Próżny i niestały Donald Trump może zostać łatwo zmanipulowany przez Putina, a spotkanie obu przywódców na Alasce może przynieść taki rezultat jak porozumienie z Monachium w 1938 roku - ostrzega w poniedziałek główny komentator spraw zagranicznych "Financial Timesa" Gideon Rachman.


Porozumienie z Monachium jest często podawane jako przykład nieumiejętności przeciwstawienia się dyktatorom. Szczyt Trump-Putin na Alasce już przypomina sytuację z Monachium pod jednym względem - rząd Czech nie był reprezentowany podczas negocjacji, w czasie których Hitler, Mussolini oraz premierzy Francji i Wielkiej Brytanii, Edouard Daladier i Neville Chamberlain oddali Niemcom czeskie Sudety - ocenia publicysta brytyjskiego dziennika.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski jak na razie nie został zaproszony na szczyt, a nieostrożne wypowiedzi Trumpa o „wymianie terytoriów” włączyły sygnały alarmowe w Kijowie i stolicach Europy. Istnieje bowiem obawa, że „próżny i niestały Trump zostanie z łatwością zmanipulowany przez Putina - stalowego i skupionego na szczegółach dyktatora” - uważa Rachman.
Najgorszy możliwy scenariusz, jaki może się wyłonić z rozmów na Alasce, to właśnie porozumienie Trumpa i Putina o „wymianie terytoriów”; zaś „celem Putina jest zapewne przedstawić Ukrainie takie ustalenia jako »fait accompli« (fakt dokonany) (...). Jeśli Ukraina odrzuci taki deal, Rosjanie liczą na to, że USA odetną pomoc dla Kijowa” - ostrzega autor.
Jednak pośród „gorączkowej dyplomacji i intensywnych emocji” powstaje ryzyko, że Ukraińcy i Europejczycy mogą stracić z pola widzenia strategiczną wizję tego, co należy osiągnąć i co jest osiągalne. Z najbardziej przekonujących analiz sytuacji na Ukrainie wynika, że powoli przegrywa ona tę wojnę i ma coraz większe problemy z rekrutacją żołnierzy, których zaczyna brakować na linii frontu - pisze komentator.
Stanowisko Kijowa, który głosi, że nie odda żadnego terytorium jest oparte na zasadach, ale w obecnej sytuacji „jest nierealistyczne” - dodaje.
„Kluczowe jest rozróżnienie między ustępstwami terytorialnym de facto i de iure”. W strategicznym, szerokim myśleniu o przyszłości Ukrainy przydatny jest przykład Finlandii, o którym przypomina jej prezydent Alexander Stubb, „ważny gracz w toczących się obecnie rozmowach dyplomatycznych” na ten temat - konstatuje autor.
Finlandia stoczyła z ZSRR dwie wojny w latach 40., utraciła około 10 proc. swego terytorium, a po wojnie musiała pozostać państwem neutralnym, by nie antagonizować Rosji Sowieckiej; ale najważniejsze jest to, że w sensie prawnym zdołała zachować niepodległość i demokrację, co pozwoliło jej rozwijać się jako kraj wolny, który stał się zamożny i odnosił sukcesy - przypomina Rachman, oceniając, że historia tego kraju może posłużyć za pewne ramy do negocjacji dotyczących przyszłości Ukrainy.
„Istnieje jednak oczywiste ryzyko związane ze szczytem na Alasce - że Putin bardzo dogłębnie zastanawiał się przez dłuższy czas nad tymi wszystkimi kwestiami. Trump, jak zwykle, będzie bardziej zainteresowany ogłoszeniem swego triumfu, niż żmudną pracą nad praktycznymi aspektami dealu” - ostrzega autor, który już we wcześniejszych artykułach zwracał uwagę, że istnieje poważne ryzyko, iż Trump wstrzyma ponownie pomoc wojskową dla Ukrainy.
W sobotę publicysta "Washington Post", historyk i ekspert prestiżowej amerykańskiej Rady Stosunków Zagranicznych (CFR) Max Boot napisał na łamach waszyngtońskiego dziennika, że desperackie pragnienie Trumpa, by otrzymać nagrodę Nobla za pokój na Ukrainie sprawia, iż prezydent pozwala, by manipulował nim Putin i grozi powtórką z porozumienia z Monachium w 1938 roku.
Boot przypomniał, że gdy „Chamberlain oddał Hitlerowi czeskie Sudety (...) nie konsultując się z Czechami”, nie otrzymał nic w zamian, prócz mglistych obietnic pokoju, a Winston Churchill skomentował to wówczas tak: „Mieliśmy wybór pomiędzy hańbą i wojną, wybraliśmy hańbę i będziemy mieli wojnę”.
„Sueddeutsche Zeitung”: na Alasce zdecydują się losy wolnej Europy
Kraje Europy miały nadzieję, że Trump prędzej czy później zrozumie, iż jego „orgia ceł” zaszkodzi Amerykanom, a Putin gra mu na nosie. Przez pewien czas wydawało się, że Trump trochę przystopuje, ale potem Europejczycy „padli na kolana i zaakceptowali (jego) cłowy dyktat” – pisze publicysta Daniel Broessler w komentarzu opublikowanym w poniedziałek na portalu niemieckiego „Sueddeutsche Zeitung”. W jego ocenie zagrożenie wynikające ze spotkania Trumpa i Putina, zaplanowanego na 15 sierpnia na Alasce, jest „znacznie większe” niż porażka UE w wojnie celnej z USA.
„Niesprawiedliwe cła zaszkodzą gospodarce niemieckiej, która jednak poradzi sobie z tym problemem. Europejskie firmy w dłuższej perspektywie dostosują się do nowej sytuacji i poszukają nowych rynków” - przewiduje autor. Natomiast szkody, które mogą powstać wskutek porozumienia Trumpa z Putinem będą nieodwracalne - ostrzega.
Nie wszystko jest już teraz jasne, ale widać, że prezydent USA chce „skłonić rosyjskiego dyktatora do rozejmu poprzez wielkie terytorialne ustępstwa kosztem Ukrainy” – zauważa Broessler. Jak zaznacza, należy obawiać się, że w zamian Trump „nie dostanie nic lub dostanie niewiele”. „Gdyby do tego doszło, zgubiona byłaby Ukraina i nie tylko ona” – czytamy w „SZ”.
„Decydują się losy - i nie jest to przesada - demokratycznej, wolnej Europy” – podkreśla dziennikarz. Agresja Rosji na Ukrainę w 2022 r. była atakiem na europejski porządek pokojowy. Chodziło o to, czy granice mają jeszcze jakieś znaczenie i czy Europa zdoła przeciwstawić się imperialnym apetytom Rosji.
Porozumienie, do którego Trump może zmusić Ukrainę, daje odpowiedź, której „nie będzie można cofnąć” - przekonuje „SZ”. Dokładny przebieg nowej granicy (między Rosją a Ukrainą - PAP) ma dla Putina drugorzędne znaczenie, bo obowiązywałby i tak tylko do czasu, gdy Kreml uzna, że sytuacja dojrzała do kolejnego zaboru ziemi. Poczucie bezpieczeństwa zostałoby bezpowrotnie stracone - pisze.
Nadzieje prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i jego kraju związane są z Europą, która wcale nie jest bezbronna – podkreśla Broessler. Jak tłumaczy, Trump nie ma planu na czas po rozejmie - do tego potrzebuje państw Europy, ich pieniędzy i gotowości do poluzowania sankcji. Europejczycy mogą wzmocnić pozycję Zełenskiego. Muszą utrzymać pomoc zbrojną dla Ukrainy; bez pomocy Amerykanów armia ukraińska nie może odmienić losów wojny, ale z pomocą Europy może oprzeć się dyktatowi pokojowemu.
Europejczycy skupieni wokół prezydenta Francji Emmanuela Macrona i kanclerza Niemiec Friedricha Merza tym razem nie mogą ustąpić - zaznacza „SZ”. Nie mogą zaakceptować żadnego porozumienia, które pozostawia Ukrainę bez ochrony i toruje Putinowi drogę do kolejnych zdobyczy terytorialnych. „W wojnie w Ukrainie decyduje się przyszłość Europy. Dopóki nie jest rozstrzygnięta, nie jest przegrana” - czytamy w konkluzji komentarza.
Jacek Lepiarz (PAP)
fit/ mal/
arch.
























































