Kandydat Konfederacji Sławomir Mentzen powiedział w czwartek w Bielsku-Białej, że ma "coraz bardziej dosyć kartonowego państwa, w którym nic nie działa, a człowiek zawsze jest zostawiony sam". Zapowiedział, że - jeśli zostanie prezydentem - zawetuje każdą ustawę podnoszącą lub komplikującą podatki.


Mentzen podczas wiecu apelował o wsparcie w wyborach i zadeklarował, że jeśli zostanie prezydentem, to zawetuje każdą ustawę, która podnosi albo komplikuje podatki. Zapowiedział odrzucenie Zielonego Ładu. „Spadną rachunki za prąd i za ogrzewanie. Spadną koszty produkcji. Uratujemy nasz przemysł i rolnictwo” – mówił.
Podkreślił, że Polska musi być bezpieczna. „Uszczelnię granice. Nie pozwolę na masowe emigracje. Jeżeli jeszcze raz przyjedzie tu jakiś niemiecki radiowóz z migrantami, to im ten radiowóz zarekwirujemy, policjantów aresztujemy, a migrantów odeślemy” – stwierdził.
Polityk powiedział również, że nie dopuści, by Wojsko Polskie trafiło na Ukrainę. „Żaden polski żołnierz nie trafi na Ukrainę. Żaden polski żołnierz nie zginie za Donbas albo Krym” – zaznaczył.
Mentzen stwierdził też, że otrzymywał groźby po powrocie ze Lwowa, gdzie - jak mówił - wskazywał na wciąż obecny na Ukrainie kult Stepana Bandery. „Dostałem groźby od Ukraińców. Grozili mnie i mojej rodzinie śmiercią. Poszedłem na policję. Wiecie, co policja przez trzy miesiące zrobiła? Nic nie zrobiła. Nie byli w stanie wykryć sprawców” – dodał.
Kandydat Konfederacji odniósł się również do czwartkowych doniesień Wirtualnej Polski, która napisała, że za publikowanymi w internecie reklamami politycznymi promującymi kandydata KO Rafała Trzaskowskiego i atakującymi jego konkurentów stoi pracownik i wolontariusze fundacji Akcja Demokracja. Jak wskazano, prezesem fundacji jest człowiek, który jeszcze kilka tygodni temu był asystentem posłanki Koalicji Obywatelskiej. Dzień wcześniej NASK informowała o możliwej próbie ingerencji w kampanię wyborczą poprzez reklamy polityczne, które mogą być finansowane z zagranicy. O sprawie poinformowano ABW.
„Internet jest od miesiąca zawalony takimi kampaniami profrekwencyjnymi, które obrażają Karola Nawrockiego i mnie. Chwalą Rafała Trzaskowskiego. (…) Wczoraj NASK, nadzorowana przez Krzysztofa Gawkowskiego, politologa, wydała komunikat, żeby uważać, bo Polska pada ofiarą ataku z zewnątrz, dezinformacji wymierzonej w… Rafała Trzaskowskiego. (…) Jakieś reklamy obrażają mnie i Nawrockiego, zachęcają do głosowania do Trzaskowskiego i oczywiście poszkodowany jest Rafał Trzaskowski. Każdy by od razu na to wpadł” – ironizował kandydat Konfederacji.
Według Mentzena po wykryciu, że za sprawą stoją „ludzie związani z Platformą Obywatelską”, politycy tego ugrupowania zaczęli mówić o „akcji dezinformacyjnej wymierzonej w Rafała Trzaskowskiego”. „Ja nie wiem, jak można być tak bezczelnym, żeby takie bzdury ludziom mówić” – stwierdził.
Polityk przypomniał zarazem, że za swoje słowa, iż za kampanią stoją ludzie związani z PO, został pozwany przez to ugrupowanie. „Jestem przekonany, że przegram. (...) Cały kraj od rana mówi o tym, że ludzie związani z Platformą nielegalnie finansują wybory. Kto poniesie odpowiedzialność? Ja poniosę” – powiedział.
W czwartek szef KPRM Jan Grabiec poinformował, że Platforma Obywatelska składa pozew w związku z naruszeniem jej dóbr osobistych przez Sławomira Mentzena. W ten sposób odniósł się do nagrania, w którym Mentzen przekonywał, że za kampanią dezinformacyjną stoją ludzie związani z PO.
Wirtualna Polska poinformowała, że od 10 kwietnia Facebook był "zalany reklamami politycznymi". Umieszczały je dwa nieznane wcześniej profile, czyli "Wiesz Jak Nie Jest" oraz "Stół Dorosłych". Nie wiadomo, kto tymi profilami zarządza. W części reklam - a wszystkie sprawiały wrażenie rozmów ze zwykłymi obywatelami - zdecydowanie krytykowano kandydujących w wyborach Nawrockiego oraz Mentzena. W drugiej części wychwalano Trzaskowskiego.
Dziennikarzom udało się zidentyfikować trzy osoby występujące w reklamach i skontaktować się z nimi. Wszystkie stwierdziły, że do udziału w reklamach zachęciły je osoby powiązane z fundacją Akcja Demokracja. Zarząd fundacji przyznał, że pracownik pomagał zagranicznemu partnerowi organizacji w "znalezieniu chętnych do wzięcia udziału w nagraniach". Firma, o której mowa, to Estratos Digital GmbH z siedzibą w Wiedniu, świadcząca dla fundacji "usługi technologiczne oraz konsultacje w zakresie komunikacji".
Prezes fundacji Akcja Demokracja Jakub Kocjan powiedział w Polsat News, że fundacja prowadzi i opłaca własną kampanię profrekwencyjną. "Oczywiście Akcja Demokracja jest nie tylko fundacją, jest też ruchem społecznym, więc siłą rzeczy mamy bardzo dużo aktywistów lokalnych i oni na różnych grupach są zapraszani do projektów bardzo różnych grup, bardzo różnych organizacji. Okazuje się, że także tej akcji. Nie widziałem tam treści, w tych nagraniach, które obejrzałem po pytaniach od pana redaktora, promujących konkretnego kandydata przez jakąkolwiek z tych osób wypowiadających się" - tłumaczył Kocjan.
Według dziennikarzy WP Kocjan 9 maja rozmawiał z wicepremierem oraz ministrem cyfryzacji Krzysztofem Gawkowskim o bezpiecznym przeprowadzeniu wyborów, podczas spotkania zorganizowanego przez NASK w ramach Parasola Wyborczego.
W czwartek Jacek Dziura z NASK przekazał PAP, że Kocjan nie jest współpracownikiem NASK i nie współtworzy Parasola Wyborczego. Dodał, że Kocjan przyszedł na otwarte spotkanie dotyczące dezinformacji, które zostało zorganizowane przez NASK w ramach Parasola Wyborczego. Ministerstwo Cyfryzacji zapewniło z kolei, że Kocjan nie spotykał się indywidualnie z wicepremierem Krzysztofem Gawkowskim.
Również w czwartek szefowa sztabu kandydata KO na prezydenta Wioletta Paprocka napisała na X, że "trwa masowa akcja dezinformacji wyborczej przeciwko Rafałowi Trzaskowskiemu z wykorzystaniem systemów SMS operatorów telefonicznych". Dodała, że sprawa została zgłoszona do NASK i że będzie też zawiadomienie do prokuratury. (PAP)
szf/ sdd/ mhr/


























































