
Problem z licencjami zawodowymi dla doradców finansowych polega na wymyśleniu takiej formuły, która chętnym nie zamknie drogi do zawodu, rzetelnie sprawdzi wiedzę i postawę etyczną kandydata, zabezpieczy interes klientów oraz efektywnie wyegzekwowana zostanie przez KNF. Jednak czy da się wymyślić model, który wyeliminuje oczywisty konflikt interesów?
Doradca to sprzedawca
Doradca finansowy w praktyce jest pośrednikiem. Doradza klientowi, ale wynagrodzenie otrzymuje od instytucji finansowej. Jego pensja zależy głównie od zrealizowania planu sprzedażowego, a premia od wysokości prowizji płaconej przez klienta, który najczęściej nie ma o tym pojęcia. Pytanie czyje interesy reprezentować będzie doradca finansowy, jest czysto retoryczne.
Każdy doradca finansowy chciałby być postrzegany jako niezależny, tak aby zyskać zaufanie klienta. Licencja od KNF mogłaby w tym pomóc. Ale czy taki pracownik instytucji finansowej na to zaufanie zasługuje? Czy rzeczywiście będzie niezależnym doradcą finansowym, a może po prostu licencjonowanym sprzedawcą produktów finansowych?
Komu licencję dać, komu zabrać
Dziś doradcą finansowym może być każdy. Wystarczy tytułować się w ten sposób i to wystarczy. Dlatego w branży trwa wolnoamerykanka. Z jednej strony to dobrze, bo konkurencja wymusza pewne standardy. Z drugiej jednak, gdy nie ma regulacji, szybko dochodzi do patologii.
| Rynek doradztwa finansowego w Polsce 2012 | |
Raport Bankier.pl i WprostBankier.pl już od ponad dekady przygląda się funkcjonowaniu polskiego rynku usług finansowych i recenzuje jego uczestników. Tym razem wraz z tygodnikiem „Wprost” przeprowadziliśmy badanie opinii o polskich firmach doradztwa finansowego.Pobierz raport w formacie PDF |
|
KNF, która dba o jakość rynku finansowego w Polsce, skłania się do uregulowania tej branży. W zupełnie przeciwnym kierunku idzie w przypadku maklerów i doradców inwestycyjnych, gdzie rozważane jest zniesienie licencjonowania zawodu. Różnica pomiędzy tymi dwiema profesjami jest jednak zasadnicza.
Makler lub zarządzający funduszem nawet bez licencji nie będzie czuł pokusy działania na szkodę klienta, ponieważ zarabia on wtedy, gdy zarabia jego klient. Inaczej jest w przypadku doradców finansowych, których prowizje od sprzedaży mogą skłaniać do sugerowania klientowi drogich i nieefektywnych rozwiązań finansowych, których nie potrzebuje. Nawet z licencją doradca finansowy będzie pod presją sprzedażową.
Prawo jazdy dla doradców
Drugim istotnym aspektem pracy doradcy są kompetencje. Tutaj rzeczywiście jakiś niezależny egzamin potwierdzający, że osoba, która doradza w finansach, ma do tego wystarczającą wiedzę, przydałby się. Najlepiej w formie ujednoliconej i regularnie przeprowadzanej przez KNF lub upoważnioną instytucję. Najlepszą formułą byłoby coś na kształt doradczego prawa jazdy, czyli certyfikatu potwierdzającego, że doradca posiada teoretyczne i praktyczne podstawy do tego, żeby w ogóle wypowiadać się na temat finansów. Tego, że rzeczywiście będzie się sprawnie w ich meandrach poruszał, niestety żaden egzamin nie zagwarantuje.
Taki certyfikat nie musiałby być obligatoryjny do wykonywania zawodu. Sama presja ze strony pracodawcy oraz konkurencja w branży szybko wymusiłaby na doradcach chęć zaliczenia takiego tekstu wiedzy. Byłby on dodatkowym atutem w kontaktach z klientem, a dla klientów gwarancją posiadania podstaw profesjonalnej wiedzy z zakresu doradztwa finansowego.
A może gra w otwarte karty?
Nadal pozostaje jednak problem konfliktu interesów pomiędzy doradcą a klientem. Wydaje się, że tego problemu żadna licencja nie rozwiąże. Nie da się urzędowo zmusić pracowników instytucji finansowych do postępowania tylko etycznego i dbania o kieszeń klientów bardziej niż o własną.
Jedyną sensowną receptą wydaje się odkrycie wszystkich kart. Gdyby klient wiedział, jaką prowizję i jakie wynagrodzenie za każdy oferowany produkt otrzymuje doradca, mógłby sam ocenić prawdziwą motywację sprzedawcy. Dzięki temu rozwiązaniu raz na zawsze znikłoby złudzenie, że doradztwo finansowe jest bezpłatne.
Zawód doradca
Gdyby wprowadzić fakultatywne egzaminy z wiedzy dla doradców, potwierdzające ją certyfikaty, których mógłby oczekiwać klient, oraz ogólnodostępną listę certyfikowanych doradców finansowych, a także obowiązek informowania klienta o wysokości prowizji od sprzedaży, którą zarabia doradca od każdego sprzedanego produktu, doradztwo finansowe nie byłoby już postrzegane głównie jako akwizycja i naciąganie.
Wzrósłby tym samym prestiż zawodu doradcy finansowego. Klienci mogliby oczekiwać kompetencji od osób chcących tytułować się w ten sposób oraz dowiedzieliby się, ile tak naprawdę kosztuje niezależne doradztwo finansowe.
Jarosław Ryba
Bankier.pl
j.ryba@bankier.pl

|
|
|
![]() |
![]() |
![]() |































































