Rzecznik irańskiego MSZ Esmail Bagei oświadczył w poniedziałek, że kanały komunikacji pomiędzy Teheranem a Waszyngtonem pozostają otwarte. Wymienił wśród nich kontakty z wysłannikiem USA Steve'em Witkoffem. Szef MSZ Abbas Aragczi zapewnił, że Iran nie dąży do wojny, ale jest do niej przygotowany - przekazała agencja AFP.


- Islamska Republika Iranu nie dąży do wojny, ale jest w pełni do niej przygotowana – powiedział minister spraw zagranicznych podczas konferencji ambasadorów w Teheranie, transmitowanej przez telewizję państwową. - Jesteśmy również gotowi do negocjacji, ale negocjacje te muszą być uczciwe, z równymi prawami i oparte na wzajemnym szacunku – dodał.
Aragczi zareagował w ten sposób na wcześniejsze groźby prezydenta USA Donalda Trumpa, który zasugerował możliwość amerykańskiej interwencji militarnej w celu ratowania demonstrantów. W niedzielę Trump powiedział, że Iran „zaapelował o rozpoczęcie negocjacji” - przypomniała stacja CNN.
"Sytuacja w kraju jest pod całkowitą kontrolą"
Szef irańskiego MSZ zapewnił również, że sytuacja w kraju jest pod całkowitą kontrolą. Ponowił też stałe zarzuty Teheranu pod adresem USA i Izraela o wzniecanie antyrządowych protestów, trwających od końca grudnia - przekazała agencja AP. Aragczi przekonywał, że irańskie władze mają na to „wiele dokumentów i dowodów”.
Według niego były sekretarz stanu USA Mike Pompeo „przyznał, że agenci Mosadu (izraelskiego wywiadu - PAP) byli wśród uczestników zamieszek i inspirowali te działania terrorystyczne”. Aragczi zapowiedział, że władze będą badać tę sprawę, a „ci, których wypowiedzi przyczyniły się do wzrostu liczby zgonów, poniosą odpowiedzialność”.
Protesty mają dać pretekst Trumpowi?
Jak przekazała katarska telewizja Al-Dżazira, Aragczi ocenił, że trwające od 28 grudnia protesty „stały się gwałtowne i krwawe, aby dać pretekst” prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi do interwencji w Iranie. Oznajmił, że Teheran dysponuje nagraniami, na których widać, jak protestującym rozdawana jest broń. Dodał, że wkrótce zostaną opublikowane zeznania zatrzymanych.
HRANA, agencja informacyjna aktywistów na rzecz praw człowieka w Iranie, przekazała w poniedziałek rano, że dotychczas w protestach zginęły 544 osoby.
W ocenie amerykańskiego think tanku Instytut Studiów nad Wojną (ISW), w protestach zginęło więcej funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa niż w poprzednich falach demonstracji. Media powiązane z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) poinformowały w niedzielę, że wśród ofiar śmiertelnych znalazło się co najmniej 114 funkcjonariuszy organów ścigania, sił ochotniczych Basidż i IRGC. Zdaniem ISW rzeczywista liczba jest prawdopodobnie wyższa.
ISW odnotowało w niedzielę mniej protestów. Analitycy sądzą, że wynika to najprawdopodobniej z zablokowania w całym kraju dostępu do internetu. Monitorująca sieć organizacja Netblocks przekazała w poniedziałek rano, że irańska blokada trwa już ponad 84 godziny. „Lata badań nad cenzurą cyfrową wskazują na to, że możliwe jest obchodzenie blokady poprzez wykorzystanie fal krótkich, masztów telefonii komórkowej, terminali Starlink lub satelitów umożliwiających bezpośrednią komunikację” - odnotował serwis.
Aragczi oświadczył, że internet zostanie przywrócony „w koordynacji z siłami bezpieczeństwa”. Nie podał terminu.
Fala protestów w związku z problemami gospodarczymi w Iranie rozpoczęła się pod koniec grudnia i przerodziła w jeden z największych od lat społecznych zrywów przeciwko reżimowi. Protesty objęły wszystkie 31 prowincji kraju i gromadzą dziesiątki tysięcy osób. Władze odpowiedziały na demonstracje blokadą internetu, represjami i masowymi aresztowaniami. (PAP)
os/ rtt/
























































