

Piątkowa sesja na Wall Street przyniosła niewielkie zmiany, ale ostra przecena dotknęła indeks Nasdaq, który zniżkował w ślad za mocno taniejącymi w drugiej części dnia akcjami spółek technologicznych.
Dow Jones Industrial wzrósł na zamknięciu o 0,42 proc. do 21 271,97 pkt. S&P 500 zniżkował o 0,08 proc. do 2431,77 pkt. Nasdaq Comp. stracił 1,80 proc. do 6207,92 pkt. To był najgorszy tydzień dla tego indeksu w tym roku.
W ciągu dnia Nasdaq był na niewielkim plusie, ale w drugiej części dnia doszło do dużej wyprzedaży akcji spółek technologicznych. Sektor ten od początku 2017 roku był najmocniejszy na amerykańskiej giełdzie. Zyskał on w tym czasie ponad 20 proc.
Ponad 3 proc. traciły na wartości m.in. Amazon, Apple, Facebook, Netflix i Alphabet, właściciel Google'a. "Trudno znaleźć jakąkolwiek fundamentalną przyczynę, która uzasadniałaby spadki firm technologicznych" - uważa Mike Bailey, dyrektor działu analiz z FBB Capital Partners.
"Nastąpiło przejęcie od spółek technologicznych do innych sektorów" - powiedział Dave Lutz, szef ETF z JonesTrading, wskazując, że dwa sektory, słabo zachowujące się w tym roku - paliwa i banki - w piątek zachowywały się lepiej niż reszta rynku.
Morgan Stanley, Bank of America zyskiwały ponad 2 proc. Dow Jones w górę najmocniej ciągnęły notowania Goldman Sachs.
Nawet 5 proc. drożały w ciągu dnia walory Nvidii. Analitycy Citigroup podwyższyli cenę docelową akcji spółki do 180 USD, co jest najwyższą rekomendacją na Wall Street. Jednak w drugiej części dnia wszystkie zyski zostały zniwelowane i akcje tej spółki szły w dół ponad 6 proc.
"To mógł być sygnał do sprzedaży firm z całego sektora, na który czekała część inwestorów" - uważa Dave Lutz z JonesTrading.
Część pokryzysowych regulacji dla sektora finansowego zniesiona
W czwartek zdominowana przez Republikanów Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę (Financial Choice Act) znoszącą część pokryzysowych regulacji dla sektora finansowego dla tych instytucji, które posiadają co najmniej 10 proc. kapitałów własnych na pokrycie ewentualnych strat. Proponuje się m.in. zmniejszenie częstotliwości stress testów i zniesienie tzw. reguły Volckera, która zakazuje bankom inwestowania przy użyciu kapitałów własnych. Ustawa ma jednak niewielkie szanse bez sporych korekt przejść przez Senat, gdzie niemal połowę głosów posiadają Demokraci, przeciwnicy deregulacji.
Inwestorzy szykują się już na przyszłotygodniowe posiedzenie amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Rynek terminowy w 100 proc. wycenia możliwość podwyżki stóp procentowych przez Fed. Kluczowa dla rynków będzie ocena stanu amerykańskiej gospodarki, z której w ostatnim czasie dochodzą sygnały spowolnienia, oraz perspektywy dla ewentualnej kolejnej podwyżki w bieżącym roku.
Fed przedstawi również nowe, kwartalne projekcje makroekonomiczne. W centrum uwagi znajdzie się "wykres kropkowy" (dot-plot) z medianą projekcji poziomu stóp proc. członków FOMC (Federalny Komitet Otwartego Rynku) na koniec roku. W marcu większość bankierów z Fed oczekiwała w trzech podwyżek stóp proc. rocznie w 2017 i 2018 r.
Rynki wyczulone będą także na ewentualne sygnały dotyczące redukcji sumy bilansowej. W maju Fed przedstawił zarys propozycji o sprzedaży aktywów trzymanych w swoim portfelu. Fed zamierza ustalić miesięczny limit sumy zapadających aktywów, z których przychody nie będą mogły zostać reinwestowane w bilans. Reinwestycji będą podlegać przychody z papierów poza limitem. Rezerwa zamierza co trzy miesiące zwiększać limit zapadających aktywów, które nie podlegają rolowaniu. Członkowie Fed wskazali przy tym, że rozpoczęcie redukcji sumy bilansowej powinno nastąpić jeszcze w 2017 r., o ile pozwolą na to dane z gospodarki.
Tymczasem, gołębi wydźwięk czwartkowego posiedzenia EBC (obniżka prognoz inflacyjnych na lata 2017-19, Rada Prezesów nie dyskutowała nad normalizacją polityki monetarnej), osłabia euro względem dolara. Kurs EUR/USD zniżkuje drugą sesję z rzędu i utrzymuje się poniżej 1,12.
W Europie na zamknięciu indeks Euro Stoxx 50 wzrósł o 0,62 proc., niemiecki DAX poszedł w górę o 0,80 proc., brytyjski FTSE 100 zwyżkował o 1,04 proc., a francuski CAC 40 zyskał 0,64 proc.
Rosną szanse na miękki brexit
W czwartkowych przedterminowych wyborach parlamentarnych Partia Konserwatywna nie uzyskała niezbędnej liczby mandatów, aby mieć bezwzględną większość w niższej izbie brytyjskiego parlamentu. May poinformowała, że jej rząd będzie wspierany przez północnoirlandzką DUP, która wprowadzi do Izby Gmin 10 posłów. W efekcie obie partie mogą liczyć na 328 lub 329 deputowanych (w zależności od wyników głosowania w ostatnim okręgu wyborczym, w którym wciąż nie podliczono głosów), tuż powyżej wymaganego progu 326 mandatów. Szczegóły dotyczące współpracy i jej formy - nieformalnego wsparcia lub formalnej koalicji - nie zostały jeszcze ustalone.
W wyniku niekonkluzywnych wyborów wzrosła niepewność w kwestii przyszłości i tempa negocjacji Wlk. Brytanii z UE ws. brexitu.
"Bez względu na to jaką strategię obierze nowy rząd, z uwagi na niewielką większość, znajdzie się on pod presją zarówno zwolenników brexitu, jak i stronnictwa proeuropejskiego" - ocenili analitycy Danske Bank.
Theresa May, premier Wlk. Brytanii, poinformowała w piątek, że negocjacje rozpoczną się zgodnie z planem 19. czerwca.
Przed zwlekaniem z negocjacjami ostrzegli przedstawiciele Unii Europejskiej.
"Ramy czasowe ustalone w art. 50 traktatu nie dają nam czasu do stracenia" - podkreślił w liście gratulacyjnym skierowanym do May Donald Tusk, przewodniczący Rady Europejskiej.
Wynik wyborów zwiększa szanse na "miękki" brexit, czyli scenariusz, w którym Wlk. Brytania może zachować część dostępu do wspólnego rynku UE oraz pójść na ustępstwa w kwestii zaostrzenia polityki migracyjnej.
DUP, przyszły koalicjant Torysów, chce uniknąć powstania "twardej" granicy z Irlandią i opowiada się przeciwko "twardemu" brexitowi.
"Miękki brexit być może jest bardziej prawdopodobny, ale jego ścieżka jest mniej pewna. Premier May obiecywała +twardy brexit+, w którym priorytetami była kontrola nad imigracją i wyjście ze wspólnego rynku i unii celnej. Biorąc pod uwagę proeuropejskie nastawienie potencjalnych partnerów, koalicja może skutkować kompromisami i większą skłonnością dla akceptacji wolnego przepływu osób i pracy, pod warunkiem zachowania dostępu do wspólnego rynku" - oceniają analitycy Goldman Sachs.
Wyniki wyborów w Wlk. Brytanii nie powinny mieć natychmiastowego wpływu na ocenę ratingową tego kraju - poinformowała agencja S&P Global Ratings.
W reakcji na rezultat głosowania osłabił się funt. Kurs GBP/USD zniżkował nawet 2,5 proc. do 1,2636, lecz w piątek po południu odrabia część strat i kształtuje się w okolicach 1,274, o 1,5 proc. poniżej wartości sprzed ogłoszenia wyników badań exit poll w czwartek wieczorem.
Turbulencje polityczne w różnym stopniu oddziałują na brytyjską giełdę. FTSE 100, indeks o dużej ekspozycji na rynki zewnętrzne (tańszy funt sprzyja brytyjskim eksporterom) rośnie 0,9 proc. Z kolei FSTE 250 o większej ekspozycji na rynek wewnętrzny przez większą część sesji znajdował się pod kreską.
Coraz mniejsze szanse na przedterminowe wybory we Włoszech
Kolejną sesję mocno zyskują obligacje rządu Włoch, gdzie główne partie nie mogą dojść do zgody co do kształtu nowej ordynacji wyborczej. Tym samym, oddala się perspektywa zwołania przedterminowych wyborów na Półwyspie Apenińskim.
Rentowność 10-letnich obligacji rządu włoskiego spada w piątek o 8 pb do niemal 2,09 proc., choć jeszcze w czwartek wynosiła 2,30 proc.
Ostatnie dni we włoskiej polityce upłynęły pod znakiem przyspieszenia prac nad projektem nowej ordynacji wyborczej w parlamencie. Spodziewano się, że zostanie on przyjęty na początku lipca po to, by wybory parlamentarne zamiast na początku przyszłego roku, jak wynika z kalendarza, można było rozpisać na jesień. Jako możliwą datę wskazywano 24 września, gdy odbędą się wybory w Niemczech. Tymczasem, w czwartek parlament skierował projekt reformy do dalszych prac w komisji.
Projekt zakładał m.in wprowadzenie 5-proc. progu. Ordynacja miała sprzyjać dużym partiom i zmniejszać szanse na rozdrobnienie parlamentu.
tus/ pr/



























































