Krajowe rafinerie od początku roku kilkadziesiąt razy podwyższały swoje ceny hurtowe na paliwa. W rezultacie na stacjach za litr benzyny zdrożał o ok. 60 gr i trzeba było płacić za niego nawet 4,6 zł, a litr oleju napędowego prawie 4 zł. Podwyżki tłumaczone były rosnącymi cenami ropy i paliw gotowych. Cena baryłki na światowych giełdach wynosi ponad 70 USD, a tona benzyny bezołowiowej na europejskim rynku grubo ponad 700 USD. W ostatnich tygodniach złoty jednak znacznie umocnił się do innych walut. Zniżkuje zwłaszcza kurs dolara. Amerykańską walutą Lotos i Orlen płacą za importowaną ropę naftową. W dolarach płaci się na świecie także za benzyny. Dolar na rynku walutowym kosztuje obecnie ok. 3 zł. Na podobnym poziomie kurs referencyjny złotego ustalił Narodowy Bank Polski. Zdaniem analityków, prawdopodobne jest, że kurs dolara spadnie poniżej 3 zł. Powinno to wpłynąć na spadek cen na stacjach. Nie będzie on jednak duży, najwyżej rzędu kilkunastu gr na litrze. Trzeba będzie też na niego poczekać, ponieważ i rafinerie, i stacje benzynowe wprowadzają obniżki nie tak chętnie i szybko jak podwyżki.
Jeżeli dolar pozostanie przez dłuższy czas słaby wobec euro i złotego, może się okazać, że cena litra benzyny w sezonie wakacyjnym nie osiągnie 5 lub więcej złotych za litr, jak wieszczono jeszcze kilka dni temu. Obniżkom przeszkodzić może jednak Rosja. W ubiegłym miesiącu szefowie Transnieftu, należącego w 100 proc. do skarbu państwa operatora rosyjskich rurociągów naftowych, zagrozili zmniejszeniem dostaw ropy do Europy, ponieważ jest ona za tania. Rosyjska ropa, którą importują polskie rafinerie, kosztuje o 3-4 dolary mniej za baryłkę od lepszej jakości surowca z dna Morza Północnego. Za zrównaniem cen w górę opowiedział się także Łukoil, największy rosyjski koncern naftowy.
Dziennik Bałtycki
Jacek Klein




























































