UE oficjalnie przedłużyła brexit do 31 stycznia. Tusk: to może być ostatni raz

UE formalnie zaakceptowała przedłużenie procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z UE do końca stycznia 2020 roku. Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk zaznaczył, że to przedłużenie "może być ostatnie". Z kolei Wielka Brytania wreszcie ma szansę na wyjście z wielomiesięcznego pata - przedterminowe wybory do Izby Gmin odbędą się w czwartek 12 grudnia.

(fot. DON EMMERT / FORUM/Reuters)

"Do moich brytyjskich przyjaciół: UE27 formalnie zaakceptowała przedłużenie. Może być ono ostatnie. Proszę, wykorzystajcie ten czas jak najlepiej" - napisał Tusk na Twitterze.

"Chcę też pożegnać się z wami, jako że moja misja dobiega końca. Będę trzymał za was kciuki" - dodał szef RE, którego kadencja wygasa z końcem listopada.

Decyzja unijnej "27" została sformalizowana w procedurze pisemnej za porozumieniem z Wielką Brytanią. Jak podkreślono w komunikacie Rady UE, przedłużenie brexitu ma dać więcej czasu na ratyfikację umowy o wystąpieniu Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnoty. Wyjście może nastąpić wcześniej niż koniec stycznia; możliwe daty to 1 grudnia 2019 r. lub 1 stycznia 2020 r., jeżeli obie strony ratyfikują wcześniej porozumienie.

27 państw UE przyjęło również deklarację towarzyszącą decyzji o brexicie, w której podkreśliło, że nie może być mowy o renegocjacji umowy, gdyby takie pomysły pojawiły się na Wyspach. "Rada Europejska stanowczo stwierdza, że wyklucza jakiekolwiek ponowne otwarcie umowy o wystąpieniu w przyszłości, i przypomina, że wszelkie jednostronne zobowiązania, oświadczenia lub inne działania Zjednoczonego Królestwa powinny być zgodne z literą i duchem umowy o wystąpieniu i nie mogą utrudniać jej wdrażania" - czytamy w deklaracji.

Przypomniano w niej również, że w okresie przedłużenia procesu wyjścia Zjednoczone Królestwo pozostaje państwem członkowskim UE z wszystkimi prawami i obowiązkami określonymi w traktatach i tym samym ma obowiązek zaproponowania kandydata na członka nowej Komisji Europejskiej.

"27" wskazała na zobowiązanie Wielkiej Brytanii do konstruktywnego i odpowiedzialnego działania przez cały okres przedłużenia, zgodnie z obowiązkiem lojalnej współpracy. UE oczekuje, że Londyn wypełni to zobowiązanie w sposób odzwierciedlający sytuację kraju wychodzącego z UE. Chodzi m.in. o powstrzymanie się od działań, które mogłyby zagrozić realizacji celów Unii, w szczególności utrudniając podejmowanie decyzji.

To reakcja na pojawiające się wcześniej groźby ze strony brytyjskich eurosceptyków, że w razie konieczności pozostania w UE Wielka Brytania powinna utrudniać jej działanie. Wśród sugestii, jak to zrobić, pojawiła się np. nie do końca poważnie traktowana propozycja, by kandydatem na komisarza został główny orędownik brexitu Nigel Farage.

Pomijając takie akcenty, zobowiązanie do lojalnej współpracy ze strony Wielkiej Brytanii jest bardzo ważne, m.in. w kontekście wypracowywania przez UE decyzji dotyczącej kolejnego wieloletniego budżetu (podejmowana jest ona jednomyślnie). Londyn był zawsze orędownikiem cięć, dlatego uczestnictwo jego przedstawicieli w podejmowaniu decyzji w tej sprawie mogłoby mieć znaczenie dla przebiegu negocjacji.

Tymczasem na Wyspach...

Izba Gmin zdecydowała, że nowe wybory odbędą się 12 grudnia

Wielka Brytania wreszcie ma szansę na wyjście z wielomiesięcznego pata wokół brexitu. Brytyjscy posłowie zdecydowali we wtorek wieczorem, że przedterminowe wybory do Izby Gmin odbędą się w czwartek 12 grudnia.

Zgłoszony przez rząd Borisa Johnsona projekt ustawy o przeprowadzeniu przedterminowych wyborów poparło 438 posłów, przeciwnych było zaledwie 20. Formalnie ustawa zostanie skierowana teraz do Izby Lordów, ale wieczorne głosowanie w praktyce przesądza o dacie wyborów. Wcześniej posłowie odrzucili poprawkę opozycyjnej Partii Pracy przyspieszającą proponowaną datę wyborów o trzy dni.

Johnsonowi, który stoi na czele rządu mniejszościowego, wreszcie udało się uzyskać zgodę posłów na nowe wybory. Wcześniej trzykrotnie - po raz ostatni w poniedziałek wieczorem - zgłaszał wniosek o skrócenie kadencji, ale ani razu poparcie dla tego wniosku nie zbliżyło się nawet do wymaganej większości dwóch trzecich.

Tym razem brytyjski premier zastosował inną metodę - rząd zgłosił projekt ustawy o przeprowadzeniu wyborów, co wymagało zwykłej większości, choć niosło za sobą także ryzyko, że posłowie opozycji zgłoszą poprawki do ustawy zasadniczo zmieniające treść.

Tak się faktycznie stało, bo Partia Pracy i Szkocka Partia Narodowa (SNP) chciały rozszerzyć czynne prawo wyborcze na 16- i 17-latków oraz przyznać je obywatelom Unii Europejskiej, którzy mają w Wielkiej Brytanii status osoby osiedlonej. To mogłoby w istotny sposób wpłynąć na wynik, bo obie te grupy w większości zagłosowałyby na opozycję, a nie na Partię Konserwatywną. Rząd dał do zrozumienia nawet, że jeśli ta poprawka zostałaby przyjęta, wycofa cały projekt ustawy. Ostatecznie jednak nie została ona w ogóle dopuszczona do głosowania.

"Klimat niepewności podkopuje zaufanie do polityki. Powstrzymuje ludzi przed podejmowaniem ważnych, codziennych decyzji. Wyniki brytyjskiej gospodarki są szczerze mówiąc cudem, biorąc pod uwagę zastój w parlamencie" - mówił Johnson, przekonując w czasie debaty nad ustawą do poparcia wcześniejszych wyborów. Zarzucił też opozycji, że wszelkimi sposobami próbuje zatrzymać wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. "Oni nie chcą doprowadzić do brexitu 31 października, 30 listopada czy nawet 31 stycznia. Oni po prostu chcą go odłożyć na zawsze, do 12 nigdy" - mówił.

Pewnym paradoksem jest to, że w głosowaniu, w którym potrzeba było zwykłej większości, zgłoszony przez rząd projekt ustawy uzyskał poparcie nawet więcej niż dwóch trzecich całkowitej liczby posłów.

Zakładając, że Izba Lordów nie zgłosi sprzeciwu, będą to pierwsze wybory w Wielkiej Brytanii przeprowadzone w grudniu od 1923 r. Przyjęta przez Izbę Gmin data oznacza, że ostatnim dniem obecnej kadencji będzie 5 listopada, kiedy zbiegiem okoliczności obchodzony jest dzień Guya Fawkesa, upamiętniający nieudaną próbę wysadzenia w powietrze parlamentu w 1605 r. Z kolei nazwisko nowego premiera prawdopodobnie będzie znane w piątek 13 grudnia, co w niektórych komentarzach już wskazywane jest jako zły omen.

Kto może wygrać wybory? 

Obecne sondaże wskazują, że Partia Konserwatywna powinna wygrać wybory - gdyby było inaczej Johnson nie dążyłby do ich przeprowadzenia. Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach. Przed rozpisanymi przez jego poprzedniczkę Theresę May przedterminowymi wyborami z czerwca 2017 r. konserwatyści mieli nawet większą przewagę nad laburzystami, lecz wskutek fatalnej kampanii ją roztrwonili i ówczesna premier zamiast zwiększyć stan posiadania w Izbie Gmin musiała kierować rządem mniejszościowym.

Po drugie - nie wiadomo w jakim stopniu grudniowy termin wyborów wpłynie na wyniki. A czynników potencjalnego wpływu jest kilka - wcześnie zapadający zmrok i niepewna pogoda może zniechęcić do głosowania starszych wyborców, którzy częściej popierają konserwatystów. Z kolei na trudne warunki atmosferyczne najbardziej narażone są górzyste obszary Szkocji, czyli bastion SNP.

Mimo wszystko Johnson liczy, że wybory dadzą mu bezwzględną większość w Izbie Gmin, a w konsekwencji możliwość skutecznego rządzenia. To także mogłoby przełamać trwający od wielu miesięcy pat wokół brexitu, bo w obecnej podzielonej Izbie Gmin nie udało się uzyskać poparcia dla żadnego wyjścia z sytuacji. Jeśli konserwatyści faktycznie będą mieli większość, przyjęcie uzgodnionego 17 października porozumienia z Unią Europejską będzie znacznie łatwiejsze.

Mając na uwadze kampanię wyborczą Johnson jeszcze przed ostatecznym głosowaniem we wtorek wykonał gest, który ma wzmocnić partię - do klubu parlamentarnego konserwatystów przyjęto z powrotem 10 spośród 21 posłów wyrzuconych z niego na początku września za poparcie ustawy uniemożliwiającej wyjście z UE bez umowy.

Z Brukseli Krzysztof Strzępka, z Londynu Bartłomiej Niedziński

Źródło: PAP

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 17 autoro

Jeszcze jeden i jeszcze raz ...

! Odpowiedz
3 5 open_mind

Wszystkie izraelskie ambasady i konsulaty na całym świecie zostały zamknięte w środę, gdy dyplomaci i wojskowi rozpoczęli strajk w związku z długo trwającym sporem z Ministerstwem Finansów w sprawie stypendiów dotyczących wydatków wypłacanych wysłannikom.

Ten ruch, koordynowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Ministerstwo Obrony i Federację Pracy Histadrut, następuje po tym, jak Skarb Państwa podobno wycofał się z wcześniejszych ustaleń i powiedział, że zmusi wysłanników do zwrotu tysięcy dolarów, które zwrócono im na wydatki.

Zamknięcie weszło w życie o 1 rano w środę rano czasu Izrael.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 9 adamii

'to MOGA byc ostatnie wybory' 'prosze'
Brzmi stanowczo!

! Odpowiedz
15 20 ajwaj

To juz na prawde ostatni raz z 169 ostatnich razów do tej pory :)
Jesli "depp state" Soros, Merkel & Co. wypuszcza "koze znoszaca zlote jajka" GB
zabraknie rocznie ca 50-60 mld € w UE i wtedy finito-game over.
Ostatni w UE zgasi swiatlo

! Odpowiedz
7 13 ajwaj

W/w 56-60 mld to przedmiot sporu najrózniejsza kasa np dlugoterminowa, celowa na cós, itd.
bo GB daje rocznie "skladki" 13 mld

! Odpowiedz
0 0 azmodhan odpowiada ajwaj

13 mld euro? XD
Przecież unia (EBC) jak dobrze pamiętam jeden z artykułów drukuje co miesiąc ok. 50 mld. XD
Naprawdę myślisz, że Unii braknie 13 mld euro i coś się zawali. XD
Ja myślę, że mają na to grubo wy...

! Odpowiedz
0 0 ajwaj odpowiada azmodhan

To nie tylko 13 mld. €
Merkel, Soros & co uwaza, ze to poczatek konca > domino
Partia anty.kolchozowa AfD w niedziele 100+

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,6% XI 2019
PKB rdr 3,9% III kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,0% X 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 213,27 zł X 2019
Produkcja przemysłowa rdr 3,5% X 2019

Znajdź profil