|
Absolutne prawo własności obowiązuje w Stanach Zjednoczonych, gdzie można bez większych wyrzutów postrzelić nieproszonego gościa. Niestety u nas to właściciel może mieć problem ze śrutem w... plecach. Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej w artykule 64 stanowi, że każdy ma prawo do własności i innych praw majątkowych oraz prawo dziedziczenia. Podlegają one równej dla wszystkich ochronie prawnej. Własność może być ograniczona tylko w drodze ustawy i tylko w zakresie, w jakim nie narusza ona istoty własności. Kodeks cywilny (art. 140) uściśla je: w granicach określonych przez ustawy i zasady współżycia społecznego właściciel może, z wyłączeniem innych osób korzystać z rzeczy zgodnie ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem swojego prawa, w szczególności może pobierać pożytki i inne dochody z rzeczy. W tych samych granicach może rozporządzać rzeczą. Wszystko jest jasne i przejrzyste.
Z drugiej jednak strony z tej samej ustawy zasadniczej wynika, że ochrona środowiska ma charakter priorytetowy (art. 74). I tutaj zaczynają się schody. Prawo do polowania należy do prerogatyw Polski, zaś zwierzęta leśne są własnością Skarbu Państwa. Ustawa „Prawo łowieckie” z dnia 13 października 1995 roku określa jasno, że obszar kraju jest podzielony na obwody łowieckie bez względu na własność gruntów, które wchodzą w ich skład. W tych obwodach gospodarkę łowiecką (w tym również polowania) prowadzą zarządcy bądź dzierżawcy (w tym przypadku koła łowieckie) w tych obwodach.
Zdaniem pana Miłosza K. Marszała, eksperta od prawa łowieckiego w „Braci Łowieckiej”, miesięcznika myśliwych i sympatyków łowiectwa, w polskim prawie zachodzi ciekawa konkurencja praw przysługujących poszczególnym podmiotom. Ponieważ zwierzyna w stanie wolnym jest przedmiotem gospodarki łowieckiej (inwentaryzacja, monitorowanie stanu populacji, dokarmianie, dostarczanie mikroelementów, zapobieganie szkodom), której prowadzenie nie byłoby możliwe bez wchodzenia na cudzy grunt, jego zdaniem prawo do wykonywania polowania ma prymat nad prawem posiadacza do ziemi. Za taką tezą przemawia również fakt, że zarówno prawo do ziemi, jak i prawo do polowania są pochodnymi prawa tej samej rangi, jakim jest własność (w jednym przypadku zwierzyny, w drugim - terenu).
| W praktyce obwody łowieckie obejmują prawie 90% powierzchni kraju. Dzielą się one na leśne (na terenie, których grunty leśne stanowią co najmniej 40% powierzchni ogólnej) i polne. Łączna ich suma to 5118. |
W rozporządzeniu Ministra Środowiska z dnia 23 marca 2005 roku w sprawie szczegółowych zasad i warunków polowania oraz obowiązku znakowania w rozdziale 5 paragraf 28 dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego, kierując się troską o bezpieczeństwo osób i mienia, o terminach organizowanych przez siebie polowań zbiorowych zawiadamia właściwych miejscowo nadleśniczych oraz wójtów (burmistrzów i prezydentów miast). Właściciel może więc w gminie dowiedzieć się szczegółowych terminów, co do polowań dobywających się w ich lasach. Jednak prawo nie reguluje kwestii łowów indywidualnych. W teorii powinny być one zapisane w książce ewidencji pobytu myśliwych na polowaniach (art. 42 ust 1 Prawa łowieckiego), lecz w praktyce różnie to bywa.
Nie istnieje również procedura rezygnacji z prowadzenia w lesie prywatnym gospodarki łowieckiej przez koło łowieckie i zobowiązania się samemu do pełnienia obowiązków. Wyłączenia terenu wynikają bowiem z art. 26 Prawa łowieckiego, który stanowi, że w skład obwodów łowieckich nie wchodzą:
1) parki narodowe i rezerwaty przyrody, z wyjątkiem rezerwatów lub ich części, w których na obszarach wyznaczonych w planie ochrony lub zadaniach ochronnych nie zabroniono wykonywania polowania,
2) tereny w granicach administracyjnych miast; jeżeli jednak granice te obejmują większe obszary leśne lub rolne, z obszarów tych może być utworzony obwód łowiecki lub mogą być one włączone do innych obwodów łowieckich,
3) tereny zajęte przez miejscowości niezaliczane do miast, w granicach obejmujących zabudowania mieszkalne i gospodarcze z podwórzami, placami i ulicami oraz drogami wewnątrz tych miejscowości,
4) budowle, zakłady i urządzenia, tereny przeznaczone na cele społeczne, kultu religijnego, przemysłowe, handlowe, składowe, transportowe i inne cele gospodarcze oraz obiekty o charakterze zabytkowym i specjalnym, w granicach ich ogrodzeń.
Można spotkać się z opiniami, jakoby ogrodzenie kawałka lasu wpływało na prawo do wykonywania na tym terenie polowań. Po pierwsze według prawa budowlanego zagospodarowanie terenu może się odbywać tylko i wyłącznie zgodnie z planami. Po drugie ogrodzenia większego terenu spowoduje utrudnienia w migracji zwierząt, co z kolei jest niezgodne z ustawą o ochronie środowiska. Poza tym istniałaby możliwość zamknięcia w środku zwierząt, co naruszałoby zasady własności zwierzyny.
W sprawie kolizji prawa do ziemi oraz prawa do polowania wypowiadał się już m.in. w 2003 roku minister środowiska (po zasygnalizowaniu problemu przez Rzecznika Praw Obywatelskich). Jego zdaniem ustawa o łowiectwie nie odnosi się tylko i wyłącznie do polowań, ale do gospodarki łowieckiej jako całokształtu działań ekologicznych powiązanych z gospodarką rolną, leśną i rybacką (art. 1 Prawo łowieckie). W związku z tym państwo polskie wykonuje obowiązek dbałości o środowisko naturalne poprzez Polski Związek Łowiecki i zrzeszone w nim koła. W praktyce oznacza to, że musi zagwarantować im również warunki do prowadzenia polowań. Nie ogranicza ona również w znacznym stopniu prawa do rozporządzania rzeczą, w tym przypadku ziemią, gdyż umożliwia pobieranie z niej pożytków, nie ogranicza prawa do swobodnego rozporządzania rzeczą. Nakłada tylko obowiązki wynikające z posiadania gruntu i celów społeczno-gospodarczych. Zdaniem ministra uzyskanie zgody właścicieli nieruchomości na wejście na ich teren jest nierealne z uwagi na fakt, ze w skład jednego obwodu łowieckiego wchodzi kilkaset, a nawet kilka tysięcy gospodarstw rolnych. W związku z otrzymaną odpowiedzią Rzecznik Praw Obywatelskich postanowił nie wnosić do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie zgodności ustawy Prawo łowieckie z Konstytucją.
Wszystko ładnie i pięknie. Nie zmienia to jednak faktu, że Policja, aby wejść na teren własności prywatnej musi posiadać nakaz prokuratora (oczywiście wyłączając przypadki kontynuowania pościgu, itp.). Z kolei myśliwy może biegać po naszym zagajniku z naładowaną bronią, nawet nie informując nas o tym. Można podnieść argument, że rozważania na temat własności dotyczą stosunków cywilnoprawnych, zaś ingerencja „mundurowych” to sfera administracyjno-prawna, więc nie sposób ich porównywać. Jednak co to zmienia w praktyce?
Czyżby kolejna sprawa dla posła Janusza Palikota?
Agata Wojciechowska




























































