To, że rynek pracy uderzył w sufit i nie da się już w polskich warunkach mocno zwiększać zatrudnienia i obniżać bezrobocia, można było usłyszeć w ostatnich latach parę razy. Za każdym razem taka opinia okazała się błędna. Robimy kolejne podejście.
Stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła w lipcu 5,9 proc., czyli tyle co w czerwcu i o 1,2 pkt proc. mniej niż w lipcu zeszłego roku – podało Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. (Przypomnienie: stopa bezrobocia rejestrowanego to nie jest dokładnie to samo co stopa bezrobocia podawana przez GUS i Eurostat wg metodologii porównywalnej międzynarodowo – ale oba wskaźniki powinny podążać do siebie równolegle). Żeby jednak zrozumieć trendy na rynku pracy, musimy przekształcić te dane, ponieważ są one w surowej formie mocno zaburzone przez czynniki sezonowe. Najlepiej oczyścić dane z efektów sezonowych oraz spojrzeć na średnie miesięczne zmiany. Jak widać na wykresie poniżej, w ostatnich miesiącach spadek stopy bezrobocia był wyraźnie słabszy niż w ostatnich latach.


Na tej podstawie można postawić tezę, że zbliżamy się już do limitu, poniżej którego nie da się obniżyć stopy bezrobocia. Zawsze będą ludzie, którzy szukają przejściowo pracy, lub ci, którzy trwale nie mogą jej znaleźć, lub też tacy, który w urzędach rejestrują się tylko w celu zdobycia ubezpieczenia zdrowotnego.
Ale byłbym ostrożny z ferowaniem wyroków, bo już zdarzyło się parę razy, że stopa bezrobocia robiła sobie przerwę w trendzie spadkowym, by po kilku miesiącach żwawo ruszyć w dół.
Co z tego wynika? Polska gospodarka ma swoje naturalne ograniczenia i w wielu miejscach zaczynają być one odczuwalne. Ale w ostatnich latach zwrot „nie da się” okazywał się tyle razy błędny, że nie można wykluczyć, iż i tym razem tak będzie.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.




























































