REKLAMA
TYLKO U NAS

Niejasna sytuacja na naszym Foreksie

Jacek Maliszewski2002-06-10 22:27
publikacja
2002-06-10 22:27

Niejasna sytuacja na naszym Foreksie


Często zastanawiam się, czy gdyby Polska była rządzona w inny sposób i zamiast narastania długu publicznego notowalibyśmy nadwyżkę budżetową, to czy wtedy nie musielibyśmy płacić "lenna" na rzecz lobby "trutnio-socjalistycznego" z Londynu (jak wypowiada się jeden z uczestników forum dyskusyjnego Bankiera) za utrzymanie stabilności. Czy moglibyśmy pozwolić wtedy sobie na odwołanie Prezesa NBP i przewodniczącego RPP bez obawy, iż dojdzie do silnej deprecjacji złotego (brak zagranicznych inwestorów na naszym rynku papierów skarbowych nie mógłby spowodować panicznej ucieczki od złotówki) i tym samym do wpadnięcia w pułapkę zadłużeniową (vide: Argentyna)? Czy wyobrażacie sobie sytuację, w której przez dziesięć kolejnych lat Polska notując nadwyżkę budżetową w wysokości 1-2% PKB odkłada i inwestuje te pieniądze w amerykańskie obligacje rządowe? Gdyby tak oszczędzać przez 20 lat, to może nawet udałoby się całkowicie zlikwidować podatki w kraju, a wszystkie obecne wydatki budżetowe (budowa dróg i mostów, opłacanie szpitali, sądów, wojska i policji i kilku innych instytucji) finansować z wypłat odsetek od posiadanych obligacji amerykańskich? To by była frajda, gdyby tak podatnicy amerykańscy finansowali nam budowę autostrad... Marzenia...

Póki co zadłużamy się systematycznie. Mogę wręcz powiedzieć, iż pożyczanie pieniędzy i życie na kreskę wychodzi nam bardzo dobrze. W tej konkurencji (gdyby zorganizowano mistrzostwa świata) moglibyśmy walczyć ze wszystkimi.

Dziś, gdy długi Polski (zagraniczny oraz wewnętrzny, co ciekawe w znacznej części również w rękach zagranicy) przekracza już 70 miliardów dolarów, wypadałoby raczej stonować swe wypowiedzi i zaprzestać ataków na niezależność Banku Centralnego. Bardzo szybko bowiem możemy doprowadzić kraj do niewypłacalności. Czy wyobrażacie sobie sytuację w której nagle w ciągu kilku tygodni zagraniczni inwestorzy spróbowaliby odzyskać swoje zainwestowane pieniądze i sprzedać obligacje oraz bony skarbowe? Przypuszczam, że ponieśliby oni podwójną stratę, i na spadku cen obligacji (wzrost rentowności) i na różnicach kursowych. Straciliby jak nic! Ale my stracilibyśmy chyba więcej. Stracilibyśmy wiarygodność dłużnika. Musielibyśmy zawiesić obsługę zadłużenia i dołączyć tym samym do grona takich krajów jak Turcja, Argentyna i Rosja. No gdybyśmy następnie podążali drogą Rosji, która po szoku walutowym wprowadziła podatek liniowy, to może nie byłoby to takie złe rozwiązanie ;-)

Dobrze, dość tego narzekania. Chciałem jedynie uzmysłowić, iż nie wszystko jest takie proste, jak się niektórym wydaje. Odwołanie szefa NBP to nie dobre rozwiązanie. Trzeba raczej walczyć z przyczyną, a nie z objawami. A przyczyną obecnej sytuacji (silna pozycja złotego i nieustanny napływ zagranicznych spekulacyjnych kapitałów na nasz rynek papierów skarbowych) jest właśnie ciągłe zadłużanie się sektora publicznego i emitowanie wysoko oprocentowanych obligacji.

Przejdźmy do konkretów. Na zamieszczonym obrazku przedstawiłem wartość rat kapitałowo odsetkowych, które w kolejnych latach musimy, jako obywatele Polski spłacić. Widzimy, że jest to już ponad 7 miliardy dolarów, i kwota ta ciągle rośnie. W środę minionego tygodnia udało się ten dług powiększyć o kolejne 3,8 miliard złotych sprzedają obligacje dwu i pięcioletnie o stałej stopie procentowej. Popyt ze strony inwestorów na środowym przetargu był przeogromny. Nie cieszy mnie to bynajmniej, gdyż Rząd widząc z jaką łatwością plasuje kolejne pożyczki na rynku, nie zawaha się przed wyciągnięciem ręki po nowe i nowe pieniądze od wierzycieli. I cóż z tego, że ostatnie transakcje udało się przeprowadzić po znacznie niższej cenie, niż dotychczas (patrz spadek rentowności obligacji 2-letnich oraz 5-letnich). Naprawdę nie wiem co by się stało, gdyby nie szansa rychłego wstąpienia w szeregi krajów należących do Unii Europejskiej. Tylko czy aby nie przeceniamy znaczenia tego faktu? Podatnicy Unijni nie spłacą za nas tego długu - na to nie liczmy. Sam płać za swe długi. Kończąc ten temat chciałbym zwrócić uwagę, iż właśnie 12 czerwca nadejdzie dzień większego wykup obligacji 5-letich starej emisji (na kwotę ponad 2 miliardy złotych).

Spójrzmy teraz jeszcze na układ sił na rynku lokat międzybankowym. Ostatnim razem wskazałem, iż uczestnicy rynku byli mocno zaskoczeni decyzją RPP obniżającą stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Tym razem gracze nabrali wiary w dalsze redukcje stóp o 25 punktów bazowych w ciągu nadchodzącego miesiąca, o czym świadczy kształt krzywej FORWARD dla rynku lokat międzybankowych w Polsce. A to może oznaczać jedno - dalsza chęć wejścia w posiadanie papierów skarbowych o stałej stopie procentowej jeszcze przed kolejną obniżką krótkoterminowych stóp. Złotówka więc nadal skazana będzie na utrzymanie swej silnej pozycji (no chyba, że dojdzie do gwałtownego załamania, o czym wspominałem na wstępie) i należy się z tym liczyć. Ja przyznam, że od pewnego czasu straciłem cierpliwość i wolałem pozamykać wszystkie swoje pozycje (długie pozycje w euro) walutowe. Nie lubię tego typu sytuacji, gdy szansa zarobku jest znaczna, pod warunkiem, że dobrze postawimy w grze "czarne-czerwone". A taką właśnie grę mamy obecnie na naszym rynku walutowym. Od tego, co narodzi się w głowach polityków, zależeć będzie cena dolara i euro. Zdecydowanie bardziej wolę wykrywać prawidłowości statystyczne, niż próbować odgadywać czyjeś indywidualne myśli. Na temat rynku walutowego (wraz z wykresami) napisze więcej w dalszej części komentarza. Dodam tylko, iż ciekawie wygląda jedynie gra na rynku eur/usd. Ale o tym później.

Spójrzmy teraz jeszcze na rynek lokat międzybankowych nominowanych w euro oraz w dolarze. Na obydwu rynkach widać oczekiwania na zwyżkę krótkoterminowych stóp o 25 punktów bazowych w ciągu nadchodzących miesięcy. Ale co ciekawe na razie szybciej rosną oczekiwania na wzrost stóp w strefie Euro, niż w strefie dolarowej, o czym świadczy powiększająca się różnica pomiędzy oprocentowaniem 3-miesięcznych lokat na obydwu tych rynkach (od 20 maja trwa jednak korekta trendu głównego).

Na rynku długoterminowych amerykańskich papierów skarbowych trwa konsolidacja notowań, które oscylują wokół rentowności do wykupu na poziomie 4,8-5,4% dla papierów 10-letnich. Wzrost rentowności tego typu papierów oznacza spadek ich ceny rynkowej. Oznaczałoby to rozpoczęcie bessy na tym rynku i podążanie w ślad za rynkiem akcji, który także nadal znajduje się w objęciach bessy. Czy inwestorzy próbujący ratować swoje kapitały (lub realizować zyski) skierują pieniądze na inne rynki? Może na rynki europejskie? Może na rynek złota i innych metali szlachetnych? Sam chciałbym to wiedzieć.

Przejdźmy teraz do spraw związanych z walutami. Ten wstęp omawiający rynek pieniężny będzie dobrym prologiem do tego, co za chwilę napiszę. Faktem jest, iż od pewnego czasu euro zyskuje znacznie w stosunku dom dolara. Tak naprawdę dopiero próba testu poziomu 0,96 dolara za euro odpowie nam na pytanie, czy euro będzie dalej zyskiwać na wartości przez kolejnych kilkanaście miesięcy, czy też powróci do jedenastoletniego trendu spadkowego? Ja widzę większą szansę na przełamanie poziomu 0,96 (może nie za pierwszym razem) i rozpoczęcie kilkuletniej nowej fali na tym rynku.

Podobnie rzecz się ma na rynku chf/usd. Tam po powstaniu formacji podwójnego dna na wysokości 0,55 dolara za franka szwajcarskiego, obecnie zbliżamy się do silnego oporu na wysokości 0,65. Przełamanie tego poziomu skutkować powinno dalszym wzrostem wartości franka do poziomu 0,77. Na wykresie kwartalnym widać to chyba jeszcze dokładniej.

Podobna sytuacje jest na rynku gbp/usd. Jednak tutaj dolar nie traci aż tak bardzo względem funta brytyjskiego. Na wykresie miesięcznym widać wyraźnie, iż właśnie ważą się losy tego rynku.

Dolar traci również względem walut środkowoeuropejskich. Względem korony czeskiej przełamał wieloletni trend wzrostowy i obecnie pogrąża się w otchłaniach bessy. Podobnie względem forinta węgierskiego. Na wykresie długoterminowym wygląda to jeszcze ciekawiej.

Na tym tle nasz złotówka wcale nie wygląda aż tak silnie, jak uważają to nasi politycy będący u steru władzy. Ale chyba się powtarzam, gdyż nie tak dawno wskazywałem, iż złotówka w ciągu roku utraciła do korony czeskiej ponad 25% a do forinta "tylko" 16%. Widocznie wcale nie jesteśmy aż tak silnym gospodarczo krajem ;-)

Na zakończenie spójrzmy na wykresy, które podaję najczęściej. I tak na wykresie kursu koszyka walutowego mamy obecnie okres konsolidacji. Groźnie wygląda zapowiadająca się formacja podwójnego szczytu na wysokości 3,96 złotego za koszyk. Z drugiej strony mamy dość silne wsparcie na wysokości 3,88 złotego. Rozpiętość tego korytarza to tylko niecałe 2%. Dla mnie to żaden interes. Przyznam, iż nie wiem w którą stronę może teraz pójść rynek. Za dużo niepewności. Za dużo poza rynkowych zmiennych mogących wywołać gwałtowną reakcję. Dlatego też spakowałem swe manatki i wycofałem się z gry na pewien czas. Na wykresie tygodniowym wygląda to podobnie tajemniczo.

A jak sprawy się mają na rynku dolara i euro? Dolar będzie miał olbrzymie trudności, by utrzymać notowania powyżej 4 złotych. Euro natomiast chyba na jakiś czas wyczerpało swój potencjał wzrostowy. Na wykresie tygodniowym widać to dokładniej.

Cóż można dodać? Chyba faktycznie warto troszkę postać z boku i przypatrywać się rozwijającej się sytuacji zarówno tej na rynku jak i tej w kuluarach sejmowych. Jeśli jednak ktoś musi (nałóg) grać co dzień i co dzień narażać się na stres, to proponuję mu grę na rynku eur/usd. Można to zrobić zakupując i sprzedając odpowiednie zestawy kontraktów NDF (tzw. crossy). Duży zarobek może pojawić się szczególnie po przebiciu wspominanego poziomu 0,96 dolara za euro. Ja nadal jestem mocno przekonany, iż niebawem euro będzie droższe od dolara. A na jakim poziomie się zrównają względem złotego? Myślę, że mogą to być okolice 3,90 złotego za każdą z walut.

Kończąc chciałbym życzyć wszystkim udanych inwestycji. A naszym piłkarzom lepszego meczu. Obyśmy tylko nie zagrali formacją 2-3-4 (czyli 2:0 z Koreą, 3:0 z Portugalią i 4:0 z USA) ;-)

Jacek Maliszewski

e-mail:

Jacek.Maliszewski@waw.bankier.pl
Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Długi

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki