Amerykańscy agenci mają pełne ręce roboty. Pod lupą śledczych nad Wisłą są nie tylko korporacje zza oceanu.



Monika A. Wasiewicz, najwyższa rangą agentka FBI w Polsce, ma ręce pełne roboty tam, gdzie amerykański i polski biznes łamie reguły gry. Jej zespół, w zależności od obowiązków, ma nawet 8 osób. Agenci śledzą, szukają, dowodzą łapówkarstwa, szpiegostwa przemysłowego, defraudacji czy wszelkich odmian korupcji.
— Właśnie przyjechał do Warszawy kolejny agent do wsparcia naszych działań. Jest dużo spraw — mówi Monika A. Wasiewicz.
FBI w Polsce to nie jest państwo w państwie — zastrzega agentka. Amerykańskie służby mają umowy o współpracy z polskimi służbami. O każdym swoim ruchu informują polskich partnerów, muszą też mieć zgodę na poszczególne działania. Co nie zmienia faktu, że FBI to najskuteczniejsza policja śledcza na świecie, dysponująca największym budżetem.
Pod lupą amerykańskich śledczych (Monika A. Wasiewicz zrzekła się polskiego obywatelstwa, by móc wstąpić do służb) są nie tylko spółki z amerykańskim kapitałem, ale także działające w USA lub powiązane z tamtym systemem finansowym (np. notowane na amerykańskich giełdach). Według informacji „PB”, dużą część pracy FBI w Polsce wciąż pochłaniają trzy głośne sprawy na tle korupcyjnym. W 2012 r. podejrzenia łapówkarstwa padły na polskie struktury HewlettPackard oraz IBM (tzw. infoafera, w której Hewlett-Packard przyznał się do winy i zapłacił ponad 100 mln USD kary).
W jaki sposób działają agenci FBI w Polsce? Czyta w dzisiejszym "Pulsie Biznesu"


























































