Wikstroem: Kraje V4 nie mają zdolności zablokowania systemu kwotowego

Kraje V4 nie mają poparcia ani w europarlamencie, ani w Radzie UE, które umożliwiłoby Grupie Wyszehradzkiej zablokowanie opartej na "kwotach" reformy systemu azylowego UE - oceniła w czwartek Cecilia Wikstroem, sprawozdawca propozycji PE dot. zmian w unijnej reformie systemu azylowego.

Szwedzka eurodeputowana uważa, że Polska powinna przemyśleć swoje stanowisko w sprawie uchodźców, bo jako kraj graniczny UE sama może w przyszłości potrzebować solidarności innych państw członkowskich w tej kwestii.

Zaproponowany przez Komisję Europejską projekt reformy polityki azylowej UE, krytykowany m.in. przez Polskę, zakłada stały system dystrybucji uchodźców, który byłby uruchamiany automatycznie w sytuacji kryzysowej, a także możliwość wykupienia się z obowiązku relokacji; kraj, który nie chce przyjąć uchodźców, miałby zapłacić 250 tys. euro za każdą nieprzyjętą osobę.

Aby mogły wejść w życie, zmiany w prawie azylowym muszą zostać zaakceptowane zarówno przez PE, jak i Radę Unii Europejskiej, w której zasiadają przedstawiciele państw członkowskich UE.

Wikstroem, która w europarlamencie zasiada w szeregach frakcji liberalnej (ALDE - Porozumienie Liberałów i Demokratów na rzecz Europy) w czwartek w Warszawie uczestniczyła w spotkaniu z udziałem przedstawicieli polskiej administracji oraz organizacji zajmujących się prawami uchodźców w związku z trwającymi pracami europarlamentu nad przygotowanym przez Komisję Europejską projektem reformy prawa azylowego.

W rozmowach dotyczących proponowanych przez europarlament zmian w projekcie KE uczestniczyli też m.in. szef Urzędu ds. Cudzoziemców Rafał Rogala, a także przedstawiciele UNHCR (urzędu Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców), Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Caritas Polska.

Podczas konferencji prasowej w warszawskim biurze Parlamentu Europejskiego, szwedzka europosłanka przekonywała, że zmiany w systemie azylowym są nieuchronne, ponieważ obecny - jak pokazały ubiegłoroczne wydarzenia - "załamał się".

"W zeszłym roku do Europy dotarło między 1,2 a 1,5 mln ludzi; nie byli oni rejestrowani we Włoszech i Grecji, dwóch głównych krajach wejścia, tylko przemieszczali się dalej" - podkreśliła.

"Ostatecznie rzecz biorąc doprowadziło to do sytuacji, której w Europie nie widzieliśmy od zakończenia II wojny światowej, w której tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi przemaszerowuje przez Europę Środkową i Bałkany do tych kilku krajów, w których składają swoje wnioski azylowe. W Niemczech złożono ich ok. miliona, w Szwecji 163 tys., w Chorwacji - 25, na Litwie - 35" - wyliczała europosłanka.

Rozbieżności dotyczące obciążenia krajowych systemów azylowych przyczyniły się - zdaniem Wikstroem - do "licznych napięć" pomiędzy państwami członkowskimi. Jak zaznaczyła, proponowane przez PE poprawki w przygotowanym przez Komisję projekcie reformy zmierzają m.in. do ograniczenia wtórnych ruchów migracyjnych azylantów.

Powodzenie reformy - dodała - wymaga jednak "uczestnictwa wszystkich krajów; każdy kraj musi wziąć na siebie stosowną część odpowiedzialności za pomoc potrzebującym".

"Jak trafnie zauważyła kanclerz Niemiec Angela Merkel, w czasie kryzysu finansowego udało nam się uratować banki - możemy też ratować życia ludzkie. (...) Byliśmy w stanie stworzyć w Europie unię monetarną, jesteśmy o krok od stworzenia unii energetycznej, szef KE Juncker mówi o unii bezpieczeństwa, inni o unii obronnej. W tym kontekście jest dla mnie czymś niezrozumiałym, że wciąż nie zdołaliśmy stworzyć humanitarnej, odpowiedzialnej UE - to jest dzisiejsza stawka" - powiedziała Wikstroem.

Europosłanka podkreśliła zarazem, że przybywający do Europy uchodźcy to przede wszystkim ludzie młodzi, wykształceni i odważni, którzy "odpowiednio zagospodarowani mogą być dla krajów Europy inwestycją". "To szansa, a nie tylko obciążenie" - przekonywała.

Pytana przez dziennikarzy, jakie metody mają według PE zagwarantować uszczelnienie systemu relokacji, tak, aby uchodźcy "przydzieleni" danemu krajowi nie przenosili się na własną rękę do tych bardziej obciążonych krajów członkowskich, europosłanka oceniła, że pierwotne propozycje KE w nadmiernym stopniu skupiają się na sankcjach i karach.

"Mam zamiar to zmienić, uważam, że potrzebujemy nie tylko kija, ale i marchewki - pozytywnych zachęt zarówno dla uchodźców, jak i państw członkowskich, żeby te wtórne ruchy migracyjne ograniczać" - powiedziała Wikstroem.

Jak dodała, będą to "środki, które będą gwarantować, że azylanci pozostaną na miejscu w czasie trwania procedury i przez kilka kolejnych lat - po to, żeby zintegrować się z krajem przyjmującym, nauczyć się języka, rozpocząć pracę, uzyskać dostęp do rynku i zacząć wnosić pozytywny wkład na rzecz państwa, które udzieliło im międzynarodowej ochrony".

Drugim wyzwaniem dla systemu relokacji jest - według deputowanej - wypadanie uchodźców poza system. "Ludzie ci bywają wykorzystywani w pracy przymusowej albo przez organizacje przestępcze. W ubiegłym roku zniknęło np. 10 tys. dzieci" - zauważyła.

Wikstroem była też pytana m.in. o możliwość kompromisu z rządami takimi jak polski, które krytycznie oceniają system przymusowej relokacji.

"Zgadzamy się z polskim rządem w pełni jeśli chodzi o jedno: konieczna jest reforma systemu (azylowego), bo ten istniejący się załamał, potrzebne są zmiany. Różnimy się, jeśli chodzi o szczegółowe rozwiązania i jeśli chodzi o rozumienie tego, na czym powinna polegać europejska solidarność w tej sferze" - zaznaczyła.

"Ja uważam, że każdy kraj powinien przyjąć swoją część odpowiedzialności. Polska i inne kraje Grupy Wyszehradzkiej proponują +elastyczną solidarność+, która moim zdaniem jest instrumentem niewystarczającym i nie uzyska poparcia ani w PE, ani większości państw członkowskich w Radzie. Kraje V4 są więc w mniejszości - i nie jest to mniejszość zdolna do zablokowania reformy" - oceniła europosłanka.

Jej zdaniem, Polska i Litwa, jako kraje graniczne, powinny przemyśleć swoje stanowisko w sprawie uchodźców. "Dzisiaj solidarności potrzebują kraje basenu Morza Śródziemnego, takie jak Grecja czy Włochy, ale jutro, jeśli coś się stanie we wschodnim sąsiedztwie UE, mogą to być Polska i Litwa" - argumentowała.

Kraje UE zmagają się z falą imigrantów, która wywołała w Europie najostrzejszy kryzys migracyjny od II wojny światowej. Tylko w 2015 roku przez Morze Śródziemne do Europy trafiło ponad 1 mln migrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu - głównie z Syrii, Afganistanu oraz Iraku.

Od początku 2016 roku liczba ta przekroczyła 313 tys., z czego ponad 168 tys. trafiło do Grecji, a ponad 144 tys. do Włoch - wynika z danych Biura Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców (UNHCR). (PAP)

msom/ par/

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Blu

Wykształceni?!i co jeszcze!?, moze kulturalni?! Ich kwalifikacje to chyba dojenie kóz i gwalty na kobietach, .... co za po......bana baba!!!

! Odpowiedz
1 5 ~Baranina

Polska jako kraj graniczny i jego obywatele poradzą sobie z najazdem dziczy użyciem siły! Nie będziemy patrzeć na gwałty i rozboje!

! Odpowiedz
0 1 ~Siunek

Wała

! Odpowiedz
1 4 ~silvio_gesell

Nawet gdy nas zmuszą za pomocą kar za nieprzyjmowanie (co jest w gruncie rzeczy handlem ludźmi), to Polska nie ma możliwości utrzymania uchodźców w obrębie granic - od razu by stąd uciekli.

! Odpowiedz
0 3 ~Pies

No to jakieś jaja.

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,2% IV 2019
PKB rdr 4,9% IV kw. 2018
Stopa bezrobocia 6,1% I 2019
Przeciętne wynagrodzenie 4 931,8 zł I 2019
Produkcja przemysłowa rdr 9,2% IV 2019

Znajdź profil