PKB Chin wzrósł w pierwszym kwartale zaledwie o 7%. To najwolniejszy kwartalny wzrost od 2009 roku, gdy w Państwo Środka uderzyła fala światowego kryzysu finansowego. Seria kiepskich danych może skłonić Pekin do stymulowania gospodarki.


W ubiegłym roku Chiny rozwijały się w najwolniejszym tempie od 24 lat. W pierwszych 3 miesiącach tego roku zza Wielkiego Muru napłynęła cała seria kiepskich danych, które wzbudziły obawy o kondycję gospodarki. Dzisiejsze informacje potwierdziły, że sytuacja w Państwie Środka nie jest najlepsza.
Oprócz najniższego kwartalnego wzrostu PKB od pierwszego kwartału 2009 roku, zawiodły również dane miesięczne o produkcji przemysłowej (5,6% - najgorzej od grudnia 2008 r.), sprzedaży detalicznej (najwolniejszy wzrost od 9 lat - 10,2%) i inwestycjach (najsłabszy wzrost od 2000 roku - 13,5%).

Pekin ogłosił w zeszłym roku wejście w fazę "nowej normalności", czyli wolniejszego, ale bardziej zrównoważonego wzrostu. Dotychczasowe silniki wzrostu - inwestycje i eksport - mają zostać zastąpione przez wyższą konsumpcję wewnętrzną i rozwijające się usługi. Jak wynika z dzisiejszych danych inwestycje być może nie rosną już tak szybko jak kiedyś, ale i tak rozwijają się szybciej niż kulejąca sprzedaż. Branża eksportowa boryka się z kolei z silnym juanem i kiepską sytuacją w strefie euro. - Nowe silniki wzrostu muszą jeszcze nabrać sił, podczas gdy stare tracą parę - podsumował we wtorek, jeszcze przed publikacją danych, premier Li Keqiang.
Kiepskie dane mogą skłonić Pekin do wprowadzenia w życie działań stymulujących gospodarkę - analitycy spodziewają się kolejnego, po marcowym, cięcia stóp procentowych i obniżenia stopy rezerw obowiązkowych banków. Premier Li obiecał wczoraj, że zostaną podjęte akcje, które wesprą rachityczny, jak na Chiny, wzrost gospodarczy. Wymienił m.in. zwiększenie rządowych inwestycji i wsparcie dla wybranych gałęzi gospodarki.
Równocześnie warto zaznaczyć, że 7% wzrost to nieosiągalne marzenie dla krajów Zachodu. Ponadto, aktualne "wolne" tempo oznacza większy przyrost nominalnego PKB niż dwucyfrowe tempo wzrostu przed kilkoma laty.
Władze podkreślają również, że skończyła się era dyktatu PKB jako kluczowego wskaźnika obrazującego rozwój gospodarczy Państwa Środka. Obecnie oczkiem w głowie chińskich decydentów jest rynek pracy - w zeszłym roku powstało 13,2 mln nowych miejsc pracy wobec planowanych 10 mln. Spowolnienie gospodarcze mogłoby sprawić, że nie uda się zrealizować celu na ten rok, a na to Pekin nie może pozwolić.
Ponad trzy dekady gwałtownego wzrostu PKB doprowadziły do powstania licznych "punktów zapalnych". Państwo Środka boryka się z m.in. szybko rosnącymi zadłużeniem i kosztami pracy, zbyt dużymi mocami produkcyjnymi, kryzysem na rynku nieruchomości i degradacją środowiska. W gospodarkę uderza również zakrojona na szeroką skalę kampania antykorupcyjna.






























































