Notowania ropy naftowej zaliczają kolejną spadkową sesję, schodząc poniżej 46 dolarów za baryłkę. To najniższe ceny „czarnego złota” od listopada 2016 roku. Analitycy tłumaczą tę przecenę nadmiarem surowca.


We wtorek o 13:45 za baryłkę ropy Brent płacono 45,95 dolarów, a więc o 1,6% mniej niż w poniedziałek. Wcześniej ceny spadły nawet do 45,92 USD, osiągając najniższy poziom od listopada. Amerykańskim surowcem typu Crude handlowano po kursie 43,53 USD za baryłkę, czyli o 1,8% taniej niż dzień wcześniej.
Ropa tanieje sukcesywnie od końcówki maja, spadając w tym czasie z 55 USD do niespełna 46 USD za baryłkę. Ale patrząc w dłuższym terminie, na rynku ropy panuje trend boczny. Od ponad roku rynek poszukuje równowagi w przedziale 40-60 USD za baryłkę i (póki co) ostatnie spadki niczego w tym obrazie nie zmieniają.
Zmieniają się jedynie opinie traderów i analityków. Przy cenach powyżej 55 USD mówi się głównie o ograniczeniu wydobycia przez OPEC i Rosję. Przy stawkach poniżej 50 USD eksperci zwracają uwagę na rosnące wydobycie w USA i innych krajach spoza kartelu. Ale też niektóre kraje OPEC potrafią zaskoczyć wzrostem produkcji. Przykładowo, Nigeria poinformowała o planach zwiększenia eksportu do 226 tys. baryłek dziennie w sierpniu wobec 164 tys. bpd planowanych na lipiec.
KK


























































