Sprzęt, który już swoje odpracował, sprzedaje się coraz lepiej. To szansa dla dilerów i bankowców. Jedni i drudzy powinni poszerzyć ofertę.
Prawie 16,4 tys. używanych ciągników i 12,3 tys. nowych — to ubiegłoroczny wynik rejestracji maszyn. Jeszcze niedawno proporcje były odwrotne. Dla porównania — w 2011 r. wyniki te wynosiły odpowiednio 14,4 tys. i 17 tys. Powody zmiany są trzy: Unia, Unia i Unia.
— Wzrost liczby rejestracji maszyn używanych i spadek nowych świadczą o tym, że polscy rolnicy nadal chcą modernizować parki maszynowe. Rosnące ceny sprzętu, na które wpływają umacniające się euro i coraz mniejsze wsparcie unijne, sprawiają jednak, że zakup nowego traktora jest dla przeciętnego rolnika coraz mniej realny. Dlatego woli zainwestować w maszynę używaną, najczęściej pochodzącą z zagranicy, oszczędzając nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych, które musiałby dołożyć do zakupu nowego ciągnika o podobnych parametrach — mówi Janusz Podróżny, analityk Martin & Jacob, firmy badającej rynek rolniczy.
Nowy plus używany
Zdaniem Mariusza Chrobota, członka zarządu Martin & Jacob, nawet gdy popłyną pieniądze unijne z nowej perspektywy, to ich zdobycie na zakup nowych ciągników będzie utrudnione w porównaniu z wcześniejszymi konkursami, więc ruch na rynku maszyn używanych nie ustanie.
— O pomoc nie mogą się ubiegać m.in. gospodarstwa, które skorzystały z niej w poprzednim programie. Tymczasem zakupiony przez nie ciągnik ma już 7-10 lat, więc nadaje się do wymiany albo zmiany przeznaczenia z maszyny głównej na pomocniczą — mówi Mariusz Chrobot. Przyrównuje obecną sytuację na rynku ciągników do tego, co już przećwiczył przemysł samochodowy.
— Traktory są na masową skalę sprowadzane z zagranicy — przez wyspecjalizowane firmy i rolników indywidualnych, którzy wyszukują oferty na zagranicznych portalach — wyjaśnia Mariusz Chrobot. Biznes na używanych maszynach dostrzegli już dilerzy nowego sprzętu, choć nad Wisłą wciąż dominuje podział na firmy handlujące nowymi i używanymi maszynami rolniczymi. Paweł Bawolski, dyrektor sprzedaży w firmie Korbanek, mówi o powiązaniu jednych z drugimi, sprawdzonej już przed laty.
— Na początku lat 90. nasza firma dużą część obrotów zawdzięczała powiązaniu sprzedażowych maszyn rolniczych z odkupem używanych. Później jednak oczekiwania cenowe klientów sprzedających używany sprzęt, który kupili wcześniej jako nowy, stały się zbyt wygórowane. Obecnie jednak coraz częściej powracamy do sprzedaży wiązanej. Rynek dojrzał, a właściciele zaakceptowali realia — mówi Paweł Bawolski.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu".




























































