Ukraińcy coraz mniej liczą na wsparcie Stanów Zjednoczonych, ale nie są skłonni do kompromisów terytorialnych i planują, że wojna potrwa przynajmniej jeszcze trzy lata; skończyli też testowanie nowej broni, która umożliwi im skuteczniejsze uderzenia na rosyjskie rafinerie - oceniają źródła dyplomatyczne PAP.


W ubiegły piątek minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski złożył wizytę w Kijowie, w trakcie której spotkał się m.in. z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim oraz z ukraińskim ministrem obrony Denysem Szmyhalem, z którym rozmawiał o współpracy obronnej i wspólnych działaniach wobec rosyjskiej agresji oraz możliwości przechwytywania celów powietrznych. Przemawiał też na dorocznej konferencji Jałtańskiej Strategii Europejskiej (YES) w Kijowie, na której ukraińskie elity i zagraniczni politycy omawiali perspektywy Ukrainy po ponad trzech latach wojny obronnej z Rosją.
Według źródeł dyplomatycznych po rozmowach w Kijowie wiadomo, że Ukraińcy coraz mniej liczą na wsparcie Stanów Zjednoczonych, nie są skłonni do kompromisów terytorialnych i planują, że wojna potrwa przynajmniej jeszcze trzy lata. Skończyli też testowanie nowej broni, która umożliwi im jeszcze skuteczniejsze uderzenia na rosyjskie rafinerie, stąd też - w ocenie rozmówców PAP - ich większa niż spodziewana pewność siebie.
W sierpniu w ukraińskich mediach pojawiły się informacje o rozpoczęciu seryjnej produkcji i wprowadzeniu do ukraińskiego arsenału rakiet manewrujących dalekiego zasięgu Flamingo.
Zdaniem rozmówców PAP obecny problem Zachodu we wsparciu Ukrainy to przede wszystkim problem finansowy. Zauważają, że USA chętnie sprzedają uzbrojenie, Ukraińcy mają „luzy” w swoim przemyśle i są w stanie wyprodukować o wiele więcej wszelakiej broni - o ile dostaną na to pieniądze. Oceniają, że państwo ukraińskie potrzebuje na swoje utrzymanie i na ten przemysł 50 mld euro rocznie.
Wskazują, że opcje na ich uzyskanie są dwie - ze składek albo aktywów agresora. KE deklaruje, że chciałaby, aby korzystanie z nich było rodzajem wypłaty reparacyjnej - w poczet przyszłych reparacji od Rosji. Zdaniem źródeł dyplomatycznych sprawa ta może przyspieszyć do końca roku.
Inny temat poruszany przez polską stronę podczas wizyty w Kijowie dotyczył obrony Polski przed dronami. Źródła PAP oceniają, że Polska obecnie wydaje zbyt duże pieniądze na broń, która dotąd nie okazała się dość skuteczna. Tymczasem - zauważają - krytyka części opozycja dotycząca „strzelania z armaty do much - czyli używania myśliwców do zestrzeliwania dronów nad Polską” - ma trochę sensu. Podkreślają, że obrona przeciwlotnicza powinna być wielowarstwowa, a Polska powinna uczyć się od Ukraińców, którzy zakłócają lot 80 proc. dronów w sposób elektroniczny.
„Tak naprawdę najskuteczniejsze byłyby samoloty turbośmigłowe z karabinami maszynowymi” - zauważa jeden z rozmówców PAP. Wskazuje, że Ukraińcy są zainteresowani współpracą w zakresie uruchomienia wspólnej linii produkcyjnej systemów antydronowych, które mogłyby być produkowane na zasadzie joint venture i w Polsce, i na Ukrainie. Rozmowy na ten temat, podkreślił, będą się toczyć w najbliższym czasie.
Rozmówca PAP ocenił ponadto, że prezydent USA Donald Trump stosuje sprawę ceł na Chiny jako wymówki, by nie wprowadzić sankcji na Rosję. Natomiast stwierdzając, że państwa NATO powinny przestać kupować rosyjską ropę, ma rację - zaznaczył.
Prezydent USA Donald Trump napisał w ubiegłą sobotę na portalu Truth Social, że wystosował list do wszystkich państw NATO i „całego świata”, w którym zadeklarował, że jest gotów nałożyć silne sankcje na Rosję, ale pod warunkiem, że wszystkie kraje Sojuszu przestaną kupować rosyjską ropę. Trump przekonuje też, że nałożenie przez wszystkie pozostałe kraje NATO ceł na Chiny w wysokości od 50 do 100 proc. to kolejny czynnik, który pomoże zakończyć wojnę na Ukrainę. Zdaniem amerykańskiego prezydenta „Chiny mają silną kontrolę, a nawet wpływ na Rosję, a te potężne cła złamią tę zależność”. (PAP)
wni/ kos/ sdd/

























































