Fatalne wiadomości napływające z sektora bankowego i deweloperskiego. Przed katastrofą uratował GPW ostry finisz inwestorów, którzy kupując mocno przecenione walory, w kilka minut podbili indeksy o kilkadziesiąt punktów. Po dwóch fatalnych sesjach za oceanem i czerwonym wtorku w Europie poświąteczne spadki na GPW były nieuniknione.
-- Warszawscy inwestorzy od rana wyprzedawali akcje, starając się dobić do przecenionych we wtorek globalnych spółek -- ocenia Marek Nienałtowski z Goldenegg. Sytuacji nie poprawiły wyniki czołowego polskiego dewelopera Dom Development, który odnotował 70-proc. spadek zysku w porównaniu z ubiegłym rokiem, jak również kontrowersyjna rekomendacja dla austriackiej spółki nieruchomościowej Immoeast. Analitycy Kempen & Co. zalecili sprzedawanie walorów spółki, wyznaczając cenę docelową na poziomie... 0 zł. Tłumaczono to możliwymi problemami ze spłatą zadłużenia.
Słabo spisywały się także spółki surowcowe i paliwowe -- taniejąca miedź pchnęła KGHM o kilkanaście procent w dół, przez większość sesji na znacznym minusie były również PGNiG i PKN Orlen. Z każdą minutą sytuacja stawała się coraz bardziej nerwowa. -- Inwestorzy stwierdzili, że nie ma co liczyć na kontynuację wzrostowej korekty z przełomu października i listopada i przeszli do realizacji zysków. Zaczęła się wyprzedaż, co przy małym popycie doprowadziło do efektu kuli śniegowej -- mówi Marcin Kiepas z X-Trade Brokers.
Najmocniej dostało się bankom. Impulsem do panicznej wyprzedaży akcji była publikacja wyników Pekao. Choć zysk w trzecim kwartale 2008 r. na poziomie 841 mln zł był zgodny z oczekiwaniami analityków, inwestorzy najwyraźniej liczyli na więcej. Kurs akcji poleciał w dół o ponad 11 proc. przy niemal 300 mln obrotów, ciągnąc za sobą walory konkurentów. BPH staniał o ponad 13 proc., a o ponad 7 i 5 proc. spadły kursy BZ WBK oraz PKO BP.
Nastawienia do banków nie poprawiło obniżenie przez Moody's perspektywy ratingu Getin Banku do negatywnej ze stabilnej, a perspektywy ratingu siły finansowej BRE Banku z pozytywnej do stabilnej. Swoje zrobiły spadki na Wall Street sprowokowane przez sekretarza skarbu USA, który podważył sensowność realizacji własnego planu ratunkowego dla sektora finansowego. Jego zdaniem wykup toksycznych aktywów nie jest najlepszą z możliwych opcji.
Pod koniec dnia w Warszawie można już było mówić o panicznej wyprzedaży. Gorzej było wczoraj tylko w Moskwie, gdzie indeks RTS spadł aż o 12 proc. I ile jeszcze na półtorej godziny przed zamknięciem sesji obroty na GPW były skromne i nie przekraczały 900 mln zł, o tyle pod koniec dnia sięgnęły 1,6 mld zł. Jeszcze o godz. 16 wydawało się, że sesja z 12 listopada zapisze się w historii GPW jako najgorsza w ostatniej dekadzie. Tymczasem stał się cud -- w przez ostatnich 10 minut akcje największych spółek podskoczyły o kilka procent, wyciągając WIG20 z minus 9,1 proc. do minus 4,93 proc.
Najbardziej spektakularny jest wzrost wyceny PKN Orlen. Kurs akcji koncernu z Płocka, który jeszcze na kilka minut przed zamknięciem był blisko 10 proc. poniżej poniedziałkowego zamknięcia, poszybował w górę, zamykając się 3-proc. zyskiem. Spektakularną końcówką zajmuje się już Komisja Nadzoru Finansowego. -- Ustaliliśmy już, że zlecenia wyszły z jednego domu maklerskiego. Sprawdzamy, czy nie doszło do manipulacji -- zapewnia Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.
Błażej Dowgielski
Dziennik Finansowy
Więcej na ten temat

























































