REKLAMA
ZAGŁOSUJ

Jamajka – Haiti

2010-11-09 23:11
publikacja
2010-11-09 23:11

Na Haiti sklepiki z dewocjonaliami do praktykowania voodoo można spotkać na bazarach i na większych ulicach.

Jamajka

Pieniądze
Najlepiej zabrać ze sobą dolary amerykańskie, większą część w czekach podróżnych (bezpieczniej).Wymiany można dokonać na lotnisku oraz w większości banków. Kurs: 1 USD = = 35 Jays – jamajskich dolarów. Oprócz banków pieniądze można wymienić na czarnym rynku. Kurs czarnorynkowy jest wyższy o 5-10% od oficjalnego. Istnieje także duże ryzyko bycia okradzionym lub oszukanym.

Język
Oczywiście angielski, mimo tego czasem ciężko porozumieć się z miejscowymi. Mówią strasznym slangiem.

Jedzenie
Typowe potrawy to grillowana ryba lub kurczak, gotowane lub smażone banany (nie słodkie, podobne w smaku do ziemniaków), pattys – pasztecik nadziewany warzywami lub mięsem we francuskim cieście, ryż, duszona ryba serwowana z owocem ackee. W dużych miastach (Kingston, Ocho Rios, Montego Bay) spotyka się restauracje sieci Burger King, KFC, McDonald, a czasem małe i tanie restauracyjki z chińszczyzną.

Etapy podróży
Kingston, stolica Jamajki, nie ma zbyt wielu atrakcji. Miasto jest podzielone na dwie części Downtown (część o zabudowie kolonialnej) i Uptown (nowa część miasta,bogate rezydencje, lepszej klasy hotele). Najtańszy nocleg, jaki udało mi się znaleźć, znajdował się w Downtown (Bartley Hotel, 80 Church St.). Według przewodnika powinien kosztować 3 USD za dobę. Mnie po długim targowaniu udało się zbić cenę z 10 na 8 USD. Byłem jedynym turystą w tym hotelu i, jak się później okazało, także w Downtown.

Warto zobaczyć

• Muzeum Boba Marleya (56 Hope Rd.) – każdy kto lubi muzykę reggae powinien tu zajrzeć. Znajduje się w domu w, którym kiedyś mieszkał gwiazdor. Wstęp 2 USD. Zabrania się wnoszenia aparatów fotograficznych i magnetofonów (trzeba zostawić w depozycie przy wejściu).

• Devon House to ciekawy kolonialny budynek z dużym palmowym ogrodem. Na miejscu restauracja, kawiarnia, sklep z lodami. Nie jest tu tanio, ale można odpocząć od hałaśliwego centrum.

• Pomnik Boba Marleya (blisko stadionu piłkarskiego) nie powala na kolana, ale można zobaczyć.

W okolicy Kingston

• Port Royal

Główną atrakcją jest Fort Charles i znajdujący się na terenie Giddy House (dawna składnica broni). Wstęp 2 USD. Dużo restauracji serwujących ryby, cicho i spokojnie. Kilka razy dziennie kursują promy ze stolicy (0,5 USD).

• Spanish Town

White Marl Arawak Museum to muzeum poświęcone kulturze Indian Arawaków zamieszkujących Jamajkę w czasach prekolumbijskich.

Iron Bridge – podobno jedyny w swoim stylu most w obu Amerykach.

Autobus Kingston – SpanishTown kosztuje około 1 USD.

• Old Harbour

Colbeck Castle, to chyba jedyna na wyspie budowla przypominająca zamek. Dojazd z Old Harbour najlepiej taxi, ale można też pieszo, około 3 km w ostrym słońcu. Nikt nie pobiera opłaty za wstęp. Obiekt nie odrestaurowany, za to bardzo fotogeniczny.

Minibus Spanish Town – Old Harbour kosztuje około 2 USD. Collective taxi jest w podobnej cenie.

• Ocho Rios

Wspinaczka wzdłuż wodospadów Dunn’s River Falls należy do podstawowych atrakcji Jamajki. Konieczny strój kąpielowy. Wstęp 5 USD. Przed wejściem bazar z pamiątkami. Dojazd z miasta collective taxi za 1-1,5 USD. Noclegi z reguły drogie: Hunter Inn (86 MainSt.) – 22 USD, The Rooftop Club & Motel (James Ave) – ok. 14 USD. Autobus Kingston – Ocho Rios – ok. 2 USD, minibus – ok. 8 USD.

• Montego Bay

Najciekawsze budynki znajdują się wzdłuż Church St. Poza tym miasto mało interesujące. W sierpniu odbywa się tu największy festiwal muzyki reggae (Reggae Sumfest). Najtańszy nocleg – Linkage Guest House (39 Church St.) za ok. 15 USD. Autobus Ocho Rios – Montego Bay – ok. 2 USD, minibus – ok. 4 USD.

• Negril

Bez wątpienia region o najlepszej plaży. W północnej części prawie biały piasek, płytkie bardzo czyste morze, w południowej – liczne skały, pojawia się wybrzeże klifowe, robi się głębiej. W niektórych miejscach można skakać do wody. Specjalnie do tego wyznaczone punkty znajdują się na terenie barów i restauracji. Polecam Rockhouse Resort lub Rick’s Cafe. Także możliwość zjeżdżania do wody i skoków z liny (na własne ryzyko, bez opłat).

Inne atrakcje: jazda konna do wzgórz Negril (2 godziny – 25 USD), nurkowanie, pływanie kajakami, całonocne imprezy na plaży, 3 razy w tygodniu koncerty, głównie Bunny Wailer, Yellowman, Ziggy Marley (wstęp od 8 do 10 USD – niezła zabawa).

Wzdłuż całego wybrzeża znajdują się liczne sklepiki z rzeźbami, płytami, kasetami oraz wszystkim tym, co można sprzedać turyście. Jest także Art Market, gdzie można uzyskać najlepsze ceny. Duży wybór rzeźb. Kupując należy zwrócić uwagę na to, by nie były wykonane ze świeżego drewna. Wysychając pękają nawet te droższe z tzw. iron tree. Przy każdych zakupach na bazarze należy się targować.

W sezonie bardzo dużo turystów. Mogą być kłopoty ze znalezieniem noclegu. Najtańsze to: Seascape II – 25 USD i Roots Bamboo – 27 USD. Obydwa dysponują miejscami kempingowymi w cenie 10 USD za osobę. Negril to około 15-kilometrowej długości pas wybrzeża. Najlepszym środkiem lokomocji są tu minibusy lub collective taxi. Można także wynająć górski rower (8 USD za dzień) lub motor (30-45 USD). Licencjonowane taxi są drogie. Autobus Montego Bay – Negril – ok. 2 USD, minibus 4 USD. W okolicy : Blue Hole Ital Gardens. Niewielkie oczko wodne z krystalicznie czystą wodą, głębokość około 35 m. Za opłatą 3 USD można pływać (chłodna woda, dużo ryb).Na terenie prywatnej posesji. Dojazd: autobus Negril – Savanna la Mar – 1,5 USD, stąd najlepiej taxi (około 10 km) – 5-6 USD.

• Black River

Miasto jak większość na Jamajce. W pobliżu Great Morass, przy dużym szczęściu można zobaczyć krokodyle i manaty. Nieco dalej niesamowity YS Falls, najciekawszy wodospad, jaki udało mi się znaleźć. Składa się z ośmiu kaskad oddzielonych basenami z wodą, w których można pływać. Wstęp 9 USD (wliczony przewodnik, bez którego można się obyć). Taxi z Black River (w dwie strony + postój, około 2 godzin; odległość 20 km) – 20 USD. Przy powrocie warto zatrzymać się w „tunelu bambusów” (Bamboo Avenue). Hotele: Bridgehouse Inn – ok. 35 USD, Seaview Cottage – ok. 25 USD. Autobus Negril – Black River – ok. 2,5 USD.

Wyjazd z Kingston: Autobus Black River – Kingston – 2,5 USD. Dojazd z centrum na lotnisko – autobus nr 98 – 1 USD, minibus – 2 USD, czas jazdy około pół godziny, opłata lotniskowa przy wylocie 500 JS.

Warto wiedzieć

Płyty CD z muzyką reggae na Jamajce są droższe niż gdziekolwiek indziej.

W niektórych regionach utrapieniem są moskity (Kingston).

Ciężko opędzić się od tzw. hustlers, którzy po chwili „przyjacielskiej” rozmowy starają się naciągnąć cię na piwo lub chcą pieniądze za pokazanie baru, sklepu czy za opowiedzenie jakiejś bzdurnej historii. Większość miejscowych uważa Cię za bogatego Amerykanina, który przyjechał tu wydawać tysiące dolarów;

W wielu miejscach (hotele, parki, bazary) można znaleźć tabliczki „no smoking ganja”. Miejscowi jednak się nie przejmują. Właściciel hotelu, w którym wisiała taka tabliczka (w Kingston), w mojej obecności palił marihuanę!!! Należy jednak pamiętać, że jest to zabronione. Lonely Planet podaje, że turyści często mają z tego powodu kłopoty z policją. Kupić można praktycznie wszędzie, jak ktoś lubi, ale czy jest sens ryzykować?

Niektórzy Jamajczycy są prawdziwymi czarnymi rasistami, szczególnie w Downtown Kingston. Nie jest to miłe miejsce dla osób o innym kolorze skóry. Często można się spotkać z odzywkami typu: Whitey – is a joke? What are you looking for… motherfucker? What’s up man, are you looking for trouble? Na zaczepki najlepiej w ogóle nie reagować.Downtown po zmroku staje się niebezpieczne nawet dla „swoich”.

Jamajka jest jednym z najtańszych miejsc na świecie do wysyłania pocztówek i listów. Znaczek na pocztówkę (na cały świat) kosztuje 0,90 JS !!! Jednak w wielu miejscach będą próbowali cię oszukać, mimo ceny na znaczku. Na poczcie w Negril chcieli 9 JS, tłumacząc że ceny uległy zmianie. W Black River kupiłem po 0,90 JS.

Jamajczycy z Negril chwalą się, że wiele „turystek” z całego świata (głównie z USA) przyjeżdża tu w celu „rent a Rasta”…



Haiti

Gotówkę i czeki podróżne można wymienić bez problemów na lotnisku, jak i w większości banków.

Przy przylocie „tysiące” osób szukające bagażu,10 chętnych za opłatą do pomocy.

Taxi do centrum około 12USD.

Za kolejnym razem trafiam do hotelu Acropolis w, którym zdecydowali, że mnie przyjmą!!! (441 BLVD Jean Jacques Dessalines, Port-au-Prince). Jedna doba 17 USD. Warunki fatalne, w toalecie tylko przez parę godzin woda, pokój w kształcie kwadratu (tylko z łóżkiem i krzesłem), okno 20 na 60cm, stary wiatrak (i tak nie chodzi, bo brak prądu).

Przed wyjazdem lepiej zaopatrzyć się w dobry przewodnik. Ja takiego nie miałem, bo w Polsce nie udało mi się zdobyć. Na miejscu trudno uzyskać informacje turystyczne. W biurach podróży (jest tylko kilka, najlepsze La Citadelle) nie są przygotowani na turystykę przyjazdową. Nie potrafią dobrze poinformować, co warto zobaczyć. Nawet z pocztówek (nie ma zbyt dużego wyboru) niewiele można się dowiedzieć o ciekawych miejscach. W Port-au-Prince (okolice poczty głównej) można kupić mapę stolicy i wyspy. Jakość kiepska, ale lepsze to niż nic.

Wobec mojej nieznajomości języka francuskiego dużym problemem było komunikowanie się. W stolicy korzystałem z usług Jamajczyka, który mieszkał w tym samym hotelu. Za jego pomoc kupowałem mu obiady.

Ludzie na Haiti są bardzo mili, co było dużym zaskoczeniem po Jamajce.

Dobry okres podróży to pobyt w czasie święta zmarłych – są wtedy odprawiane praktyki voodoo.

Brak turystów. Podczas 10 dniowego pobytu spotkałem 8 osób (Francuzi i Niemcy). Inni ”biali” to żołnierze stacjonujących United Nations (głównie Amerykanie). Bardzo się dziwili, kiedy mówiłem, że przyjechałem tu na wakacje.

Komunikacja kiepska. Drogi w większości jak po trzęsieniu ziemi (być może takie było, nie wiem) – asfalt popękany, dziury, wyboje. Autobusy odjeżdżają nieregularnie, dopiero gdy są pełne. Czas jazdy długi. Z Port-au-Prince do Jacmel (około 120 km) jechałem 5 godzin. Miejscowe biura podróży odradzają poruszanie się autobusami, twierdząc, że są niewygodne i mało bezpieczne. W stolicy duże korki.

Koniecznie trzeba zobaczyć: Palais de Sans Souci i Citadelle Laferriere. Na północ (Cap Haitien) najszybciej i najbezpieczniej dostać się można samolotem. Bilet w dwie strony (śmigłowiec) kosztuje 75 USD. Można kupić na lotnisku krajowym lub w agencji La Citadelle, niedaleko pałacu prezydenta.

Będąc w Cap Haitien warto także „zahaczyć” o Labadie. Plaża znajduje się na terenie prywatnej posesji. Dojazd z miasta taxi za około 5-6 USD. Należy dowiedzieć się wcześniej, czy nie przypłynął tam statek (podobno raz w tygodniu), wtedy teren jest zamknięty dla osób z zewnątrz. W pozostałe dni wstęp 2 USD.

W Port-au-Prince prawie przez całą dobę (z wyjątkiem 3-4 godzin w nocy) brak prądu. Także w najlepszych hotelach i sklepach. Życie wieczorne ulicy odbywa się przy świecach. Spacer po zmroku, może nie jest całkiem bezpieczny, ale wrażenia są niezapomniane.

Sklepiki z dewocjonaliami do praktykowania voodoo można spotkać na bazarach i na większych ulicach. Można w nich kupić święte obrazki, butelki z bliżej nie określonymi płynami, krzyże, świece, kawałki kolorowych tkanin, no i oczywiście laleczki do nakłuwania (w wersji z głową lub bez).

Haiti jest centrum artystycznym Karaibów. Duża różnorodność stylu obrazów, rzeźby od klasycznych przedstawiających ludzi w różnych sytuacjach do wyimaginowanych i przerażających postaci demonów. Te ostatnie bardzo drogie, ale chyba najlepiej kojarzą mi się z wyspą.

Z rozmów przeprowadzonych z miejscowymi (niestety niewielu zna angielski – często korzystałem z usług wspomnianego Jamajczyka) na temat voodoo dowiedziałem się, że większość Haitańczyków w to wierzy. Wierzą także w istnienie zombie. Nikt z moich rozmówców nie potwierdził, że widział zombie na własne oczy. Wielu o tym marzy. Ludzie ci twierdzą, że może on zrobić dużo dobrego i można zarobić na nim sporo pieniędzy. Uważają, że nie potrafi mówić, wydaje tylko dźwięki przypominające burczenie. Jest pozbawiony woli, dobrze wykonuje polecenia. Grzebiąc w albumach w jednej z księgarń udało mi się znaleźć zdjęcie zombie (niestety czarnobiałe, pochodzące prawie sprzed 70 lat) – jeśli to autentyk to robi wrażenie.

Celem mojego przyjazdu na Haiti było przybliżenie zjawiska voodoo (obserwacja odprawiania ceremonii). Niestety nie był to okres święta zmarłych, tylko początek kwietnia.

Późnym wieczorem pojechałem (razem z tłumaczem) wynajętą taxi na obrzeża Port-au-Prince. Po około 1,5 godziny jazdy (straszne korki) dotarliśmy do domu, który znacznie wyróżniał się od innych. Duży, otoczony wysokim murem (z zewnątrz nie sposób zobaczyć co się dzieje w środku), na dachu symbol 666 i pentagram. Po dłuższej chwili walenia w żelazną bramę, weszliśmy do środka. Właściciel (tak sądzę) nie mógł narzekać na brak środków do życia. Na szyi i ręku złote łańcuchy, ze spodni brzuch się wylewał. Co mnie zdziwiło, mówił płynną angielszczyzną. Dowiedziałem się, że nie mogę zobaczyć ot tak sobie ceremonii voodoo, musi być w tym jakiś konkretny cel. Nie miałem takiego, więc wpadłem na pomysł, że chciałbym zobaczyć zombie. Podobno jest to możliwe tylko bardzo dużo kosztuje – właściciel żądał 1500 USD !!! Gdy zaoferowałem 20 USD uśmiechnął się i powiedział, że może pokazać mi kilka pomieszczeń do odprawiania różnego rodzaju egzorcyzmów. Niestety nie zezwolił na robienie zdjęć, bowiem może to wystraszyć zamieszkujące je duchy. Pomieszczenia bez nich są bezwartościowe.

Pierwsze było całkiem duże, otoczone z czterech stron dwoma rzędami krzeseł, jak dla widowni. Na ścianach malowidła świętych, po środku duży drewniany słup, z sufitu zwisające kolorowe wstążki, gdzieś w rogu ukrzyżowany kościotrup z drewna. Na ścianach następnego znajdowały się znaki zodiaku z datami, mały ołtarz Matki Boskiej z zapalonymi świecami, całość w tonacji błękitu. Trzecie pomieszczenie przechodziło w ostry kolor czerwony, duży fotel, szklana kula, dewocjonalia. Przed wejściem do ostatniego musiałem zdjąć buty (święte miejsce). Widok szokujący : na ścianach krew, na podłodze krew, częściowo zakrzepła, częściowo świeża, czaszki zwierząt, stopione grube świece, miedziane miski do połowy napełnione krwią i unoszący się w powietrzu mdło-słodkawy zapach. Wychodząc czułem jak zaczynam się dusić, mając gorzki smak w ustach. Nie wiem czy to na skutek emocji, czy też znajdującego się w powietrzu jakiegoś gazu. Poproszono mnie o zostawienie drobnych przy ołtarzu Matki Boskiej, co uczyniłem, a następnie zakończyłem wizytę w tym niesamowitym miejscu. Następnego ranka opuściłem Haiti, wierząc że kiedyś tu wrócę i zdołam dowiedzieć się czegoś więcej.

Grzegorz Lisik
Wyprawa miała miejsce na przełomie marca i kwietnia `97.

Źródło:

Do pobrania

palmy2jpgpalmy2jpg
Tematy
Inspirujące pomysły na urządzenie pomieszczeń dla firm

Inspirujące pomysły na urządzenie pomieszczeń dla firm

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Podróże

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki