- Przeciętny Polak, pracujący w „normalnym” przedsiębiorstwie, ma zaledwie kilka dodatków do wynagrodzenia. Natomiast górnicy mają ich ponad 30. Zawierają one chociażby tzw. deputat węglowy i wiele innych, nadawanych przez rządzących osobom pracującym w górnictwie – mówi Andrzej Sadowski, wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha. Jednak jego zdaniem na tych przywilejach znaczące różnice się kończą.


Górnik nie takim bogaczem ?
- Mówienie o tym, że statystyczny górnik zarabia niemal 7 tys. złotych, a reszta obywateli ok. 3,5 tysięcy jest mniej więcej tym samym, co wliczanie pensji prezesa w wysokości 600 tysięcy przy wyliczaniu średniego wynagrodzenia pracownika banku. Przeciętny górnik dołowy, nie wliczając wspomnianych dodatków do wynagrodzenia, zarabia niewiele ponad 2 tys. złotych. – wylicza Sadowski. Wiceprezydent Centrum im. Adama Smitha studzi też informacje dotyczące niższego bezrobocia wśród górników, w porównaniu z ogólnym wskaźnikiem bezrobocia w Polsce. Bo choć ten pierwszy wynosi o 2% mniej – niecałe 11,5%, to wciąż jest to wynik daleki od zadowalającego i godnego pozazdroszczenia. Ekonomista dodaje też, że póki rząd chce wydobywać węgiel, pracownicy kopalni utrzymywanych przez skarb państwa będą odnosić sukcesy w walce o kolejne przywileje bądź utrzymanie tych już przyznanych. A to niesie straty zarówno dla kopalni zarządzanych prywatnie jak i pozostałych sektorów gospodarczych, które będą musiały finansować niefrasobliwość polskiego rządu. Jak każdy podatnik.























































