REKLAMA

Jak jeździć, aby oszczędzić

2010-07-13 12:00
publikacja
2010-07-13 12:00
Jeżeli twoje auta firmowe palą zdecydowanie więcej niż podaje producent, warto zastanowić się, czy nie przeszkolić pracowników z zasad eco-drivingu. Często jednak nie trzeba wydawać grubych tysięcy złotych, aby sprawić, żeby auto paliło nieco mniej paliwa. Wystarczy podejść do jazdy z głową.

Często nawet się nad tym nie zastanawiamy – przyjmujemy bowiem, że auto X spala Y benzyny lub też oleju napędowego na każde przejechane przez nie 100 km i przechodzimy nad tym do porządku dziennego, godząc się z zaistniałą sytuacją. Czasem nawet przymykamy oko na fakt, że dwa identyczne auta różnią się spalaniem. Tłumaczymy to sobie faktem, że dwaj użytkujący je kierowcy jeżdżą po prostu na różnych trasach – jeden między miastami, a drugi bardziej po ich centrach. Prawda może być jednak i taka, że kierowcy ci różnią się stylem jazdy – pierwszy z nich ma pojęcie o czymś takim jak eco-driving, drugi zaś preferuje agresywny styl jazdy. To jednak nie koniec elementów wpływających na spalanie, warto przyjrzeć się, co jeszcze może mieć znaczenie podczas jazdy i wpływać na zużycie paliwa.

Producenci, wstydźcie się

Spalanie paliwa jest jednym z ważniejszych elementów branych pod uwagę przez kupujących przed zakupem. W 99% przypadków polegać możemy jedynie na tym, co podają nam producenci samochodów. Zwykle niestety ich dane, mówiąc oględnie, są laboratoryjne (żeby nie napisać, że są „do bani”). Nie znamy praktycznie przypadku, aby wartości podane przez producenta były zgodne z rzeczywistością. Zwykle, gdy podnosiliśmy tę kwestię w centralach firm słyszeliśmy, że pewnie jeździliśmy autem, które nie było jeszcze dotarte. O ile różnice te były stosunkowo niewielkie – wiele razy spotkaliśmy się bowiem z wahaniem rzędu od 0,5 do jednego litra – argumentacja o nieułożonym silniku miała jakiś sens. Gorzej, że wiele pojazdów dużo bardziej odbiegało od deklaracji producenta – wbrew pozorom przykłady, że auto spala więcej nawet o 3-4 l, wcale nie należą do rzadkości, ale oczywiście dotyczą przede wszystkim ciężkich pojazdów z dużymi silnikami.

Warto zdawać sobie z tego sprawę i np. jeżeli zależy nam na niższym spalaniu, powinniśmy zamiast Mercedesa ML kupić sobie E Klasę kombi, które dzięki niższemu współczynnikowi oporu powietrza i niższej masie własnej będzie spalała mniej z takim samym silnikiem. Powinna mieć także lepsze osiągi. To jednak nie wszystko, na co warto zwrócić uwagę podczas zakupu auta. Otóż coraz więcej producentów stosuje ciekawe rozwiązania zmniejszające spalanie swoich pojazdów i tak spotkać można się z pakietami aerodynamicznymi, z obniżonym prześwitem i doładowanymi silnikami o małej pojemności. Ważną zmienną jest także liczba przełożeń – im więcej, tym lepiej, szczególnie wtedy, gdy śmigamy w trasy. Na nich bowiem liczy się, przy jakich prędkościach obrotowych pracuje silnik przez dłuższy czas. Im więcej przełożeń, tym obroty przy wyższych prędkościach jazdy będą niższe i co za tym idzie – z baku naszego auta ubędzie mniejsza ilość paliwa.



Liczby mówią same za siebie


Podstawowym pytaniem jest więc, czy stosując zasady jazdy eko, można sprawić, że spalanie naszego auta wróci chociażby do danych podawanych przez jego producenta. W przypadku mniejszych różnic jest to realne, nie ma jednak co liczyć, że nawet najbardziej sprawny i wyedukowany kierowca da radę zbliżyć się do niektórych wymyślonych w laboratoriach danych. Realnie ocenia się, że stosując zasady jazdy ekologicznej, da się oszczędzić ok. 10% paliwa. To dane porównujące spalanie oszczędnego kierowcy do przeciętnego, ale są przecież jeszcze ostrzy użytkownicy samochodów. W tym wypadku szacuje się, że różnice sięgać mogą nawet 20%, a to już całkiem sporo. Oszczędności w przypadku małych aut z niewielkimi silnikami wysokoprężnymi będą rzecz jasna dużo mniejsze niż chociażby te, które da się uzyskać w pojazdach dostawczych.

Cudów jednak nie ma – jak coś jeździ, to musi spalać paliwo. Najwięcej daje się zaoszczędzić w przypadku ciężarówek, to dlatego pewnie ich producenci tak mocno akcentują poprawienie aerodynamiki przy każdej z prezentacji nowych modeli. W niemal każdej ciężarówce na obrotomierzu zobaczyć można także zielone pole wskazujące prędkości obrotowe najbardziej sprzyjające oszczędności paliwa. Zresztą podobne rozwiązania stosują także coraz częściej producenci pojazdów osobowych i dostawczych. Systemy wskazujące optymalne przełożenie nie należą już także do rzadkości. Coraz częściej daje się także słyszeć ciekawe dane mówiące, że w danym aucie wersja z automatyczną skrzynią biegów spala mniej od tej z manualną – znak, że ktoś mocno namieszał przy projektowaniu oprogramowania do automatu.

Nie zawsze jedziemy na urlop

Jak wiele zbędnych rzeczy przewozimy w naszych autach – sami wiemy najlepiej. Czasem coś zostanie w bagażniku po urlopie, innym razem zabieramy ze sobą bardzo potrzebne rzeczy, których na pewno użyjemy. Leżaki plażowe, sprzęt wędkarski i inne zbędne bagaże pozostawione, „bo pewnie się niedługo przydadzą”, to dodatkowy, zbędny balast, który sprawia, że konie pod maską naszego auta zmuszone są do przewożenia większej ilości kilogramów. Podobnie rzecz ma się ze wszelkimi elementami zwiększającymi opór aerodynamiczny. Oczywiście, że nie zawsze jest czas, aby demontować bagażnik dachowy, ale z drugiej strony tego typu osprzęt sprawia, że opór aerodynamiczny mocno się zwiększa. Podczas jazdy w trasie ze stałą prędkością rzędu 100-120 km/h może się okazać, że zwykły bagażnik rowerowy spowodował, że nasze auto spaliło więcej o ok. 0,5 l na 100 km. A teraz zastanówmy się, jak długo jeździmy z takim bagażnikiem, w ogóle go nie wykorzystując – może warto poświęcić chwilę na jego demontaż.



Kolejnym elementem, który często jest traktowany po macoszemu, jest odpowiednie ciśnienie powietrza w oponach. Zwykle większość kierowców dowiaduje się, że jeździło na ze zbyt niskim ciśnieniem dopiero przy wymianie kół z zimowych na letnie lub odwrotnie. Wbrew pozorom ciśnienie ma bardzo duże znaczenie nie tylko dla prawidłowego prowadzenia auta, ale także dla spalania. Zbyt niskie sprawia bowiem, że auto musi pokonać większy opór, aby przyspieszyć i co za tym idzie – spala większe ilości paliwa.

Manualny start & go

Spalanie w bardzo dużej mierze zależy także od stylu jazdy kierowcy. Mimo tego, co może się wydawać, eco driving nie oznacza bardzo spokojnej jazdy. To raczej prowadzenie auta z głową i przewidywanie sytuacji drogowych. Prosty przykład – jak jeździ się po naszych miastach. Instruktorzy jazdy nazwali by to „zero-jednynkowo”, czyli gaz do dechy i hamowanie na maksa. Zielone światło to znak, aby przyspieszać, ile wlezie, potem ostre hamowanie przed czerwonym światłem i postój. W miastach wciąż bardzo niewielu kierowców widząc czerwone światło, zwalnia z dużym wyprzedzeniem, zdejmując nogę z gazu, tak by zwiększyć szansę na przejazd na zielonym, bez konieczności zatrzymania pojazdu. To ono bowiem powoduje, że wzrasta zużycie paliwa. To dlatego producenci w pojazdach reklamowanych jako ekologiczne coraz częściej stosują system start & go, który wyłącza zapłon auta podczas postoju.

Tego samego można dokonać także w aucie, które nie ma takiego systemu – wystarczy wyłączyć stacyjkę, co ma podobno sens już przy półminutowym postoju. Oczywiście nie radzimy tutaj, aby wyłączyć silnik podczas postoju na światłach, ale już na przejeździe kolejowym jak najbardziej. W praktyce jednak niewielu z nas tak zrobi, szczególnie gdy korzystamy w naszych autach z klimatyzacji. Warto dodać, że ta ostatnia również generuje wzrost spalania, ale to wie już każde dziecko.

Trudna sztuka toczenia się

Zdaniem instruktorów jazdy, jednym z najczęściej popełnianych błędów powodujących wzrost zużycia paliwa, jest wrzucanie na luz z górki lub też gdy toczymy się do świateł. W takiej sytuacji pojazd zachowuje się mniej więcej tak, jakby stał w miejscu, a więc chwilowe spalanie osiąga maksimum. Wszyscy oni radzą, aby w takiej sytuacji zdjąć tylko nogę z gazu i hamować silnikiem. Wtedy to dzięki energii kinetycznej pochodzącej od toczących się kół silnik pracuje, w ogóle nie wykorzystując paliwa. Warto korzystać z tego faktu nie tylko podczas dotaczania się do świateł, ale także np. na trasie podczas jazdy z górki. Inną zaletą wykorzystywania silnika do hamowania jest fakt, że oszczędza się hamulce. Wiadomo jednak, że w przypadku aut, których silnik napędzany jest paskiem rozrządu, w żadnym razie nie można wrzucić zbyt niskiego biegu.

Oprócz zdejmowania nogi z gazu eco-driving może jednak także oznaczać konieczność dodanie gazu. Taka sytuacja ma miejsce wtedy, gdy np. zbliżamy się do dużego wzniesienia – lepiej jest nieco przed nim przyspieszyć i pokonać je nieco bardziej z rozpędu. Samo przyspieszanie, co ciekawe, powinno być dynamiczne – instruktorzy radzą, aby w takiej sytuacji wciskać pedał gazu w 2/3 jego położenia.

Bieg w górę


Nowoczesne silnik są przystosowane do tego, aby pracować przy niskich obrotach na wysokich przełożeniach i raczej nic się im z tego powodu nie stanie. Zalecenia eco-drivingu mówią wprost, że powinno podróżować się na możliwie jak najwyższym biegu, przy jak najniższych obrotach. W silniku benzynowym biegi powinno się zmieniać najpóźniej przy 2,5 tys. obr./min, w jednostce wysokoprężnej już przy ok. 2 tys. obrotów. Warto także zdawać sobie sprawę, że silnik spala dużo więcej wtedy, gdy nie osiągnął optymalnej temperatury, a ta najszybciej jest osiągana podczas pracy obrotach rzędu 2 tys. w dieslu i nieco wyżej w silniku benzynowym. Generalnie mówi się wręcz, że jeżeli mamy zamiar poruszać się na dystansie mniejszym niż cztery kilometry, lepiej wybrać inny środek transportu, właśnie dlatego, że niedogrzane auta spalają więcej i więcej emitują do atmosfery szkodliwych substancji. W żadnym wypadku nie powinno wciskać się także pedału gazu podczas rozruchu silnika i pozwalać mu pracować „na zimno” podczas postoju.

W oszczędzaniu paliwa sprzyja także odpowiednie planowanie trasy przejazdu. Znaczenie w przypadku dalszych tras ma np. to, kiedy mamy zamiar jechać. Mniejszy ruch nocą może bowiem powodować, że uda nam się sporo zaoszczędzić, szczególnie gdy trasa prowadzi gorszymi jednojezdniowymi drogami. Podczas jazd po mieście warto także zastanowić się przed wyruszeniem, czy dana trasa nie spowoduje, że utkniemy w korku. Czasem bowiem warto nawet pojechać dłuższą o kilka kilometry trasą, niż stać przez kilkanaście minut w korku.

Adam Włodarz
 
Źródło:
Tematy
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda
Wyprzedaż Rocznika 2025. Hybrydowe SUV-y Forda

Komentarze (10)

dodaj komentarz
~30 lat za kółkiem
Dla każdego silnika: zmiana obrotów od max momentu obrotowego do max mocy. I wszystko w tym temacie. Reszta to bajdurzenie i zarobek na wierszówce. .
~bezdomny
albo jessze jeden kwiat biegi zmieniac na wyzsze w benzynie przy 2,5 tys obr/min
jak wszystkieg 16 zaworowe wynalazkik maja moment ok 4 i w gore przy 2,5 to tam zycia nima
~bezdomny
no prosze jak chcesz oszczedzi na paliwie kup E klase a nie M ,
tak jakby wlasnie klienci na tego rodzaju samochoyd najwiecej przejmowali sie zuzyciem
paliwa

zawsze te pseudonaukowe wywody musza byc sp,,dolone jakims dennym przykladem
~minpar
.. a skitraszone koło dwumasowe to wydatek 1.5 do nawet 4 tys więc kierowco diesla wybieraj sam .... wiem bo właśnie tak robiłem - teraz zmieniam przy 2500-2700 i staram się nie mieć nigdy mniej niż 1800
~tmtmtm
pewnie posiadasz francuskie auto, a najpewniej Peugeota...
pozdro

~seth
oszczędzić trochę paliwa ale szybko wykończy koło dwumasowe.
~SET
A niby dlaczego mam w zimie od razu jechać a nie czekać na nagrzanie silnika? Zieloni już wszystkim we łbach namieszali? Jakoś bardziej do mnie przemawia powolne nagrzewanie silnika na niskich obrotach niż od razu jazda.
~seth
praca na zimno szkodzi całemu silnikowi, najlepiej jechać z małą prędkością wtedy spalanie jest bardzo duże i silnik szybko się nagrzeje
~hyh odpowiada ~seth
no to po co jazda ktora powoduje szybkie spalanie. To zes wymyslil
~forun
O wielkości spalania nie decyduje współczynnik oporu lecz iloczyn opór czołowy (iloczyn max przekroju poprzecznego i tego współczynnika)

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki