Komentarz po sesji
Otwarcie rynku było
poniżej
wczorajszego zamknięcia, ale to było w normie. Jednak później
pod wpływem
spadających indeksów europejskich do głosu doszła podaż
sprowadzając WIG-20 do
poziomu 1,9% poniżej zamknięcia. Nałożyły się 3 czynniki:
naturalna korekta po
wzrostach, rozczarowanie tym, że indeksy nie przebijają się przez
linie oporu i
Euroland. Oprócz oczekiwania na kiepskie otwarcie w USA Euroland
miał jeszcze
dane w Niemczech. Dzisiaj Bundesbank podał, że PKB Niemiec
wzrósł w trzecim
kwartale 0,6% - to najmniejszy wzrost od drugiego kwartału 1999 i
kolejny dowód
na zwolnienie gospodarki Niemiec. Takie dane, dopóki nie grożą
recesją powodują
jedynie niewielkie zaniepokojenie. Dla nas to kolejna zła
wiadomość bo
spowolnienie Eurolandu wpłynie niekorzystnie na nasz eksport..
Zdecydowanie źle
zachowywał się sektor TMT, a minigwiazką (odporną na przecenę)
był Kredyt Bank -
w ogóle sektor bankowy dalej wygląda nieźle. Sesja należała do
tych bardziej
nudnych. Owszem był ruch w górę pod wpływem poprawy w Europie,
ale nie było to
nic nadzwyczajnego.
O 14.30 dane w USA o zamówieniach na dobra trwałego użytku pokazały duży spadek koniunktury. Oczekiwano spadku o 1,3%,a było 5,5%. Tak jak pisałem rano: wszystko zależy teraz od interpretacji rynku. Albo dojdą do wniosku, że to znakomicie bo FED zmieni osławiony “bias” i wtedy rozpoczną się wzrosty, albo przestraszą się (szczególnie po wczorajszych danych o nieruchomościach), że zwolnienie jest za duże i grozi twardym lądowaniem. To już tylko psychologia bo interpretować można te dane tak jak się chce. Na chwilę obecną widać, że interpretowane są jako złe dla rynku, ale do końca sesji jeszcze daleko i to się może zmienić.
Jednak przed końcem naszej sesji wydawało się, że interpretacja będzie pozytywna i dlatego indeks nieco wzrósł. Zresztą w obu przypadkach: sporego spadku i wybronienia się nasz rynek ma szansę bo jest ostatni w kolejce, a w obu przypadkach Euroland zaczyna wtedy na plusach co u nas automatycznie wzmaga popyt, a zmniejsza podaż. Na razie nie należy poważnie zastanawiać się nad znaczeniem tego dzisiejszego spadku dopóki WIG-20 nie przetnie 1640 pkt. W dalszym ciągu rynek jest o krok przed decyzją czy rozpocząć grudniowy wzrost czy realizować kolejną falę spadkową. Widać, że znowu wszystko będzie zależało od Stanów.
O 14.30 dane w USA o zamówieniach na dobra trwałego użytku pokazały duży spadek koniunktury. Oczekiwano spadku o 1,3%,a było 5,5%. Tak jak pisałem rano: wszystko zależy teraz od interpretacji rynku. Albo dojdą do wniosku, że to znakomicie bo FED zmieni osławiony “bias” i wtedy rozpoczną się wzrosty, albo przestraszą się (szczególnie po wczorajszych danych o nieruchomościach), że zwolnienie jest za duże i grozi twardym lądowaniem. To już tylko psychologia bo interpretować można te dane tak jak się chce. Na chwilę obecną widać, że interpretowane są jako złe dla rynku, ale do końca sesji jeszcze daleko i to się może zmienić.
Jednak przed końcem naszej sesji wydawało się, że interpretacja będzie pozytywna i dlatego indeks nieco wzrósł. Zresztą w obu przypadkach: sporego spadku i wybronienia się nasz rynek ma szansę bo jest ostatni w kolejce, a w obu przypadkach Euroland zaczyna wtedy na plusach co u nas automatycznie wzmaga popyt, a zmniejsza podaż. Na razie nie należy poważnie zastanawiać się nad znaczeniem tego dzisiejszego spadku dopóki WIG-20 nie przetnie 1640 pkt. W dalszym ciągu rynek jest o krok przed decyzją czy rozpocząć grudniowy wzrost czy realizować kolejną falę spadkową. Widać, że znowu wszystko będzie zależało od Stanów.


























































