Ofiary są porywane, usypiane narkotykami i zabijane. Dzieje się to głównie w Azji i Ameryce Południowej, choć nie można wykluczyć działalności przestępców także na terenie Europy.
Komplet za 16.000 USD
Głównym motywem, dla którego mieszkańcy sprzedają parzyste narządy, jest bieda. Rodzice potrafią sami zaproponować cudzoziemcowi fragment ciała ich żywego dziecka. W Kolumbii oko albo nerka dziecka kosztuje 500 dolarów. „W Salwadorze, który jest zagłębiem dzieci porywanych dla prostytucji i wywożonych do innych krajów, można kupić całe dziecko za 16 tysięcy dolarów, potem podhodować je na narządy, pobrać je, a dziecko zabić albo pozwolić mu umrzeć” – donosi portal Wici w artykule Marcina Fabjańskiego pt. „Łowcy wnętrzności”. Nancy Scheper-Hughes, antropolog, prof. Uniwersytetu w Berkeley, założyła organizację pozarządową Straż Narządów. To ona relacjonowała, że na Filipinach widziała cale wioski trudniące się sprzedażą ciał. „Najpierw nerkę sprzedaje ojciec. Gdy skończą się pieniądze – najstarszy syn, potem młodsi synowie. Na końcu żony i córki. W Kolumbii zdarza się, że lekarze wyłudzają narządy od żywych ludzi. Według lokalnych gazet lekarze wmówili rodzicom małego chłopca, że ma on guza mózgu i trzeba usunąć mu gałki oczne. Badania po amputacji wykazały, że żadnego guza nie miał” – oto dalsze makabryczne odkrycia.
5.000 zł kary za ogłoszenie
W Polsce karalne jest już samo ogłoszenie o handlu narządami. Grozi za nie grzywna w wysokości 5.000 zł. To za mało, by odstraszyć zdesperowanych oferentów ani potencjalnych odbiorców. Jak twierdzą policjanci, w ciągu ostatnich lat zanotowali dwadzieścia przypadków handlu samymi nerkami. Ale w Internecie takich ofert jest dużo więcej.
Najcenniejsze są oczywiście narządy dzieci, a także młodzieży. Rodzice Kamila Bartoszka, studenta Uniwersytetu Warszawskiego, który w 2003 roku zginął w okolicach Puław, nie usłyszeli prawdy o śmierci syna. Podobno był to wypadek komunikacyjny. Ale wynajęci przez nich detektywi i świadkowie oraz niezależny patolog twierdzą, że chłopaka zabili ochroniarze z dyskoteki. Krakowscy patolodzy, którzy wykonali powtórną sekcję zwłok Kamila, nie znaleźli w ciele ofiary jednej nerki i obu nadnerczy. Puławska prokuratura umorzyła dochodzenie. Sąd w Lublinie oddalił skargę na tamtejszy Zakład Medycyny Sądowej, który jako pierwszy przeprowadził sekcję, o sfałszowanie wyników. Ocenił, że Zakład nie popełnił przestępstwa.
W naszym kraju zdarzają się już przypadki uprowadzania młodych ludzi do domów publicznych i zmuszania do prostytucji. Oby z kraju tranzytowego nasz kraj nie stał się stacją docelową.
Za: „Za ile oddasz swoją nerkę?”, E.pomoc.pl; M. Fabjański, „Łowcy wnętrzności”, Wici.pl.
Aleksandra Solarewicz




























































