Magazyn "The Atlantic" opublikował w środę pełny tekst grupowej dyskusji czołowych urzędników administracji Trumpa na temat planowanego uderzenia na rebeliantów Huti w Jemenie, wraz z planem pierwszych fal uderzeń. To reakcja na twierdzenia oficjeli, że na Signalu nie wymieniali się informacjami niejawnymi.


Jak wynika z opublikowanych przez tygodnik zrzutów ekranu, o 11.44 15 marca szef Pentagonu Pete Hegseth wysłał grupie plan pierwszych uderzeń przeciwko Hutim.
Breaking: Read the Signal messages. https://t.co/IKBYmBoQyh
— The Atlantic (@TheAtlantic) March 26, 2025
"1215et(czasu wschodnioamerykańskiego-PAP): Start F-18 (1. pakiet uderzeń)1345: Rozpoczyna się 1. okno uderzeń F-18 (terrorysta będący celem jest w znanej lokalizacji, więc WSZYSTKO POWINNO ODBYĆ SIĘ O CZASIE - poza tym start dronów uderzeniowych (MQ-9)" - wymieniał Hegseth. Kolejne punkty harmonogramu obejmowały kolejną falę uderzeń za pomocą myśliwców F-18, uderzenie za pomocą dronów MQ-9 oraz wystrzelenie rakiet Tomahawk z okrętów.
"Mamy obecnie czysty OPSEC (bezpieczeństwo operacyjne-PAP). Szczęść Boże naszym wojownikom" - dodał minister obrony.
O 13.48 doradca bezpieczeństwa narodowego Michael Waltz oznajmił grupie, że "budynek się zawalił", potem dodając, że chodzi o budynek dziewczyny "czołowego gościa od rakiet", w którym przebywał namierzany terrorysta. Po tym szereg uczestników dyskusji chwalił dobre wykonanie misji, zaś Waltz odpowiedział za pomocą emoji przedstawiających pięść, ogień i amerykańską flagę.
"The Atlantic" - którego redaktor naczelny Jeffrey Goldberg został omyłkowo zaproszony do dyskusji na czacie - początkowo nie opublikował wiadomości Hegsetha, twierdząc, że informacje tam zawarte mogły być niejawne i zaszkodzić bezpieczeństwu narodowemu. Pismo zdecydowało się ujawnić szczegóły po tym, jak szefowie służb oraz sam Hegseth stwierdzili, że zawarte tam informacje nie były niejawne, i że "nikt nie wysyłał planów wojennych".
Zapytana o to, czy pismo może opublikować pełny tekst dyskusji, rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zgłosiła obiekcje wobec publikacji. "Miały to być wewnętrzne i prywatne narady wśród wysoko postawionej kadry kierowniczej i omawiano tam wrażliwe informacje. Więc z tych powodów — tak, sprzeciwiamy się publikacji" - napisała Leavitt.
Już po publikacji doradczyni prezydenta i prawniczka Alina Habba bagatelizowała sprawę, sugerując, że sprawa jest rozdmuchana.
"Słuchajcie, jest, jak jest. Na koniec dnia — moim zdaniem — oni robią coś z niczego. Mamy reportera, który próbuje zdobyć sławę" - stwierdziła. Dodała, że Biały Dom jest w pełni za Waltzem, który zorganizował czat na Signalu. Podkreśliła również, że najwyżsi rangą urzędnicy mogą korzystać z Signala.
Wbrew temu, co pierwotnie sugerował Goldberg, wysłana pierwotnie przez Hegsetha wiadomość nie zawierała konkretnych informacji o celach uderzeń. Mimo to zdaniem części ekspertów plan uderzenia według wytycznych powinien być objęty klauzulą Top Secret (ściśle tajne).
"Zgodnie z wytycznymi DNI (Dyrektora Wywiadu Narodowego) tego typu informacje powinny być klasyfikowane jako ŚCIŚLE TAJNE" - napisał były rzecznik Departamentu Stanu i były pracownik CIA, Ned Price, podając link do wytycznych. Według zamieszczonych na stronie DNI zaleceń klauzulą TS powinny zostać objęte "informacje wskazujące lub ostrzegające z wyprzedzeniem, że Stany Zjednoczone lub ich sojusznicy przygotowują się do ataku".
Dyrektorka Wywiadu Narodowego: dodanie dziennikarza do dyskusji na Signalu było błędem
Dodanie dziennikarza do dyskusji na Signalu o uderzeniu w Jemenie było błędem, ale nie zostały tam podane żadne informacje niejawne - powiedziała w środę w Izbie Reprezentantów dyrektorka Wywiadu Narodowego Tulsi Gabbard. Demokraci zarzucili jej kłamstwo, zaś administracja Trumpa bagatelizuje sytuację.
Gabbard, która brała udział w dyskusji na Signalu, odpowiadała w środę na pytania kongresmenów podczas wysłuchania przed komisją ds. wywiadu w Izbie Reprezentantów. Mimo że w środę magazyn "The Atlantic" opublikował pełny zapis czatu włącznie z harmonogramem uderzeń w Jemenie, koordynatorka służb wywiadowczych USA nadal utrzymywała, że nie były to informacje niejawne.
"To był błąd, że reporter został przypadkowo dodany do czatu z wysokimi rangą decydentami bezpieczeństwa narodowego, którzy dyskutowali o polityce dotyczącej zbliżających się ataków na Huti i skutków ataku. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego wziął na siebie pełną odpowiedzialność za to, a Rada Bezpieczeństwa Narodowego przeprowadza dogłębną analizę" - powiedziała Gabbard.
"Rozmowa była szczera i delikatna, ale jak stwierdził prezydent i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, nie udostępniono żadnych tajnych informacji. Nie udostępniono żadnych źródeł, metod, lokalizacji ani planów wojennych. Była to standardowa informacja dla gabinetu bezpieczeństwa narodowego, która została dostarczona wraz z aktualizacjami przekazanymi zagranicznym partnerom w regionie" - dodała.
W podobnym tonie reagowali w środę na publikację inni zamieszani urzędnicy, którzy skupili się na atakowaniu dziennikarza Jeffreya Goldberga, który ujawnił sprawę.
"The Atlantic opublikował tak zwane +plany wojenne+, a te +plany+ obejmują: Brak nazw. Brak celów. Brak lokalizacji. Brak jednostek. Brak tras. Brak źródeł. Brak metod. I brak tajnych informacji. To są naprawdę g... plany wojenne" - napisał na platformie X szef Pentagonu Pete Hegseth. "To dowodzi tylko jednej rzeczy: Jeff Goldberg nigdy nie widział planu wojennego ani +planu ataku+ (jak teraz to nazywa)" - dodał.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt nazwała Goldberga "antytrumpowskim hejterem" i "propagandystą".
Jak jednak zwracali uwagę w środę członkowie komisji ds. wywiadu, w wysłanym przez Hegsetha planie operacji przeciwko Huti zawarte zostały dokładne godziny planowanych uderzeń i harmonogram startu samolotów. Podkreślali, że wytyczne zarówno Pentagonu, jak i Biura Dyrektora Wywiadu Narodowego nakazują klasyfikację takich informacji jako tajne lub ściśle tajne.
Jednak jak tłumaczyła w środę Gabbard, ostatecznie to sam szef resortu obrony może zdecydować, jak sklasyfikować swoje informacje. Szef agencji wywiadu wojskowego DIA Jeffrey Kruse przyznał mimo to, że gdyby Huti lub przeciwnicy Ameryki zdobyli informacje podane w czacie przez Hegsetha, mogłoby to negatywnie wpłynąć na operację.
"Idea, że to nie są informacje niejawne, to zwykłe kłamstwo. To okłamywanie kraju" - stwierdził kongresmen Demokratów Joaquin Castro.
Przedstawiciele administracji USA bronili też w środę użycia do dyskusji o planach ataku powszechnie dostępnej aplikacji Signal. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt stwierdziła, że jest to bezpieczny i skuteczny sposób do szybkiej komunikacji, zaś Gabbard - że Signal jest rutynowo instalowany na urządzeniach służbowych. Leavitt sugerowała też, że nikt z zamieszanych nie straci swojego stanowiska.
Jednak podczas wysłuchania zarówno szef DIA Kruse, jak i szef Agencji Bezpieczeństwa Narodowego gen. Timothy Haugh przyznali, że Pentagon w ostatnim czasie przestrzegał urzędników przed używaniem Signala.
Krytycznie wobec podejścia administracji Trumpa wypowiedział się w środę szereg Republikanów w Kongresie. Były generał lotnictwa, kongresmen Don Bacon, stwierdził, że podane przez Hegsetha dane były wrażliwe i niejawne, a Biały Dom powinien przyznać się do błędu, by "zachować swoją wiarygodność".
Lider Republikanów w Senacie John Thune powiedział, że administracja "popełniła błąd, powinna się do tego przyznać i to naprawić", zaś szef komisji ds. sił zbrojnych Roger Wicker zapowiedział, że zwróci się o przyspieszone śledztwo w sprawie do inspektora generalnego Pentagonu.
W środę do sprawy swojego udziału w czacie odniósł się też wysłannik ds. Bliskiego Wschodu Steve Witkoff, który został dodany do grupy, kiedy przebywał w Moskwie na rozmowach z Władimirem Putinem. Witkoff stwierdził, że nie zabrał do Rosji swojego osobistego telefonu, na którym miał zainstalowaną aplikację.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ mms/












































