Eskalacja działań wojennych na Bliskim Wschodzie jeszcze bardziej podniosła ceny ropy naftowej i gazu ziemnego, co zaszkodziło wycenom akcji i rynków wschodzących. Na fali tej awersji do ryzyka osłabił się polski złoty. Jednakże skala wzrostu kursu euro i dolara była co najwyżej umiarkowana.


Iran przeprowadził ataki na katarskie instalacje gazowe po tym, jak Izrael zbombardował największe irańskie złoże gazowe. To wydarzenie podniosło ceny gazu w Europie do ok. 70€ za MWh, zaś notowania ropy Brent poszybowały w okolice 114 USD za baryłkę. A zatem sytuacja w Zatoce Perskiej rozwija się w ramach jednego z najgorszych możliwych scenariuszy zakładających długotrwałą blokadę Cieśniny Ormuz oraz wstrzymanie blisko 20% światowych dostaw ropy i LNG.
- Globalny kapitał odpływał z ryzykownych aktywów do amerykańskiego dolara, który zyskał 0,7% wobec koszyka głównych walut, dodatkowo wsparty jastrzębim wydźwiękiem posiedzenia Rezerwy Federalnej. W tym niekorzystnym otoczeniu zewnętrznym złoty stracił 0,3% do euro i ponad 1% do dolara – tak bilans środowej sesji skomentowali analitycy PKO BP.
W czwartek o poranku złoty pozostawał słaby, ale skala deprecjacji polskiej waluty była już minimalna. O 9:19 euro było kwotowane po 4,2807 zł, a więc ledwie o 0,2 grosza powyżej środowego kursu odniesienia. Od początku izraelsko-amerykańskiej agresji na Iran kurs EUR/PLN porusza się w zakresie 4,2250-4,3170 zł. Dopiero wyjście górą z tej konsolidacji rodziłoby obawy o głębsze i długotrwałe osłabienie naszej waluty.
ReklamaZobacz także
- Uwaga rynków pozostanie skoncentrowana na sytuacji w Zatoce Perskiej, gdzie utrzymuje się istotne ryzyko odwetowych ataków Iranu na infrastrukturę energetyczną w regionie, a tym samym dalszej eskalacji konfliktu. Zaplanowane posiedzenia kluczowych banków centralnych (BoJ, SNB, BoE, EBC) mogą więc zejść na dalszy plan, gdyż w obliczu wysokiej niepewności dotyczącej ekonomicznych skutków przeciągającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie decydenci najprawdopodobniej pozostawią stopy procentowe bez zmian, przyjmując podejście „wait-and-see” – dodali eksperci PKO BP.
Sytuacja robi się za to poważna na parze dolar-złoty. Po wczorajszej zwyżce kurs dolara w czwartek rano dotarł na wysokość 3,7403 zł. To tylko o grosz poniżej kluczowego oporu leżącego na wysokości 3,75 zł. Na gruncie analizy technicznej przebicie tego poziomu otwierałoby drogę do dalszych zwyżek kursu USD/PLN. Następne zatrzymanie to poziom 3,83 zł wyznaczany przez lokalne szczyty z maja ubiegłego roku.
Nie widać za to aż tak silnej presji na umocnienie franka szwajcarskiego. O poranku helwecka waluta była wyceniana na 4,184 zł. Wprawdzie to o blisko grosz więcej niż dzień wcześniej, lecz wciąż wartość stosunkowo odległa od zeszłotygodniowego szczytu leżącego na wysokości 4,7911 zł.
Funt brytyjski kosztował 4,9580 zł i był o pół grosza droższy niż w środę wieczorem. Szterling całkiem nieźle odnajduje się w obecnym kryzysie paliwowym i od początku marca zyskuje względem euro. Zapewne dlatego, że Wielka Brytania posiada własne złoża ropy naftowej i gazu ziemnego.
KK






















































