REKLAMA

Polacy moto-biedacy? Statystyczne kłamstwo o parku samochodowym

2018-07-31 06:00
publikacja
2018-07-31 06:00

Stereotyp, że Polak kupuje głównie te samochody, za którymi stary Niemiec płakał, wydaje się wciąż żywy. Wiarę w to podsycają dodatkowo statystyki z państwowych baz danych, według których ponad 1/3 aut w kraju ma więcej niż 20 lat. Znaczna ich część powinna już dawno temu zostać wykreślona z bazy, bo tylko psuje sens sporządzania takich zestawień.

Według danych zebranych w Centralnej Ewidencji Pojazdów po polskich drogach wciąż jeździ więcej samochodów pamiętających czasy sprzed I wojny światowej (tak, słownie: pierwszej) niż nowoczesnych samochodów elektrycznych. Wystarczy wyjść na ulicę, żeby się przekonać, że te dane nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością – kiedy ostatnio ktoś widział jednego z ok. 70 000 żuków, które podobno są jeszcze na chodzie? Albo jedną z kilkudziesięciu tysięcy syrenek? Prawdą jest, że to nie my nie potrafimy się rozstać z tymi samochodami za sprawą nostalgii, a Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców z powodu wielu błędów w bazach.

/ fot. Szymon Laszewski / FORUM

Polscy kierowcy od lat w krzywym zwierciadle

Od lat podnoszony jest temat „martwych dusz” w papierach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych dotyczących stanu parku samochodowego. Pomimo wdrożenia nowego systemu CEPiK, problem jak istniał, tak istnieje dalej. I niestety pokazuje krzywy obraz tego, jakimi autami jeździ się po polskich drogach na arenie europejskiej – właśnie takie dane trafiają do Eurostatu. Cóż z tego, że wypadamy na tle sąsiadów jako jeden z najbardziej zmotoryzowanych narodów, skoro 1/3 użytkowanych aut liczy według oficjalnych danych państwowych ponad 20 lat?

Z tym kłamstwem statystycznym niejako próbuje się rozprawić Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego. Nie jest to rozwiązanie idealne, ale nieco lepiej obrazuje portret polskiego kierowcy i jego samochodu. W ostatnim raporcie „Branża motoryzacyjna 2018/19” zaprezentowano statystyki dotyczące parku samochodów osobowych zarówno pełne (czyli te pochodzące z CEP), jak i aktualizowane. Ta kategoria powstała na skutek wcześniejszych wniosków związku o urealnienie danych. Wdrożono zatem definicję pojazdów zarchiwizowanych, czyli samochodów, które mają więcej niż 10 lat (licząc od daty pierwszej rejestracji) i nie były aktualizowane w bazach CEP przez sześć ostatnich lat (z pominięciem pojazdów zarejestrowanych jako zabytkowe).

Jak pominięcie pojazdów zarchiwizowanych wpływa na dane o stanie polskiej motoryzacji? Dość wymowne jest skurczenie się oficjalnej liczby zarejestrowanych samochodów w 2017 roku - 22,57 mln szt. o prawie ¼. Park samochodowy w Polsce w ubiegłym roku wyniósł 16,93 mln szt., biorąc pod uwagę wyłącznie aktualizowane rekordy.

To, czym kończy się uwzględnianie całej populacji wynikającej z dokumentacji w urzędowych rejestrach, można było zobaczyć przy okazji jednej z naszych ostatnich publikacji: „Polacy jednym z najbardziej zmotoryzowanych narodów w Unii Europejskiej”. Z danych Eurostatu (a więc i CEP-u) wynikało, że 34 proc. samochodów w Polsce to te liczące ponad 20 lat. Około 40 proc. to z kolei liczące od 10 do 20 lat. Dołujące, prawda? Jak mantrę powtarza się od wielu lat, że w Polsce jeździ się wciąż starymi gruchotami.

Nie taki Polaka samochód stary, jak go malują?

I patrząc tylko na pierwotne dane, faktycznie można byłoby się pod to hasło podłączyć. Po zaproponowanej przez PZPM obróbce wyłania się jednak nieco bardziej optymistyczny obraz. Według zaktualizowanej struktury wiekowej samochodów osobowych na koniec 2017 roku, ponad 20-letnie auta stanowią niecałe 15 proc., a nie ponad 1/3. Niewiele lepiej wyglądają także na tle parku samochodowego egzemplarze młodsze – te do 4 lat stanowią 11 proc., a co piąta zarejestrowana osobówka ma od 5 do 10 lat.

Struktura wiekowa pojazdów osobowych w Polsce 2017 / PZPM

Najliczniejszą grupą wciąż pozostają auta, dla których od pierwszej rejestracji upłynęło od 10 do 20 lat – w zaktualizowanej populacji stanowią one nieco ponad połowę (55 proc.). To już tak niestety nie cieszy. Tym bardziej, że nawet po aktualizacji danych CEP z badania płynie kolejny smutny wniosek. Pomimo rosnącej sprzedaży nowych aut, średnia wieku przeciętnej osobówki w Polsce zostaje na tym samym poziomie. – Średni wiek samochodu osobowego w 2017 roku (w części aktualizowanej) wynosił 13,8 roku (o 0,2 roku więcej niż w 2016 roku), natomiast mediana sięgała czternastu lat (bez zmian w stosunku do wcześniejszego roku) – czytamy w raporcie.

Oznacza to, że sprzedaż nówek wciąż nie nadrabia dystansu do importu. To właśnie przez zwożenie starych samochodów z zagranicy i rejestrowanie ich w Polsce średnia wieku pojazdu w Polsce nie spada, a nawet nieznacznie rośnie.

Motoryzacyjna czystka

Należy jednak pamiętać, że rozwiązanie polegające na aktualizacji danych bazowych choć poprawia obraz tego, jak faktycznie wygląda park pojazdów w Polsce, to wciąż nie rozwiązuje problemu w satysfakcjonujący sposób. Więcej samochodów powinno zostać wykreślonych chociażby pod względem kryterium ważności ubezpieczenia OC czy przeglądu technicznego. Do tego trzeba albo zmusić Polaków do wyrejestrowywania garażowych trupów, albo przeprowadzić prawdziwą czystkę w papierach.

Proponowali już to posłowie w interpelacjach składanych w ostatnich latach. Wskazywano w nich między innymi na to, że problemem są nie tylko rejestracje, ale także dane samych kierowców, którzy już od dłuższego czasu nie żyją, a wciąż znajdują się w urzędniczych tekach z aktami. W 2016 roku ówczesna minister cyfryzacji Anna Streżyńska zapowiadała, że problem zostanie częściowo rozwiązany wraz z CEPiK-iem 2.0 – daty zgonów miały zostać dodane do rekordów, choć te nie mogły zostać całkowicie usunięte. To jednak pozwoliłoby urealnić zbierane dane o kierowcach i samochodach.

Pod koniec ubiegłego roku, kiedy uruchamiano CEPiK 2.0 i wszystko zapowiadało zmiany na lepsze, poinformowano, że czystek nie będzie jeszcze przez przynajmniej 3 lata. Chociażby z tego względu, że problem jest zbyt duży, żeby rozwiązać go szybkim pstryknięciem palcem. Błędy w danych pojawiają się nawet w tak prozaicznych sprawach, jak literówki w markach pojazdów.

Nawarstwiające się błędy i nieczyszczone regularnie bazy zemściły się i dlatego dziś mamy do czynienia z tak zakłamanym obrazem rzeczywistości, jaki serwują nam oficjalne statystyki. Choć o problemie mówi się częściej na sali sejmowej, to wydaje się, że pomimo świadomości jego istnienia, nie szybko doczekamy się jego rozwiązania.

Źródło:
Tematy
Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Zapytaj eksperta o kredyt hipoteczny

Komentarze (23)

dodaj komentarz
glos_rozsadku
mam nadzieję, że opodatkuję stare diesle. W starych dieslach skąpcy demontują filtr cząsteczek stałych przez co smrodzą, a my to potem wdychamy. Taki dym jest gorszy od papiersowego. Samochód to jest dobro luksusowe. Jak żałujesz kasy na autko to jeździj tramwajem.
macianet
NO tak , a stare statki z silnikami diesla pływają, emitują tyle spalin w atmosferę co jedno miasto aut.Opodatkować auta, statki zostają nie dotyczy.
glos_rozsadku odpowiada macianet
stare statki to jest promil i nie smrodzą Ci pod oknem, ale też należy wymienić na nowe benzyniaki lub elektryki.
trooper
Prosty sposób na usunięcie martwych rekordów z bazy. Przez ostatnie 5 lat nie było wpisu z ubezpieczenie / przeglądu technicznego / zmiany właściciela itp - auto nie istnieje.
macianet
z wyjątkiem pojazdów "żółte tablice", sam taki posiadam. OC roczne nie obowiązkowe, Przegląd Techniczny jednorazowy dożywotni..Zmiana właściciela nie dotyczy.
dziki_losos odpowiada macianet
Tu akurat będzie łatwo, bo wiadomo, które samochody mają "żółte tablice". Można ich po prostu nie uwzględniać w zestawieniach dot. parku samochodowego, bo nie ma sensu zakładać, że ktoś regularnie tym jeździ po drogach.
henczar58
Może wystarczyłoby wziąć do statystyki tylko te samochody które przechodzą przeglądy na stacjach kontroli pojazdów.
mmaciek89
Pewnie, że by wystarczyło, ale zaraz by się okazało że za nowe samochody mamy i już Polak nie ciągnąłby tak chętnie samochodów z za Odry... Biznes musi się kręcić. A nowe są na wyciągnięcie ręki. Z żoną nie zarabiamy milionów ale jak zaczęła potrzebować auta do pracy to nie było problemów aby zakupić jej Pewnie, że by wystarczyło, ale zaraz by się okazało że za nowe samochody mamy i już Polak nie ciągnąłby tak chętnie samochodów z za Odry... Biznes musi się kręcić. A nowe są na wyciągnięcie ręki. Z żoną nie zarabiamy milionów ale jak zaczęła potrzebować auta do pracy to nie było problemów aby zakupić jej aygo. NIedrogi, mały, pali koło 5l, jak na jej potrzeby i warunki w stolicy jest wystarczający. Jakieś duże kombi w ogóle by się nie sprawdziło. Czsem małe jest lepsze
karbinadel
Wiele z poniższych komentarzy wskazuje, że Polak po prostu lubi dziadować
macianet
to nie dziadowanie.TO geniusze strategiczni -Janusze biznesu, umiejący liczyć. Liczący na siebie. Owszem można kupić nowe za 100tys i wydawać co rok 5 tys. w serwisie (za wymiany filtrów).Wygodnie ale nie tanio. To samo z LPG, "korki wstydu", ale po co płacić 5zł za paliwo jak można 2 zł.

Powiązane: Motoryzacja

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki