Blisko połowa niemieckich pociągów dalekobieżnych zakończyła w październiku trasę z opóźnieniem - wynika z danych Deutsche Bahn. Niemiecki przewoźnik uznaje pociąg za spóźniony, jeśli jego przyjazd przekracza rozkładowy czas o co najmniej sześć minut.


Dokładny odsetek pociągów dalekobieżnych, które nie przyjechały zgodnie z rozkładem wyniósł w październiku w Niemczech 49,5 proc.. Tych bez opóźnienia - 51,5 proc. Powyższe dane uzyskały od niemieckiego przewoźnika „Sueddeutsche Zeitung” oraz agencja dpa.
Październikowy wynik oznacza, że sytuacja na kolei w Niemczech pogorszyła się. W pierwszej połowie roku ponad jedna trzecia pociągów dalekobieżnych w Niemczech przyjeżdżała z opóźnieniem wynoszącym co najmniej sześć minut.
Choć niemiecka kolej od lat spotyka się z krytyką z powodu opóźnień, to najnowsze dane przedstawiają wyjątkowo ponury obraz - ocenia agencja dpa. Za główną przyczynę październikowych opóźnień uznaje się prace naprawcze wynikające z postępującej degradacji infrastruktury, usterki sieci trakcyjnej oraz zakłócenia spowodowane jesienną pogodą.
Deutsche Bahn uwzględnia w swoich statystykach jedynie opóźnienia wynoszące co najmniej sześć minut, kursy odwołane nie są liczone.
„Der Spiegel” ujawnił we wrześniu, że niemiecki państwowy przewoźnik kolejowy celowo odwołuje całe kursy, by poprawiać statystyki opóźnień. Źródła gazety informowały, że „powszechną procedurą jest odwoływanie pociągów w celach statystycznych”. Zaniżonymi w ten sposób danymi o liczbie opóźnień firma chwaliła się na konferencjach prasowych i spotkaniach biznesowych.
Zgodnie z nową strategią ogłoszoną we wrześniu przez ministra transportu Patricka Schneidera do końca 2029 roku punktualność pociągów dalekobieżnych ma wzrosnąć do 70 proc. Docelowo ma osiągnąć poziom 90 proc.
Deutsche Bahn ma zadłużenie w wysokości około 20 mld euro, a w pierwszej połowie 2025 roku spółka poniosła stratę w wysokości 760 mln euro.
Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)
mobr/ mms/



























































