Sąd w Częstochowie uznał winę dwóch ochroniarzy Jarosława Kaczyńskiego, oskarżonych o bezpodstawne użycie siły i przekroczenie uprawnień w związku z niewpuszczeniem działacza KOD na spotkanie z prezesem PiS. Jednocześnie sąd umorzył warunkowo sprawę na dwa lata.


Obaj ochroniarze - Dariusz K. i Tadeusza M. - mają też zapłacić pokrzywdzonemu działaczowi KOD nawiązkę po 3 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze m.in. koszty sądowe. Wyrok jest nieprawomocny.
Proces w Sądzie Rejonowym w Częstochowie dotyczył wydarzeń z 15 października 2022 r. Tego dnia prezes PiS Jarosław Kaczyński miał w auli Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie spotkanie z mieszkańcami. Ochroniarze nie wpuścili 75-letniego emeryta i działacza KOD, Ryszarda Raczka; wykręcili mu ręce i siłą wyrzucili za drzwi.
Sędzia Anna Pilarz w ustnym uzasadnieniu wyroku stwierdziła w piątek, iż wina oskarżonych nie budzi wątpliwości. - Poszkodowany stawiał opór bierny, w takim wypadku oskarżeni nie mieli prawa użyć wobec niego przemocy - mówiła Pilarz.
- Nieważne, czy był on upoważniony do wejścia na spotkanie czy nie; oskarżeni powinni zawiadomić policję - podkreśliła. Jednocześnie dodała, że przebieg wydarzenia nagrały kamery monitoringu.

Sędzia zaznaczyła, że zaistniały jednak warunki do umorzenia postępowania: - Incydent trwał krótko, a poszkodowany nie doznał obrażeń poza zaczerwieniami skóry - powiedziała.
Zawiadomienie do prokuratury o możliwości przekroczenia uprawnień przez ochroniarzy Jarosława Kaczyńskiego złożył Raczek - wskazał, że doszło do naruszenie jego nietykalności cielesnej. Prokuratura początkowo odmówiła śledztwa; wznowiono je po odwołaniach. Pod koniec kwietnia 2025 r. Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Północ oskarżyła ochroniarzy o bezpodstawne użycie siły.
Miesiąc później Sąd Rejonowy w Częstochowie wydał wyrok nakazowy (bez przeprowadzenia procesu i udziału stron): uznał obu ochroniarzy za winnych i skazał ich na grzywny: Dariusza K. na 5 tys. zł, a Tadeusza M. na 4 tys. oraz zapłatę Raczkowi zadośćuczynienia - każdy po 500 zł. Ponieważ wpłynął sprzeciw, rozpoczął się proces.
Prokurator Mateusz Chajduga podnosił w nim, iż Raczek, który występował też w roli oskarżyciela posiłkowego, mógł mieć przekonanie, że spotkanie jest otwarte. Tak je zapowiadano, a w aktach znajduje się potwierdzenie przez ówczesnego sekretarza generalnego partii.
Obrońca obu oskarżonych adw. Justyna Kisiel wnosiła zaś o ich uniewinnienie. Mówiła, iż spotkanie było otwarte, ale dla członków i sympatyków PiS.
- Nawet w przypadku spotkania otwartego, organizator ma prawo decydować o niewpuszczeniu osoby, która zachowuje się w sposób zagrażający. A normalne zachowanie to takie, że jeśli nie zostajemy wpuszczeni, to odchodzimy z godnością, a nie awanturujemy się. Pokrzywdzony jest znanym w Częstochowie skrajnym przeciwnikiem PiS - powiedziała w mowie końcowej.
Podczas procesu okazało się, że choć obaj oskarżeni mieli licencję ochroniarzy, to formalnie przy tym wydarzeniu zatrudniony był Dariusz K., zaś Tadeusz M. przyszedł mu pomagać. (PAP)
th/ ugw/































































