardziej znanym wśród nich jest Omer Fatih Sayan, 48-letni wiceminister transportu i infrastruktury, który ma 10 dyplomów, w tym dwa tytuły magistra i dwa doktoraty. Politykowi nie udowodniono dotąd podrobienia dokumentu, a on sam zapewnił, że jest zwolennikiem uczenia się przez całe życie.
Aferę skomentował m.in. Ekrem Imamoglu, były burmistrz Stambułu i główny rywal prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Polityk przebywa w areszcie w związku z toczącą się przeciwko niemu sprawą korupcyjną. Jego uniwersytet cofnął też kilka tygodni temu dyplom, co uniemożliwia mu ubieganie się o fotel prezydenta. Mimo to Imamoglu jest kandydatem Republikańskiej Partii Ludowej (CHP) - największej w kraju partii opozycyjnej - w wyborach prezydenckich zaplanowanych na 2028 rok.
„Skala skandalu jest alarmująca, ale dla rządu liczy się tylko mój dyplom i moja kandydatura na prezydenta” – napisał Imamoglu w mediach społecznościowych. „Prawdziwym problemem jest niesprawiedliwość” - dodał.
Prezydent Erdogan oskarżył opozycję o dążenie do dyskredytacji instytucji państwowych poprzez nagłaśnianie działalności gangu. Devlet Bahceli, koalicjant Erdogana, nazwał skandal „złowrogim spiskiem”, którego celem jest „podważenie zaufania społecznego”.
Do wywołujących w Turcji najwięcej emocji podrobionych dokumentów należy fałszywy podobno dyplom wydany inżynierowi budownictwa, którego firma wygrała kilka przetargów infrastrukturalnych. (PAP)
jbw/ kar/


























































